Ważne
    Parysko-tarnowski artysta, który umiłował sobie kobiece uda...

    Parysko-tarnowski artysta, który umiłował sobie kobiece uda i piersi

    Maria Mazurek

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Witold Pyzik jest autorem wystawy malarstwa pt. "Za włosami, za lasami..."
    1/41

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©fot. Artur Gawle

    W tarnowskiej "Piwnicy pod Trójką" (Muzeum Okręgowe) goście mogą podziwiać kobiece uda, pośladki, piersi malowane na drewnianych paletach. Pytanie, skąd wzięły się tu prace Witolda Pyzika, artysty, który pochodzi z Gdańska, studiował w Poznaniu, a od trzydziestu lat mieszka w Paryżu? Ano żonę ma z Tarnowa. I zakochał się w tym galicyjskim mieście.
    Sztuka za wszelką cenę
    Mimo że w jego żyłach nie płynie wcale francuska krew, wygląda i zachowuje się jak rodowity paryżanin.

    - Chyba coś w tym jest - śmieje się. - Kiedy byłem dzieckiem, po obiedzie biegłem do sklepu po ser i pieczywo, nie wiedząc nawet jeszcze, że to właśnie Francuzi kończą w ten sposób posiłek. Potem w gdyńskim liceum plastycznym miałem świetną romanistkę, która zwoziła z Francji jakieś gadżety: artykuły, ulotki, pamiątki. Byłem najlepszy w klasie z francuskiego. Za wszystkich odrabiałem zadania.

    Czasy jednak - to był przełom lat 70. i 80. - nie sprzyjały podróżowaniu. Studia mógł wybrać tylko tu, w Polsce. Wiedział jedno: że chce zostać artystą. Ukończył rzeźbę na PWSSP w Poznaniu.

    Jest pewny, że gdyby został w Polsce, robiłby to samo. Zaparłby się i koniec. Choć byłoby trudniej. Ale po studiach, to był rok 1985, nadarzyła się okazja, by wyjechać do Paryża. Pyzik miał tam koleżankę, pojechali do niej całą grupą przyjaciół. Po trzech miesiącach szaleństwa jego kompani wrócili do Polski.

    On zaparł się, że zostanie. Wiadomo, że nie od razu został uznanym paryskim artystą. Imał się tego, co było. A to mycia samochodów, a to rozwożenia paczek. Jego ówczesna sympatia bawiła dzieci bogatych Francuzów. Dzięki determinacji nie wpadł w pułapkę, by się poddać i zostać już przy tym myciu aut. Dwutorowość, kiedy pracował, by zarobić, a jednocześnie tworzył, trwała dwa, może trzy lata. W końcu trafiła się pierwsza "artystyczna fucha": projektowanie okładek kaset.

    Rzeźba. Mieć w rękach to coś
    Potem zajął się rzeźbiarstwem i konserwatorstwem. Konkretniej jego praca polega na rekonstruowaniu ukradzionych, zniszczonych, oberwanych, zmiażdżonych lub zamoczonych rzeźb, maszkaronów, posągów.

    Przy renowacji zamków, kościołów, zabytkowych francuskich kamienic trzeba czasem na nowo wyrzeźbić pewne elementy.
    Pracę rozpoczyna od przeszukania archiwów, bibliotek, mozolnego zbierania dokumentacji. Musi wiedzieć, co on i jego zespół mają zrekonstruować.

    Ale bywa, że takich informacji odnaleźć się po prostu nie da. Tak było przy rekonstrukcji wielkiego opactwa Saint-Amand-les-Eaux.
    Rzeźby, które pozostały, nie przypominały dosłownie niczego. Zabytek był w ruinie. Sypały się z niego wielkie kamienie. Przed totalnym zniszczeniem uratował go mer miasta.

    Pyzik i jego zespół musieli więc stworzyć te rzeźby od podstaw, posiłkując się tylko własną inwencją, "wgryzając" się w styl artystów, którzy pracowali przy budowie opactwa. To było żmudne, trwające kilka lat przedsięwzięcie.

    Samo wyrzeźbienie posągu świętej Julity z dzieckiem, męczennicy chrześcijańskiej, prześladowanej za swoją wiarę, zajęło Pyzikowi trzy miesiące codziennej, mozolnej pracy.

