Menu Region

Portret zabójcy. Opowiadał, że kocha kobiety, na śmierć

Portret zabójcy. Opowiadał, że kocha kobiety, na śmierć

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Gazeta Krakowska
Prześlij Drukuj
Portret zabójcy. Opowiadał, że kocha kobiety, na śmierć

Adam Ł. na korytarzu krakowskiego sądu, gdzie toczy się jego proces o zabójstwo Ilony (© Artur Drożdżak)

Kochliwy był. Zawsze były koło niego wielbicielki. Adam Ł. skazany został przed kilkoma laty za zabójstwo żony. 20 lat wcześniej znaleziono jego narzeczoną. Zginęła po tym jak usłyszał, że jest w ciąży - pisze Artur Drożdżak.
O sprawie pisaliśmy w artykule: Zabił żonę. Czy zabił też narzeczoną w ciąży?

Klucze koło Olkusza, osiedle XXX -lecia PRL. Typowe, zakładowe, brzydkie bloki, które mają ze 30 lat. Tu, pod numerem piątym mieszkała 19-letnia Ilona Miszczyńska. Była sympatią Adama Ł.
Jedynaczka o subtelnej urodzie, z ognikami w oczach.

- Tu chodziła do szkoły, potem do liceum w Olkuszu. Po maturze zapisała się do studium nauczycielskiego. Zawsze marzyła o dzieciach, chciała z nimi pracować i mieć swoją gromadkę - opowiada jej mama, Marianna.

19-latka lubiła bawić się na dyskotekach, słuchać muzyki, spacerować z psem Kajtkiem, miała swoją paczkę znajomych. Wśród nich był i mieszkający w bloku obok Adam. - Traktowaliśmy go jako jednego z kolegów IIony, jednego z wielu - mówi dziś matka dziewczyny.
Jej świat zawalił się 16 listopada 1991 roku.

- Była sobota, wybraliśmy się na imieniny do kolegi. Córka została sama w domu - mówi kobieta.
Wrócili przed północą. - Mieszkanie było puste, tylko pies czekał. Zdziwiło nas, że córka nie zostawiła kartki, gdzie wychodzi i kiedy wróci, a taki mieliśmy zwyczaj w naszej rodzinie - opowiada ojciec, 64-letni dziś Janusz Miszczyński, emeryt.

Poszukiwania Ilony rodzina zaczęła następnego dnia, gdy nie przyszła na obiad. - Pytaliśmy jej koleżanek, ludzi na osiedlu, czy ktoś ją widział, ale przepadła jak kamień w wodę - dorzuca matka. Zawiadomiono policję. Zagadka zniknięcia dziewczyny została wyjaśniona następnego dnia.

- Pracownicy oczyszczania miasta przyjechali opróżnić szambo, ale coś zatykało studzienkę. Usłyszałem, jak mówią, że ktoś musiał tam wpaść i utopić się. Poszedłem, by pomóc zidentyfikować zwłoki.

Był szefem straży przemysłowej, znał większość pracowników zakładu papierniczego w Kluczach. Był przekonany, że któryś z robotników doznał nieszczęśliwego wypadku. - Wyciągnęli moją córkę! - opowiada.

Ilona została uduszona, jej zwłoki ktoś przeniósł do studzienki. Tego dnia strasznie lało, więc nikt tego nie zauważył, a ścieki zatarły pozostałe ślady na ciele ofiary. - Tutaj. Teraz na studzience jest klapa i kłódka - Miszczyńska pokazuje miejsce ujawnienia zwłok, dosłownie pięć minut drogi od bloku. - Córka jeździła nad morze, chodziła po Bieszczadach, a zginęła za rogiem - kobiecie załamuje się głos. Podejrzenie padło na studenta, 20-letniego Adama Ł. Śledczy ustalili, że Ilona spotykała się z nim od 4 lat, planowali ślub. No i że zaszła z nim w ciążę. Była w czwartym miesiącu.

- Powiedziała mu o tym w dniu zabójstwa, po wizycie u lekarza, ale Adam Ł. miał już kolejną sympatię. Ilona mu zburzyła plany życiowe. Co się dalej stało to bolesne przypuszczenia - mówi ojciec Ilony. Miesiąc po śmierci dziewczyny Adama Ł. badano na wykrywaczu kłamstw. Biegły wypowiedział się, że mężczyzna "miał związek z zabójstwem". Ale jego zdanie nie przekonało śledczych. Sprawę umorzono 21 maja 1992 roku i odłożono ją ad acta.

Adam Ł. miał już kolejną dziewczynę, potem następną. Elokwentny, oczytany, szarmancki, po prostu ideał. Po śmierci Ilony wyjechał niedaleko, na Śląsk. Tu na studiach na Uniwersytecie Śląskim poznał Alicję Cesarz. Pobrali się. On zaczął pracować w magistracie w Świętochłowicach, ona uczyła geografii w gimnazjum w Chorzowie. Uczniowie za nią przepadali.

