W przypadku leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty ryzyko powikłań jest o wiele większe niż w wypadku szczepień. Stąd apele lekarzy, żeby tych leków nie nadużywać - mówi Jan Stradowski, dziennikarz naukowy.

Jan Stradowski jest dziennikarzem z zawodu i lekarzem medycyny z wykształcenia. Z zamiłowania biolog i przyrodnik. Obecnie pracuje w magazynie „Focus”, gdzie jest szefem działu nauki. Jest również autorem audycji „Człowiek 2.0“ w radiu TOK FM

***

Skąd wziął się pogląd, że szczepionki to zło?
Pojawił się już pod koniec XVIII wieku, gdy powstawały pierwsze szczepionki.

Miało to miejsce, kiedy na świecie szalała czarna ospa i wiązało się ze stosowaniem wirusa podobnej choroby, na którą cierpiały krowy. Wielu osobom wydawało się to nienaturalne - używanie czegoś, co pochodzi od zwierzęcia, by pomagać ludziom. Owszem, można jeść wołowinę czy pić krowie mleko, ale wszczepiać do organizmu ludzkiego coś pobranego od tego zwierzęcia? Powstały nawet karykatury pokazujące ludzi zamieniających się w krowy pod wpływem szczepionek. Do dziś panuje przekonanie, że jeżeli coś wstrzykujemy do organizmu - zwłaszcza, jeśli nie jest to forma leczenia, tylko zapobiegania chorobie - to jest to coś nienaturalnego. Pogląd ten pojawia się nawet u niektórych lekarzy; uważają, że to zbyt daleko idąca ingerencja w organizm.

Jakie są prawne konsekwencje nieszczepienia dzieci?

Źródło: TVN

No bo to nie jest naturalne.
Do pewnego stopnia oczywiście nie jest, ale też trzeba pamiętać, że większość dziedzin medycyny nie jest naturalna. To, co robimy w ramach ochrony zdrowia to coś, czego nasi przodkowie nie znali, bo znać nie mogli. Ludzie przez większą część swojego istnienia nie mieli do dyspozycji chirurgii ani farmakoterapii. Korzystali z niewielu substancji leczniczych występujących naturalnie, a i to najczęściej metodą prób i błędów, przy czym błędy często nie były zauważane. Szczepionki też są w tym ujęciu nienaturalne, ale budzą lęk także z tego powodu, że stosujemy je, by zapobiec chorobie - czyli u zdrowych osób - i na dodatek na wczesnym etapie życia człowieka, czyli najczęściej u dzieci. Stąd też bierze się lęk części rodziców, którzy uważają, że nie należy stosować takich zabiegów, skoro tak naprawdę nic złego się nie dzieje. Potem pojawiły się jeszcze hipotezy, że szczepienia mogą powodować groźne zaburzenia czy schorzenia.

Ponieważ szczepionki mają skutki uboczne, prawda?
Właściwie każda terapia, każdy lek czy interwencja medyczna, jaką możemy zastosować, ma jakieś skutki uboczne. Te skutki mogą być mniej lub bardziej nasilone, ale są nieuniknione. Nawet jeżeli udajemy terapię, jeśli podajemy pacjentowi placebo - substancję nieaktywną biologicznie - też pojawiają się skutki uboczne. Można powiedzieć, że placebo samo w sobie jest skutkiem ubocznym, bo podajemy substancję, która nie działa, a pacjent po jej podaniu czuje się lepiej. Ale część pacjentów po placebo ma skutki uboczne podobne do tych, jak po prawdziwych lekach: mogą się poczuć gorzej, mogą wystąpić u nich reakcje zbliżone do alergicznych. Pytanie brzmi - i to pytanie zawsze jest stawiane w medycynie - jak często zdarzają się skutki uboczne? Jak są poważne i czy równoważy się bilans potencjalnych korzyści i potencjalnych zagrożeń? Tym zajmuje się medycyna i statystyka medyczna od dziesięcioleci, po to są robione badania kliniczne, po to monitorowane skutki działania leku czy preparatu, który jest podawany ludziom, tak jak szczepionka - masowo - żeby zobaczyć, czy na pewno powinniśmy to robić. Czy to się na pewno opłaca, czy więcej mamy korzyści niż szkody, która czasem się pojawia. To trochę tak, jak z zapinaniem pasów w samochodzie. Część osób nie chce tego robić, bo twierdzi, że może zdarzyć się im taki wypadek, po którym pasy utrudnią im np. wydostanie się z pojazdu i doprowadzą do śmierci czy kalectwa. Wiadomo jednak, że takie wypadki są bardzo, bardzo rzadkie. Pasy o wiele częściej ratują życie i dlatego powinniśmy je zapinać.

