Pani Anna urodziła się 32 lata temu w Gorlicach. Jej mama Renata pochodziła z Kobylanki. Do dzisiaj nie ma śladu po ojcu kobiety. Rodzina milczy, a jedynym tropem jest dawna kawiarnia

Szukam mojego biologicznego taty - mówi 32-letnia Anna Kozińska, która sama jest już mamą. - Poczułam, że muszę go odnaleźć i poznać. Jestem zdeterminowana. I to naprawdę bardzo - dodaje.

Jedyny trop urywa się w kawiarni Stokrotka
Pani Anna urodziła się 12 września 1984 r. w Gorlicach. Jej mama miała na imię Renata i pochodziła z Kobylanki. - Jej też nie było mi dane poznać - mówi ze smutkiem. - Niedługo po moim urodzeniu zmarła - tłumaczy.

O matce nie wiadomo zbyt wiele. Chodziła do podstawówki w Kobylance, potem do Zespołu Szkół Zawodowych w Gorlicach. Po szkole zaczęła pracę w modnej niegdyś, gorlickiej kawiarni Stokrotka. - To jedyny i zarazem ostatni trop. Tutaj urywają się wszystkie ślady - dodaje cicho 32-latka.
Po śmierci mamy Anna trafiła do domu swoich dziadków w Kobylance. Oni ją wychowali, jak potrafili najlepiej. - Mówiłam do nich mamo i tato, choć zawsze, już od najmłodszych lat podkreślali, kim tak naprawdę dla mnie są - opowiada dalej.

O ile początkowo jej to wystarczało, z czasem zaczęła dopytywać swoich opiekunów o prawdziwego tatę. Niewiele mówili na ten temat, a ona szybko zorientowała się, że to bolesna dla nich sprawa i po pierwszych pytaniach, wycofała się z drążenia tego wątku.
- Bardzo ich kocham i jestem im niezmiernie wdzięczna, że podjęli się tak wielkiego i odpowiedzialnego zadania, jakim było moje wychowanie - mówi wzruszona.- Byli dla mnie dobrymi rodzicami, bo gdyby nie oni, nie wiadomo, co by się ze mną stało - podkreśla.

Rodzinne milczenie skrywa tajemnicę?
Na poszukiwanie ojca zdecydowała się niedawno. Już jako dorosła kobieta, żona i matka. Poszukiwania zaczęła od Urzędu Stanu Cywilnego. Miała nadzieję, że pełny akt urodzenia da jej szybką odpowiedź. Myliła się.
- Nie było tam niestety tego, czego szukałam, czyli imienia i nazwiska ojca - opowiada zawiedziona.

Próbowała rozmawiać z rodziną. Każdy, kogo pyta, milczy. Jej chęć odnalezienia ojca jest, jak mówi, potrzebą sprawdzenia, jakie są jej korzenie.
Dzisiaj pani Anna mieszka z całą rodziną w Anglii.
- Jeśli mój tato to czyta, chciałabym mu powiedzieć, że ma trójkę wspaniałych wnuków - mówi z dumą Anna. - Wszyscy na niego czekamy. Tato, proszę, odezwij się - apeluje kobieta.

Źródło szczątkowych informacji
Pani Anna o mamie wie też niewiele. Udało jej się dowiedzieć tyle, że była brunetką średniego wzrostu. Miała piękne oczy. Podobno ładnie śpiewała. Pod koniec ciąży zwolniła się z pracy w Stokrotce. Po porodzie mama Anny bardzo źle się czuła. Może myślała, że jej złe samopoczucie to po prostu efekt uboczny ciąży. Badania przyniosły bardzo złe wyniki. Okazało się, że Renata cierpi na bardzo już zaawansowaną mocznicę nerek. Z Gorlic trafiła do kliniki akademii medycznej w Katowicach. Ratunkiem dla niej mógł być przeszczep nerki. Okazało się niestety, że choroba poczyniła w jej organizmie takie spustoszenie, że nie udało się jej uratować. Dwa miesiące po urodzeniu córki, w listopadzie 1984 roku zmarła.

Tajemnicę może skrywać zaginiony pamiętnik
W latach osiemdziesiątych wspomniana Stokrotka była niemal kultowym miejscem dla młodych ludzi. W kawiarni często przesiadywali całymi grupkami. Anna ma nadzieję, że może któraś z tych osób jej pomoże. 32-latka słyszała również, że jej mama pisała pamiętnik. - Ponoć czując, że jej życie gaśnie, zapisała w nim wszystkie informacje dla mnie - mówi.

Co jednak z nim się stało? Na to pytanie nie zna odpowiedzi. Na pewno nie trafił do niej. - Gdyby odnalazły się zapiski mojej mamy, to bardzo możliwe, że tajemnica z przeszłości zostałaby wyjaśniona - zastanawia się. - Świetnie rozumiem, że gdybyśmy się odnaleźli z moim tatą, to zwłaszcza dla niego mógłby to być jakiś problem - dodaje.

Anna zapewnia, że nikomu nie chce wywracać życia do góry nogami, nie oczekuje niczego w zamian, a już na pewno nie pieniędzy. Chce tylko przedstawić ojcu wnuki.
- Jeśli nie będzie chciał utrzymać z nami kontaktu, to oczywiście to zrozumiem - podkreśla.

Anna nie wyjawiła wprost swoim przybranym rodzicom, że zaczęła intensywnie poszukiwać ojca. Trochę obawia się ich reakcji, ponieważ przeczuwa, iż to może być dla nich bolesne doświadczenie.
- Mam nadzieję, że mnie zrozumieją i nie będą mieć do mnie żalu - mówi Anna. - Tak jak zrozumiał to mój mąż, który w tych moich poszukiwaniach własnych korzeni jest dla mnie wielkim oparciem - dodaje młoda kobieta.