Burmistrz Szczucina zaproponował likwidację placówek w Słupcu i Borkach. Poparli go radni. Małe dzieci mają być dowożone autobusem do Maniowa. Rodzice boją się o nie i protestują,

W Borkach koło Szczucina zawrzało, gdy ludzie dowiedzieli się, że burmistrz chce zamknąć przedszkole we wsi, a ich pociechy mają być dowożone do sąsiedniego Maniowa. - Nie pozwolimy na to, żeby zlikwidowano przedszkole, z którego dzieci są zadowolone. Nie rozumiemy, dlaczego nasze maluchy naraża się na niepotrzebny stres związany ze zmianą otoczenia i uciążliwymi dojazdami - mówi Olga Orszuł, mama 5-letniej Julii.

Proponowane przez burmistrza zmiany mają wejść w życie od września. Rodzice dowiedzieli się o nich kilkanaście dni temu. Zaniepokojeni losem swoich dzieci niemal od razu napisali list sprzeciwu do Małopolskiego Kuratora Oświaty w Krakowie.

Prawdziwa burza rozpętała się dopiero po ostatniej sesji w Szczucinie, podczas której większość radnych opowiedziała się za likwidacją przedszkoli w Borkach i Słupcu.

- Teraz każdy z nas ma dosłownie dwa kroki do placówki. Jeśli coś złego dzieje się z dzieckiem można szybko podejść i zabrać je do domu. Bardzo boję się tego, jak to będzie wyglądać od września - mówi Katarzyna Stochlińska, mama 3,5-letniej Nadii.

Rodzice podnoszą również kwestie dotyczące bezpieczeństwo swoich dzieci. Te mają być od początku września dowożone do Maniowa gminnym transportem.

- Nie wyobrażam sobie mojego 3-letniego syna jadącego autobusem. To jest jeszcze za małe dziecko na podróż bez rodziców - mówi Sławomir Kupiec, tata Patryka z przedszkola w Borkach.

Problem z dowozem swoich pociech do Maniowa spędza sen z powiek również rodzicom w Słupcu.

- Chciałam wrócić do pracy, ale chyba będzie to niemożliwe. Dziecko miała odbierać moja mama. Po tych zmianach nie wiem, jak to zrobi. Bo samochodem nie jeździ, a przecież nie przejdzie na piechotę trzynastu kilometrów. Do autobusu dziecka nie wsadzę, bo jest za małe na taką jazdę - martwi się Dorota Woźniak, mama 3-letniego Oliwiera.

O zamiarach likwidacji przedszkola rodzice dzieci ze Słupca dowiedzieli się 20 stycznia . Przez tydzień zebrali 440 podpisów sprzeciwiających się tej propozycji.

Burmistrz Szczucina zmiany w gminnej oświacie tłumaczy rządową reformą edukacji, która będzie obowiązywała od września.

- Rozwiązanie, które przyjęliśmy broni dobra dziecka. Rezygnujemy z szkoły podstawowej w Maniowie i organizujemy tu większe, wielooddziałowe i dziewięciogodzinne przedszkole. Liczymy, że rodzice dzieci z przedszkoli w Borkach i Słupcu pójdą na ustępstwa i przepiszą swoje pociechy do placówki w Maniowie. W zamian za to zyskają w swoich miejscowościach ośmioklasowe podstawówki - podkreśla Andrzej Gorzkowicz.

Rodzice obydwu przedszkoli taka argumentacja zupełnie nie przekonuje. Są zdeterminowani do tego, by - jak mówią - walczyć o dobro dzieci do skutku. Jeśli trzeba będzie zwrócą się o pomoc do Ministerstwa Edukacji Narodowej. - Moje wnuki nie będą po obcych wsiach się plątały. Nie pozwolę na to - mówi Barbara Górka ze Słupca. Teraz decyzja w rękach kuratora oświaty, który wyrazi opinię w spawie uchwały podjętej przez radnych.