Szczepionki drogie, elitarne, nie spełniają swojego zadania. Szczepienia powinny być masowe

Pana zdaniem w Polsce w sposób wystarczająco dokładny i rzetelny bada się skutki uboczne, jakie występują po szczepieniach?
Myślę, że nawet ci, którzy naukowo badają kwestie szczepień, mają świadomość tego, że system monitorowania skutków ubocznych mógłby być lepszy. Być może u nas nakłada się na to kondycja służby zdrowia, która jest przeciążona. Nawet w przypadku wizyt kontrolnych, które w przypadku dzieci trafiają się dość często, lekarze nie mają głowy do tego, żeby o pewne rzeczy zapytać. A mogliby, gdyby mieli więcej czasu, a mówiąc brutalnie - gdyby dostawali dodatkowe pieniądze na takie zadanie. Wtedy mogliby bardziej skupić się na małym pacjencie, wypytać rodziców albo przesyłać ankiety i sprawdzać, czy wystąpiły powikłania. Jest dużo możliwości w związku z nowoczesnymi technologiami. Myślę, że większość poważnych powikłań jest tak czy inaczej wyłapywana, bo osoby z takimi powikłaniami muszą trafić do lekarza. Pytanie, na ile da się to powiązać ze szczepieniami i na ile monitoruje się te mniej uciążliwe, ale też występujące powikłania, bo czasem po szczepieniu dziecko gorzej się czuje, czasem spuchnie mu ręka i to też są rzeczy, z którymi rodzice muszą się zmierzyć. Sami lekarze mówią, że można by to zrobić. Tylko kto wykaże tę inicjatywę, kto powie: „Zróbmy to, wydajmy na to pieniądze, bo to jest ważna sprawa”? W innych krajach monitoring jest ściślejszy niż u nas, statystyki są bardzo dokładne i pokazują, że szczepienia są bezpieczną metodą prewencyjną, ponieważ poważnych powikłań, jak na tak masowe stosowanie szczepionek, jest naprawdę niewiele. Gdyby niepokojące zjawiska, o których się czasami mówi, faktycznie występowały tak często, jak twierdzą przeciwnicy szczepień, to nie dałoby się tego ukryć, bo byłoby to bardzo widoczne w statystykach. Statystyki, jakimi dysponujemy w tej chwili, nie pokazują, żeby działania niepożądane po szczepieniach były częste. Pokazują za to, że szczepienia są o wiele lepsze niż np. leki dostępne bez recepty. Za mojej młodości dzieciom dawało się aspirynę. Potem okazało się, że tego leku nie wolno podawać osobom poniżej 12. roku życia, ponieważ stosunkowo często u dzieci występują poważne powikłania jeśli chodzi o pracę wątroby. Dziś na każdej stacji benzynowej czy w sklepie spożywczym możemy kupić leki przeciwbólowe, które są przydatne, kiedy kogoś boli głowa, ząb, czy ma gorączkę. Ale trzeba pamiętać, że te leki nie są stuprocentowo bezpieczne i powodują powikłania. To ryzyko trzeba wkalkulować i zaakceptować. W przypadku leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty ryzyko powikłań jest o wiele większe niż w wypadku szczepień. Stąd apele lekarzy, żeby tych leków nie nadużywać. W przypadku szczepienia tej alternatywy nie mamy, jeśli nie chcemy doświadczyć tego, co działo się jeszcze kilkadziesiąt lat temu.