Liczba porodów poprzez cesarskie cięcie jest zatrważająca. Jak podkreślają ginekolodzy, w województwie świętokrzyskim sięga nawet 50 procent. Jakie są tego przyczyny?

Strach i ból
Grzegorz Świercz, specjalista ginekolog i położnik, jest zaniepokojony zaistniałą sytuacją. - W czasie trwania mojej 33-letniej kariery zawodowej odsetek cięć wzrósł z 8 do niemal 50 procent! Przecież wyniki położnicze nie zmieniły się aż tak wyraźnie, również anatomia i fizjologia porodu jest taka sama, a  mimo to odsetek lawinowo poszybował w górę - mówi lekarz. 

Grzegorz Wydrzyński, specjalista położnictwa i ginekologii w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach, uważa, że głównym winowajcą jest strach przed bólami porodowymi. - Być może, gdy kobiety zaczną być w końcu świadome, że nową metodą jest znieczulenie zewnątrzoponowe, to zmienią swoje podejście - informuje i dodaje, że kolejnym aspektem jest czas zabiegu. - Cięcie cesarskie wykonane przez doświadczonego medyka to kwestia 30 minut. Dla porównania - poród naturalny trwa około 15 - 18 godzin - wyjaśnia specjalista.

Nie na życzenie

W kwietniu bieżącego roku minister zdrowia Konstanty Radziwiłł na antenie TVN 24 w programie „Jeden na jeden” przyznał, że w Polsce porody poprzez cesarskie cięcie odbywają się zbyt często. - Nie ma mowy o tym, aby realizować program cięć cesarskich na żądanie - podkreślił. 

Zgadza się z tym Grzegorz Świercz. - W naszym prawodawstwie takie zabiegi na życzenie nie istnieją. Zauważam jednak, że wskazania do cięcia cesarskiego bardzo się rozszerzyły. Poza tym pacjentki po takim zabiegu, przy kolejnej ciąży również decydują się na „cesarkę”, mimo że nie ma przeciwwskazań do porodu siłami natury. Myślę, że to jest trochę takie błędne koło - im więcej cięć robimy, ich liczba będzie wciąż wzrastać - wyjaśnia ginekolog.

Ryzyko powikłań
Grzegorz Świercz zaznacza, że kolejną przyczyną drastycznego wzrostu zabiegów cięcia cesarskiego jest błędne założenie, że wszystko pójdzie szybko, łatwo i przyjemnie. - Pamiętajmy, że jest to zabieg operacyjny, który wiąże się z całym szeregiem powikłań - przestrzega.

Lekarze pod presją

Ginekolodzy przyznają, że czasem do cięcia cesarskiego są w  pewnym stopniu przymuszani przez pacjentkę i jej rodzinę. - Lekarze, którzy boją się późniejszej odpowiedzialności, ulegają tym naciskom. Dzieje się tak, ponieważ pacjenci posądzają nas niejednokrotnie o to, że do  cięcia nie dochodzi z naszej złej woli. A to nieprawda - zawsze kierujemy się tylko dobrem pacjenta - podkreśla Grzegorz Świercz.

- Zewsząd nagłaśniane są sytuacje, że kiedy cokolwiek wydarzy się w położnictwie, sprawa kierowana jest do prokuratury. Lekarze są pełni obaw i pod presją przychylają się do  próśb pacjentki - dodaje Grzegorz Wydrzyński. 

ZOBACZ TEŻ: Widowiskowa rozbiórka kamienicy w Grudziądzu

Dostawca: x-news.pl