Nikola, Patryk, Kacper - trojaczki z Dąbrowy Tarnowskiej kilka dni temu skończyły trzy miesiące. Maluchy wywróciły świat rodziców do góry nogami. Odwdzięczają się im szerokimi uśmiechami

Nikolka jest najstarszą z trojaczków. Uroczo się śmieje, zaczepia wszystkich słodkimi spojrzeniami, ale jeśli trzeba, to potrafi postawić na swoim. - To mały diabełek. Kiedy jest głodna albo czegoś chce, to najgłośniej płacze, zagłuszając przy tym braci - śmieje się Justyna Kowalczyk, mama trojaczków ze stolicy Powiśla.

Patryk i Kacper są jak dwie krople wody. Mają identyczne oczy i noski. Podobnie nawet się uśmiechają. - Ja rozróżniam ich bez problemu, przynajmniej na razie - mówi 33-latka. - Patryś jest delikatny i ciągle się śmieje, Kacperek to mały cwaniaczek - opisuje.

Potrójna radość

Gdy Justyna dowiedziała się, że jest w ciąży, z mężem liczyli po cichu na to, że będą to bliźniaki. - Były już u mnie w rodzinie, więc wiedziałam, że jest szansa - podkreśla. O tym, że zostaną rodzicami trojaczków, usłyszeli w ósmym tygodniu ciąży.

- To był olbrzymi szok. Ja z radości aż krzyknęłam. Mąż zbladł, cały czas podchodził do monitora USG i przecierał oczy ze zdumienia - opowiada Justyna.

- Tak było tylko przez chwilę. Teraz jestem dumny, dzieci są naszym największym skarbem. Wszyscy nam gratulują bo dawno na Powiślu nie było trojaczków - mówi Sławek Baran, tata Nikoli, Patryka i Kacpra.

Ciąża Justyny przebiegała prawidłowo. Czuła się świetnie. Trojaczki przyszły na świat przez cesarskie cięcie w jednym z krakowskich szpitali.

Pierwsza urodziła się Nikola. - Była najsilniejsza i największa. Ważyła 2,2 kg i miała 49 centymetrów długości - mówi mama. Później na świecie pojawili się bracia: Patryk (1,21 kg i 38 cm), Kacper (1,2 kg i 40 cm).

- Dzień wcześniej miałem urodziny, więc maluchy zrobiły mi potrójny prezent- uśmiecha się dumny tato.

Zaraz po przyjściu na świat dzieci były bardzo malutkie, dlatego początkowo leżały w inkubatorze. Musiały mieć też wspomagane oddychanie. Tam powolutku nabierały siły i dochodziły do pełni sił. - Początkowo kursowaliśmy między Dąbrową Tarnowską a Krakowem, żeby cały czas być przy maluchach - opowiada Justyna.

Pierwsza w domu pojawiła się Nikola, która szpital opuściła już po miesiącu. W grudniu dołączyli również do niej młodsi bracia.

Siedem posiłków dziennie

Dzień trojaczków rozpoczyna się przed godziną 7. Sporym wyzwaniem dla młodych rodziców jest karmienie trójki niemowląt na raz, co zajmuje nawet godzinę.

- Kiedy jest w domu mąż, to idzie nam razem całkiem sprawnie. Jeśli jednak jest w pracy, często pomaga mi też teściowa - mówi 33-latka. Młoda mama sama też radzi sobie bardzo sprawnie. Ma już nawet sposób, żeby obyło się bez zbędnego krzyku o to, kto pierwszy dostanie jedzenie.

- Z reguły zaczynam 20 minut przed wyznaczoną godziną karmienia. Zawsze od malucha, który najgłośniej domaga się mleka - zdradza strategię. - I tak co trzy godziny, ale w nocy pociechy na szczęście budzą się tylko raz - dodaje. Wcześniej trzeba jednak zmienić pieluszkę. W ciągu dnia trojaczki zużywają 25 pampersów.

Wieczorne kąpiele zajmuje Justynie i Sławkowi kilkadziesiąt minut. - Tatuś przygotowuje wodę i przynosi kolejno dzieci. Kąpię ja - mówi mama.

Tatuś snuje już plany

Każdy z maluchów ma swoje łóżeczko, a nad nim kolorowy napis z imieniem. Obok karuzela i zabawki. Kiedy Nikola, Patryk i Kacperek śpią, wtedy mama ma czas na chwilę wytchnienia. Wykorzystuje go także na sprzątnie. Jednak przerwa nie trwa długo, bo maluchy są coraz większe i potrzebują już większej uwagi.

- Niedługo będziemy czytać im bajki. Zanim się obejrzymy, będą już pewnie biegać - mówi mama.

Sławek interesuje się żużlem, więc najchętniej posadziłby chłopaków na motory.

- Mamusia na pewno się nie zgodzi. W grę wchodzą jedynie wspólne wypady na mecze - śmieje się Justyna.

Jak na razie każde wyjście z domu pięcioosobowej rodziny przypomina wielką wyprawę, albo co najmniej wyścigi. Mama ma już jednak wprawę. Nauczyła się ubierać córeczkę i synków na tyle szybko, żeby przypadkiem się nie zgrzali.

- Niesamowicie się cieszę, że jest ich troje. Już nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Chyba wtedy nie miałabym co robić - uśmiecha się młoda mama.