Operowany w Arabii Saudyjskiej Kubuś Brzyski z Jarosławia czuje się coraz lepiej. Historię trzyletniego obecnie chłopca chorego na rzadką chorobę, czyli zespół krętości tętnic, słyszała cała Polska

Chorobę u urodzonego w listopadzie 2014 roku Kubusia Brzyskiego z Jarosławia zaczęto podejrzewać tuż po tym, jak przyszedł na świat.

Pierwsze niepokojące objawy, miesiące w kolejnych przychodniach i szpitalach, aż w końcu rodzice usłyszeli diagnozę – zespół krętości tętnic.

Choroba bardzo rzadka. Kubuś Brzyski był wtedy jedynym dzieckiem w Polsce z tak postawioną diagnozą. Płuca dziecka pracowały na 30 proc. swoich możliwości. Pomocy trzeba było szukać natychmiast.

O tym, że w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej leczą właśnie taką wadę, jaką ma ich dziecko, rodzice Kubusia dowiedzieli się w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.

Lekarze z kliniki King Abdullah Medical City zapewniali będących z nimi w kontakcie rzeszowskich lekarzy, że Kubusia uratują. Choroba zagrażała jego życiu.

- Kiedy to usłyszeliśmy, nie mogliśmy się dłużej zastanawiać. Nawet gdybyśmy usłyszeli, że dają 50 proc. szans, robilibyśmy wszystko, żeby Kubuś tam trafił – mówi Magdalena Szczęch-Brzyska, mama Kubusia.

Dzięki akcji „Ratujmy Kubusia” rozkręconej przez rodziców chłopca, udało się w dwa miesiące zebrać pół miliona złotych.
Jednak sam przelot specjalistycznym samolotem medycznym kosztował 220 tysięcy złotych w jedną stronę.

Na miejscu okazało się, że losem chłopca zainteresował się król Arabii Saudyjskiej, Salman bin Abdulaziz Al Saud, który zdecydował, że zapłaci za leczenie.

Kubuś przeszedł w Rijadzie dwie operacje. Arabscy lekarze wykonali świetną pracę. W stolicy Arabii Saudyjskiej przez ponad pół roku był ze swoim tatą.

- Cały czas byliśmy razem w jednej sali. Dopiero pod koniec pobytu zaczęliśmy wychodzić na krótkie spacery. Efekty operacji było widać od razu – wspomina Witold Brzyski, ojciec Kubusia.

Do Polski wrócili w maju 2016 roku. Jak wygląda ten czas dla Kubusia i jego rodziny?

- Po powrocie baliśmy się zmiany klimatu. Kubuś łapał infekcje, drżeliśmy o to, ale teraz jest bardzo dobrze – mówi pani Magda.

Rodzice Kubusia podkreślają, że ich synek nigdy nie będzie zdrowy w stu procentach, ale chcą żeby jego życie było jak najbardziej normalne.

Trwa rehabilitacja dziecka. - Gdyby nie ona, Kuba by nie chodził. Po operacji pogłębiła się skolioza. Trzeba pilnować, żeby nie było żadnego nacisku na narządy. Są to ćwiczenia całego organizmu. Kubuś ma jeszcze słabe mięśnie, ale efekty są bardzo dobre. Bawi się z rodzeństwem, biega za piłką. Czujemy, że on chce, żeby traktować go jak jak zdrowe dziecko – mówi tata Kubusia.

Rodzice nie spuszczają go z oka. Zwracają uwagę na to jak oddycha. Duże znaczenie ma pogoda. W czasie upału, nie może przebywać na zewnątrz.

Na razie rodzina żyje tym co jest teraz. Są obawy o przyszłość, ale cieszą się, że z Kubusiem jest dużo lepiej. Lekarze w Rijadzie uratowali mu życie. Ale szczęśliwe życie Kubusia to też zasługa darczyńców.


ZOBACZ TEŻ: Lekarze pomagają Polonii z Ukrainy