    Pracę zaczyna się od "wejścia" pistoletem pneumatycznym w wielki kubik kamienia wapiennego. Potem rzeźbi się za pomocą dłut.
    Końcowy efekt, w przypadku renowacji tego opactwa, zachwycił lokalnych architektów i historyków sztuki. Wszyscy gratulowali Pyzikowi odwagi i smaku.

    - Ale i w Polsce nie mamy się czego wstydzić, jeśli chodzi o dbałość o zabytki. Kaplice wielickiej kopalni są np. świetnie odnowione: z duchem dawnych czasów, ale i inwencją rzeźbiarzy. Chodzi o to, żeby artyści, architekci, konserwatorzy nie czuli tego paraliżu. Żeby się nie blokowali - mówi Pyzik.

    Artyści, ludzie zupełnie jak inni
    Rzeźbiarstwo to jednak niejedyne zajęcie Pyzika. Uczy też przyszłych filmowców rysunku w Wyższej Szkole Animacji Numerycznej.

    - Zaczynam od prostego zadania: niech każdy namaluje swój palec. Po tym widzę, na ile ktoś jest odważny, zabawny, na ile gra podtekstami seksualnymi, a na ile wiernie tylko odtwarza to, co widzi - mówi Pyzik.

    Twierdzi, że rysowania do pewnego pułapu można nauczyć każdego. Ale żeby przekroczyć poziom rzemieślniczy, trzeba mieć talent. A żeby jeszcze osiągnąć sukces - wiele szczęścia.

    - Nie chcę przy tym powiedzieć, że artyści są lepsi, mądrzejsi. Nie, to tacy sami ludzie, mający te same co inni problemy. Nie popijają absyntu zagryzając go grzybkami halucynogennymi i nie marnują całych dni w knajpach. Jedyne, co ich wyróźnia, to rodzaj otwartości na świat, nienasyconej ciekawości - opowiada Pyzik.

    Malarstwo. Największa pasja
    O ile jednak rzeźba i uczenie innych sprawiają Pyzikowi mnóstwo frajdy, tak jego największą pasją, "niezbędnym do życia tlenem", jak mówi, jest malowanie.

    Szczególnie upatrzył sobie kobiece ciała - krągłości ud, przeróżne kształty piersi, jędrność pośladków. Rzadziej, choć i to się zdarza, portretuje nagich mężczyzn.

    Żona, oczywiście, nie jest przeszczęśliwa, i czasem mu to wypomina. Ale ostatecznie jakoś to znosi. Mądra kobieta.

    Łatwo rozpoznać charakterystyczne prace Pyzika malowane na drewnianych paletach. Wzięło się to z tego, że kiedyś zupełnie nie miał pieniędzy na materiały malarskie. To był jakiś czarny okres. Ale uznał, że taka "błahostka" nie będzie mu przecież przeszkadzać w malowaniu. Znalazł na to sposób: tworzyć na paletach. A potem już przyzwyczaił się do tej formy. Jest taka jego.

    To między innymi takie malowidła możemy zobaczyć na jego tarnowskiej wystawie. - Pomysł, żeby zrealizować tu wystawę, należał do mojej żony. Fajnie, że przedstawiciele muzeum i inne osoby to wsparły. Wystawiałem swoje prace w wielu miejscach, ale do Tarnowa mam jakiś szczególny sentyment - opowiada artysta.

    - Polska w ogóle zmieniła się nie do poznania przez te wszystkie lata. Wciąż do niej wracam, jestem tu przynajmniej raz w roku. I nie mogę się nacieszyć, jak tu czysto, kolorowo, jak fajnie się rozwija ten kraj. Nadziwić się też nie mogę wszystkim tym nowym zwrotom językowym: "szacunem na dzielni", "pozdro" i "nara". Mam ochotę turlać się ze śmiechu - opowiada.

    I choć w Paryżu ma (dorosłych już) synów, pracę, przyjaciół, nie wyklucza, że kiedyś z żoną wrócą do Polski. Bo we Francji, podobnie jak w Polsce, mówi się: nigdy nie mów nigdy.

    Wystawa "Za włosami, za górami"
    Prace Witolda Pyzika możemy oglądać w Galerii Piwnica pod Trójką (Rynek 3, Tarnów) do 23 sierpnia. Wystawa realizowana jest w ramach cyklu "Tarnowscy artyści w galerii muzealnej".

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo