Nie chcą mieć kolejnego już kurnika w swoim sąsiedztwie

    Nie chcą mieć kolejnego już kurnika w swoim sąsiedztwie

    Lech Klimek

    Aktualizacja:

    Nie chcą mieć kolejnego już kurnika w swoim sąsiedztwie

    ©fot. lech klimek

    Grupa mieszkańców Męciny Wielkiej od pół roku próbuje zablokować rozbudowę fermy drobiu. Twierdzą, że już istniejąca wystarczająco utrudnia im życie. Nie zgadzają się na żaden kompromis
    Nie chcą mieć kolejnego już kurnika w swoim sąsiedztwie

    ©fot. lech klimek

    To spadło na nas jak grom z nieba - opowiada Agnieszka Dziubacka-Lisowicz, mieszkanka Męciny Wielkiej. - Nagle okazało się, że właściciel fermy drobiu, która znajduje się powyżej naszych domów, chce w kolejnym budynku prowadzić chów kur - dodaje. Obawy związane z inwestycją są konkretne: chodzi o nieprzyjemny zapach.

    Kurczaki są tu od lat dziewięćdziesiątych
    Na terenach byłej spółdzielni rolniczej w Męcinie Wielkiej swoją działalność prowadzi Łukasz Jarmo. Firma działa od lat dziewięćdziesiątych, zajmuje się produkcją drobiu, a tak dokładniej hodowlą brojlerów.

    Jeden cykl produkcyjny to około 30 tysięcy kurczaków. Takich cykli w roku jest pięć.
    - Kupiliśmy teren i budynki - opowiada Łukasz Jamro. - Włożyliśmy w to miejsce wiele pracy. Teraz jest to bardzo nowoczesny obiekt. Śmiało mogę powiedzieć, że jest wzorcowy - dodaje.

    Kilkadziesiąt metrów poniżej budynku, w którym Jamro prowadzi działalność, stoi kolejny, to również pozostałość po spółdzielni. Niegdyś był to magazyn. Teraz jego część zajmują trzy mieszkania, reszta należy do wspomnianego przedsiębiorcy.
    - Muszę tu zaznaczyć, że jesteśmy właścicielami naszych lokali - mówi pani Agnieszka. - Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że z jednej strony sąsiadujemy z fermą, ale nie spodziewaliśmy się, że możemy mieć takie samo sąsiedztwo z drugiej strony - mówi dalej.

    Uciążliwość to przykre zapachy i hałas, które dochodzą z hodowli. - To nasze największe problemy - dodaje Marcin Mikrut.
    Mężczyzna mieszka w tym samym budynku, co pani Agnieszka. - Cały teren wokół to Natura 2000, a kilkadziesiąt metrów dalej jest granica Wapiennego, uzdrowiska - przypomina.
    Mówi, że są takie dni, gdy nie da się otworzyć okna, nie mówiąc o wywieszeniu prania czy zwykłym spacerze.

    Inwestor: zamontowałem najnowsze instalacje
    Problemy z zapachami świetnie rozumie Łukasz Jamro, ale nie do końca zgadza się z opinią mieszkańców. Twierdzi, że zrobił wszystko, by je ograniczyć.
    - Zainstalowaliśmy wydajny i cichy system wentylacyjny - mówi. Twierdzi też, że są to najnowocześniejsze, dostępne na rynku rozwiązania. - Jeśli ktoś wskaże mi lepsze instalacje, to je zamontuję - deklaruje Jamro.

    Dla mieszkańców problemem są plany rozwoju firmy i poszerzenie hodowli, a konkretnie adaptacja kolejnego budynku na potrzeby kurnika. Twierdzą, że ten jest zbyt blisko szkoły i placu zabaw.
    Lista obaw jest znacznie dłuższa. Mają wątpliwości co do sposobu, w jaki z fermy usuwane są odchody oraz padłe sztuki drobiu. Podejrzewają, że nieczystości wypuszczane są do kanalizacji, a martwe ptaki utylizowane na miejscu.

    Doszło do tego, że ferma została skontrolowana przez inspekcję weterynaryjną, a nawet nadzór budowany.
    W piśnie pokontrolnym, Andrzej Sokacz, powiatowy lekarz weterynarii, nie wskazał żadnych uchybień. Sokacz stwierdził w nim, że ferma ma wszystkie konieczne zabezpieczenia, stężenie gazów - dwutlenku węgla, siarkowodoru i amoniaku nie jest przekroczone. To samo dotyczy hałasu. Firma ma podpisane umowy na odbiór padłego drobiu, są również potwierdzające to faktury. - Obornik z kurnika odbierają okoliczni rolnicy. Wykorzystują go do nawożenia własnych pól - informuje w piśmie Andrzej Sokacz.
    Zastrzeżeń nie ma też powiatowy inspektorat nadzoru budowlanego.

    Plany na gospodarstwo ekologiczne
    Jamro twierdzi, że nigdy nie miał w planach uruchamiania kolejnej fermy.
    - W zamyśle miało to być gospodarstwo ekologiczne - opowiada nam. - Mamy na to potrzebne certyfikaty - zapewnia z całą mocą.

    We wspomnianym, ekologicznym gospodarstwie miałaby być prowadzona hodowla nie więcej jak 1983 kur.
    - Tak dokładna liczba wynika z zapisu we wspomnianym certyfikacie - wyjaśnia dalej.
    Mówi wprost: ta firma to źródło dochodu jego rodziny. Od jej działania, ale też rozwoju zależy ich byt. Choćby z tego względu nie może sobie pozwolić na żadne działania odbiegające od obowiązujących w takich hodowlach zasad. - I nie robiłem i nie robię niczego nielegalnego. Przecież cały ten teren, zresztą łącznie z mieszkaniami, jest w aktualnym planie zagospodarowania oznaczony jako gospodarstwo hodowlane - mówi. - Tak naprawdę, to mógłbym nawet w tej części sąsiadującej z mieszkaniami przez ścianę prowadzić jakąś hodowlę - dodaje.

    Przywoływany certyfikat obowiązuje do listopada tego roku.
    - Płynne nieczystości odbiera od nas MPGK z Gorlic - dodaje Jamro. - Mam na ma to wszystko pokwitowania, więc nie można mi zarzucić, że robię coś nielegalnie - dodaje.
    Zapewnia, że nie chce żadnych konfliktów z sąsiadami.

    Po ratunek poszli do gminy
    Ani wyniki inspekcji, ani zapewnienia hodowcy, jednak nie przekonują mieszkańców. Ze swoimi wątpliwościami zwrócili się do gminy, do wójt Małgorzaty Małuch. - Staram się rozmawiać z jedną i drugą stroną - relacjonuje wójcina.
    Z jednej strony podziela obawy mieszkańców, z drugiej musi działać w zakresie obowiązującego prawa.
    Uruchomiła też procedurę zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego, tak by w Męcinie nie mogło powstać nawet ekologiczne gospodarstwo drobiarskie. Rozmawiała już z inwestorem. Poinformowała go o planach. - Myślę, że w ciągu kilkunastu dni uda nam się przygotować odpowiednie dokumenty - zapowiada.
    Wstępem ma być deklaracja hodowcy, że w „dolnym” budynku nie będzie kurczaków.

    Zbiorowa troska o środowisko
    Wyjaśnienia, opinie, protokoły pomiędzy sprzeciwiającymi się mieszkańcami a różnymi instytucjami kontrolnymi trwają co najmniej od połowy minionego roku. Poza tym to nie pierwszy taki protest. Przed laty podobne dotyczyły planowanego wysypiska śmieci.
    - Mocno stawiamy na turystykę, dlatego sprawy ekologii są dla nas ważne - podkreśla Małgorzata Małuch. - W tej trudnej sytuacji, próbujemy znaleźć wspólne rozwiązanie - dodaje.

    Inwestor zrezygnował ze swoich planów. Na dowód swojej dobrej woli, zdemontował w spornym budynku wszelkie instalacje służące hodowli. Znalazły się one w starej części firmy.
    - Jestem gotów spisać z gminą oficjalne, wiążące mnie porozumienie - zapowiada Jamro. - Rozmawiałem już z panią wójt i jak tylko zakończy się urlop radcy prawnego gminy, to z chęcią podpisze taki dokument - dodaje.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    OSOBOWOŚĆ ROKU 2016 [KONIEC GŁOSOWANIA]

    OSOBOWOŚĆ ROKU 2016 [KONIEC GŁOSOWANIA]

    Wybieramy najlepsze stacje narciarskie [GŁOSOWANIE]

    Wybieramy najlepsze stacje narciarskie [GŁOSOWANIE]

    Pokochaj wygodę i oszczędności z Orange Love (materiał informacyjny Orange)

    Pokochaj wygodę i oszczędności z Orange Love (materiał informacyjny Orange)