Małżeństwo zaczęło się psuć po siedmiu latach. - Masz kogoś innego? - Alicja raz zapytała wprost.
Adam zaprzeczał, ale szybko wyszło na jaw, że kocha już inną, koleżankę z pracy Annę W., kobietę dużo młodszą, z zawodu będącą psychologiem. Alicja natknęła się bowiem w komputerze męża na pełne erotycznych szczegółów wyznania Adama do nowej wybranki. Wniosła o rozwód - orzeczono go z winy Adama w połowie 2007 roku.

Jednakże zaczęły się kłótnie o podział majątku. Adam wyprowadził się do kochanki, ale byłych małżonków łączyło jeszcze mieszkanie, które wspólnie kupili. Postanowili, że obydwoje będą płacić za nie czynsz - każde co drugi miesiąc. Alicja co pewien czas musiała tam jeździć, bo wymieniali się książeczką mieszkaniową.

Tak się też stało pół roku po rozwodzie, 21 listopada 2007 roku. 33-latka wysiadła z taksówki przed blokiem i... już nikt jej nie zobaczył. Jej rodzice poruszyli niebo i ziemię, ale nie znaleźli choćby najmniejszego po niej śladu. Policja wszczęła śledztwo w sprawie uprowadzenia Alicji. Okazało się, że dobę po zaginięciu ktoś dokonał z jej karty bankomatowej pięciu wypłat, każda po 1000 złotych.
Śledczy przeprowadzili rewizję u Adama Ł. i znaleźli u niego w portfelu jedno potwierdzenie wypłaty tysiąca zł z konta Alicji.

Mężczyzna poczuł wtedy zagrożenie: wyrwał dokument policjantowi i połknął go na jego oczach. Na pytanie, gdzie jest Alicja, rzucił: Nawet gdybyście mnie przypalali, nie powiem. Został aresztowany.
Koledze z celi, który miał wkrótce wyjść na wolność, powiedział, gdzie ukrył kartę bankomatową Alicji i podał mu numer PIN. Poprosił, aby po wyjściu mężczyzna zrobił kilka wypłat. To miało sugerować, że była żona żyje. Współwięzień zawiadomił policję i wtedy w piwnicy domu Adama Ł. odkryto worek z kartą bankomatową Alicji oraz gotówkę.

Choć na karcie nie było żadnych śladów, na woreczku zabezpieczono materiał DNA. Należał do Adama Ł. Okazało się też, że Adam Ł. wchodził na stronę Komendy Głównej Policji i sprawdzał procedury stosowane w czasie poszukiwań zaginionych.

Śledczy zbadali auto podejrzanego. Było gruntownie wysprzątane, a w bagażniku nie miało już wykładziny przykrywającej koło zapasowe. Mężczyzna tłumaczył, że została wyrzucona, bo była ubrudzona rybami. Potwierdziła to policjantom jego partnerka Anna W. Kobieta kryła Adama do kwietnia 2009 r., gdy dostała anonim: "Jeśli nie chcesz podzielić losu Ali w sprawie Adama, to morda w kubeł, bo inaczej cię znajdziemy. Życzliwy".

To był przełom. Kobieta poszła na współpracę z policją i potwierdziła, że Adam zwierzył jej się z dwóch zabójstw: byłej żony Alicji, a przed laty narzeczonej Ilony. - Do zabicia Alicji przyznał mi się już dwa dni po jej zaginięciu. Zwłoki miał wsadzić do walizki i gdzieś ukryć, zakopać - nie kryła pani psycholog. W komputerze Adama znaleziono pliki założone 23 listopada 2007 r. o nazwie "zabilem-przepraszam-moge" ze zdjęciem tafli wody.

W pamięci komputera Adama znaleziono wiele zdjęć z korytami rzek, kanałami, wykopami. Policja próbowała iść tym śladem, ale bezskutecznie. Nie znalazła tam ciała Alicji. Poszlakowy proces Adama Ł. zakończył się przed katowickim sądem wyrokiem 15 lat więzienia za zabójstwo byłej żony.
Sprawa przed krakowskim sądem o zabicie Ilony Miszczyńskiej toczy się za zamkniętymi drzwiami. Zdaniem biegłych, bezkarność po śmierci Ilony mogła u Adama Ł. spowodować wrażenie, że zabójstwo Alicji też ujdzie mu na sucho.

I tu się pomylił.



Zagłosuj na Najbardziej Wpływową Kobietę Małopolski
Polecamy w serwisie kryminalnamalopolska.pl: Ostry seks w Krakowie: szpital i więzienie
Sportowetempo.pl. Najlepszy serwis sportowy
Pawła Kołodzieja jeszcze nikt nie pokonał. Jak będzie teraz?
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama