W szczycie sezonu infekcyjnego atmosfera w szatniach przedszkoli może być trudna i rodzić konflikty. - Czy do przedszkoli miejskich można przyprowadzać chore dzieci? - pytają rodzice z Torunia. W szczycie sezonu infekcyjnego w placówkach jest nerwowo.

- Synek po weekendzie z jelitówką czuł się już dobrze. Pomyśleliśmy z mężem, że w poniedziałek po drodze do przedszkola kupimy saszetkę smecty i ostatnią dawkę poda mu przedszkolanka - Karolina, mama trzyletniego Jasia nie chce podawać do jakiego (prywatnego) przedszkola w regionie uczęszcza jej dziecko. - Cóż, ten scenariusz jednak nie przeszedł, przedszkolanka odesłała nas do domu. Tym razem urlop musiał wziąć mąż. Przyznaję, że nie pomyślałam, iż mój syn mógł zarazić inne dzieci.

Kaszel to nie jest choroba

Takie sytuacje w toruńskich przedszkolach miejskich podobno się nie zdarzają, ale jak słyszymy sezon infekcyjny rodzi problemy i zgrzyty między rodzicami. Stąd pewnie na toruńskich internetowych forach mam, często pojawia się pytanie o zasady jakimi rządzą się miejskie placówki.

- Czy do przedszkoli można przyprowadzać chore dzieci? - pyta jedna z mam.

W przedszkolach zgodnie odpowiadają - Nie ma na to pozwolenia.

- Dlaczego więc przyjmowane są zakatarzone i kaszlące maluchy? - pytają matki

- Dla jednych katar i kaszel dziecka to jeszcze nie jest choroba, dla innych to wystarczający powód, żeby dziecko zostało w domu i nie zarażało innych i trudno jest pogodzić te dwa podejścia - nie ukrywają dyrektorzy placówek, ale też przyznają, że narzędzi do dyscyplinowania rodziców, którzy przychodzą z kichającym i kaszlącym dzieckiem, jest za mało.

Gorączka i wymioty

Rodzica bezwzględnie wzywa się, gdy dziecko ma gorączkę, wymiotuje, ma biegunkę, albo wysypkę, np. ospę.

Zobacz także: Detektyw bada sprawę zaginionego Remigiusza. Przyjaciele zbierają pieniądze na dalsze poszukiwania

- Mieliśmy jeden taki przypadek. Rodzice nie zauważyli wysypki u dziecka, a to była ospa. Doświadczone panie od razu to spostrzegły. Po dziecko natychmiast przyjechali rodzice - przyznaje dyrektor Dorota Gładkowska z Przedszkola Miejskiego nr 2 w Toruniu.

Kiedy władze takich placówek wywieszają ogłoszenie, żeby chorych maluchów nie przyprowadzać, bo zagrażają innym dzieciom, to zwykle sygnał, że jakiś rodzic w końcu nie wytrzymał i poskarżył się dyrekcji. Taki apel nie zawsze pomaga. Bywa i tak, że rodzice tłumaczą katar i kaszel silną alergią u dziecka.

- Takich przypadków u nas na szczęście nie było, ale mogę zapewnić, personel potrafi odróżnić silną alergię od przeziębienia - przyznaje Małgorzata Czekała, dyrektor Przedszkola Miejskiego numer 11, która osobiście stawia na rozmowy z rodzicami.

W placówkach przyznają, że najbardziej uparci rodzice nie ukrywają, że gdyby tylko mogli wziąć opiekę na dziecko nie wahaliby się ani chwili. Ale nie zawsze mogą.

W pracy źle widziane

Pierwszy rok w przedszkolu dla dziecka często wiąże się z ciągłymi infekcjami.

- Gdybym uczciwie chciała brać L-4 za każdym razem, gdy moja córka choruje, byłabym co dwa tygodnie na zwolnieniu. Dla pracodawcy byłoby to nie do zaakceptowania - odpowiada nam jedna z mam.

Po drugiej stronie barykady są rodzice, których dzieci wracają po chorobie w dobrej kondycji i spotykają się z rówieśnikami „wychodzącymi” z przeziębienia chodząc do przedszkola. Są też i tacy rodzice, którzy uważają, że dziecko musi się wychorować, a gdyby na katar i pokasływanie przedszkolaka brać zwolnienie, to trzeba by nie pracować. Ci przyznają jednak, że ich dzieci rzadko łapią infekcje. Rodziców tych najbardziej chorowitych takie podejście nie przekonuje.