Barbara Bartuś i Elzbieta Borowska z racji posłowania, w Warszawie są często. Za ich podróże do stolicy płaci kancelaria Sejmu, niezależnie od tego, jaki środek lokomocji sobie wybierają

Niemal 90 tysięcy złotych kotowały nas - podatników - same tylko podniebne podróże posłanki Barbary Bartuś w ciągu jednego roku. Koszt tych ekspedycji drugiej naszej parlamentarzystki, Elżbiety Borowskiej to ponad 33 tysiące, z tymże w jej przypadku kwota obejmuje wyłącznie wyjazdy zagraniczne.
Posłowie nie muszą płacić za przejazdy publiczną komunikacją, pociągiem czy samolotem. Skwapliwie z tego korzystają. Zwłaszcza jeśli chodzi o drogę powietrzną.

Samolot to dla posłanki PiS głównie wygoda
Barbara Bartuś, posłanka Prawa i Sprawiedliwości jest rekordzistką wśród posłów z Małopolski, jeśli chodzi o koszty przelotów. Można wręcz powiedzieć, że samolot to jej ulubiony środek lokomocji.
- Jest najwygodniejszy - mówi wprost. - Najczęściej latam między Krakowem a Warszawą - potwierdza.

Podróż samolotem do Warszawy trwa jedynie 55 minut. Oczywiście trzeba do tego jeszcze doliczyć czas potrzebny na odprawę pasażerów.
- Z tym czekaniem to nie jest tak do końca - z uśmiechem mówi posłanka Bartuś. - W Krakowie korzystam z bramki VIP, więc jest bardzo sprawnie. Dosłownie kilka minut - dodaje.
Po przyjeździe na lotnisko zostawia swój samochód na prywatnym parkingu. Za czterodniowy postój auta w tym miejscu musi zapłacić 30 złotych. Tego kancelaria Sejmu jej nie zwraca.
W okresie od 12 listopada 2015 do 30 listopada 2016 zaliczyła sto krajowych lotów. Podatnicy zapłacili za to 57 240 złotych. Bilet lotniczy z Krakowa do Warszawy kosztuje ponad 200 złotych.

W ostatnich dniach obowiązywała promocja - 179 zł za przelot w obie strony. Ceny zmieniają się jednak często, więc kwota 570 złotych za jeden lot nie jest niczym nadzwyczajnym.

Woli pociąg, ponieważ od dziecka boi się latać
Elżbieta Borowska, posłanka Kukiz 15 mówi, że od dziecka boi się latać. Twierdzi, że w związku z tym stawia na pociąg. Ponieważ z Gorlic nie ma bezpośredniego połączenia kolejowego ze stolicą, dojeżdża do Krakowa, stamtąd mknie do stolicy.

Za bilet do Krakowa - około 20 złotych - płaci sama. Do Warszawy dojeżdża w niewiele ponad dwie godziny. Przejazd pociągiem rozlicza kancelaria Sejmu. Przyznaje, że jeśli chodzi o podróże krajowe, to dwa razy zdarzyło jej się skorzystać z połączeń lotniczych. Raz z Rzeszowa i raz z Krakowa.
- Bardzo mi się wtedy śpieszyło - podkreśla. - Samolot był najszybszą opcją - tłumaczy.

Borowska, zostając posłanką, wyraźnie przełamała strach związany z lękiem wysokości, bo w ubiegłym roku samolotem wybrała się na przykład do Stanów Zjednoczonych, Mołdawii, Rosji i Kazachstanu. Po co? By w ramach „misji OBWE” obserwować wybory prezydenckie lub parlamentarne.
- To dało mi możliwość z zapoznana się z różnymi systemami wyborczymi i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to było pouczające doświadczenie - podkreśla.
Zaznacza, że w trakcie podróży spotyka się też z rodakami.
- Podczas pobytu w USA sama zadbałam o takie spotkanie, bo ambasada nie zapewniła jej tego - mówi Borowska. - Byłam na mszy w polskim kościele. Po niej udało mi się porozmawiać z kilkoma Polakami - podkreśla.
Deklaruje pośpiesznie, że teraz znacząco ograniczy swoje wojaże, bo chce się skupić na sprawach krajowych.

Opcje mniej wygodne, ale i za to mniej kosztowne
Gorlice i Warszawę dzieli ok. 370 kilometrów. Poza samolotem odległość można pokonać na kilka sposobów - samochodem, autobusem i oczywiście pociągiem. W tym ostatnim przypadku wybór najdroższej opcji - Express InterCity Premium - przy setce przejazdów dla posłanki Bartuś zamknąłby się w kwocie 22 900 złotych.
- Nie wybieram pociągu, bo w Krakowie koło dworca nie ma gdzie zostawić samochodu na cztery dni - mówi z przekonaniem.

Pociąg zniechęca ją jeszcze z jednego powodu - by dotrzeć na dworzec, trzeba wjechać do centrum Krakowa. Na lotnisko w Balicach dojeżdża autostradą.
Nie planuje też podróżowania własnym samochodem, choć każdy poseł ma też prawo do tak zwanych kilometrówek, czyli pokrycia kosztów używania własnego samochodu.

I w tym przypadku byłoby taniej niż samolotem. Taka podróż z jej rodzinnych Lipinek trwałaby średnio pięć i pół godziny. Bartuś jeździ hondą jazz, która według producenta spala pięć litrów na sto kilometrów. Koszt podróży do Warszawy zamknąłby się w 86 zł w jedną stronę. Jeśli pomnożymy tę kwotę przez sto wyjazdów, to okazuje się, że koszty wynoszą 8600 złotych.
- Kiedyś często jeździłam samochodem - opowiada posłanka. - Któregoś dnia, w drodze powrotnej z Warszawy, na wysokości Dąbrowy Tarnowskiej pod koła wszedł mi pijany przechodzień - dodaje.

Skończyło się na mocno uszkodzonym samochodzie. Pijany nie odniósł żadnych obrażeń, ale trauma pozostała.
Z kolei Elżbieta Borowska nie ma jeszcze samochodu, ale jak nam powiedziała, jest właśnie na etapie zakupu.
- Dopiero w tamtym roku zdobyłam prawo jazdy - relacjonuje. - Nawet jeśli już będę miała auto, to raczej nie zdecyduję się na dłuższe trasy - zapowiada. - Maksymalnie do Krakowa, a i to bardzo ostrożnie. Przecież będę początkującym kierowcą - dodaje z uśmiechem.
Ostatnią możliwością, by dostać się do Warszawy, jest skorzystanie z usług prywatnego przewoźnika, który podstawia autokary.

Bezpośrednio z Gorlic oferuje on trzy kursu dziennie, od poniedziałku do soboty. W niedzielę - dwa. Czas przejazdu, wedle rozkładu, to sześć godzin i pięć minut. Cena biletu - 50 zł w jedną stronę. Autobus zatrzymuje się na Dworcu Centralnym w Warszawie. Stąd na Wiejską jest 2900 metrów. Cena biletu w komunikacji miejskiej w stolicy, do 20 minut przejazdu, to koszt 3,40 zł.
Żadna z pań nie korzysta z tej opcji. - Nie będę ukrywała, że jazda w nie do końca komfortowych warunkach byłaby nieprzyjemna - opowiada Borowska.

Warto dodać, że posłowie co miesiąc otrzymują też uposażenie w wysokości 9 892,30 zł brutto. Dodatkowo dostają prawie 2,5 tys. zł diety i ponad 14 tys. na prowadzenie biura poselskiego. a