Nie dojdzie do planowanego na początek lutego strajku ostrzegawczego pielęgniarek ze Szpitala Powiatowego w Chrzanowie. Wczoraj udało się im podpisać porozumienie z dyrektorem lecznicy.

Ponad rok trwały trudne rozmowy dotyczące nowego porozumienia. Gra toczyła się o obiecane pielęgniarkom w 2015 r. dodatkowe 150 zł do podstawy wynagrodzenia. Dyrektor Waldemar Stylo chciał tę kwotę rozłożyć na raty.

- Na to nie mogłyśmy się zgodzić. Kompromisem był natomiast termin wprowadzenia podwyżek - mówi Grażyna Gaj, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych przy chrzanowskim szpitalu.

Pielęgniarki będą zarabiać więcej od 1 czerwca br. Podwyżka nie wywołała wśród nich euforii, bo pieniądze to tylko jeden z problemów. Chrzanowski szpital, podobnie jak inne z Małopolski zachodniej, boryka się z brakami kadrowymi. Obecnie wakatów jest tam 20, a podań o pracę nikt nie składa. Średni wiek pielęgniarek to 51 lat. Sporo jest także na zwolnieniu L4, bo trudy pracy dają się im we znaki. To sprawia, że faktycznie braki personelu są jeszcze większe.

- Zmniejsza się liczba pielęgniarek na niektórych oddziałach, a zwiększa liczba przyjmowanych pacjentów. Przez to pracy jest coraz więcej, a niestety z wiekiem sił jest mniej - dodaje Dorota Mostowik, zastępca Grażyny Gaj.

Dodatkowo po obniżeniu wieku emerytalnego wkrótce kilkanaście pielęgniarek może przejść na emeryturę. Dyrekcja stara się zachęcić przyszłe emerytki do dalszej pracy, jednak brakuje jej argumentów. Wolą one zmienić pracodawcę i przenieść się np. do przychodni. Tam praca jest mniej wymagająca niż ta na oddziałach szpitalnych i łatwiej jej sprostać.

- Atrakcyjne wynagrodzenie powinno być zachętą do podjęcia pracy właśnie w szpitalu. Niestety, tak się nie dzieje - dodaje Grażyna Gaj.

Pielęgniarki po studiach rozpoczynające pracę w chrzanowskiej lecznicy mogą liczyć na wynagrodzenie w wysokości niespełna 2,1 tys. zł brutto. Młodych pracowników nie ma, bo wybierają lepiej płatną i lżejszą pracę w prywatnych klinikach lub przychodniach.

Wciąż natomiast trwa spór zbiorowy w Nowym Szpitalu w Olkuszu pomiędzy dyrekcją a pielęgniarkami. Tam problem jest bardziej złożony, a sprawa trafiła do sądu. Niewykluczony jest protest.

- Nie ma dialogu ze strony dyrekcji, która podejmuje decyzję bez naszej wiedzy i zgody. Pielęgniarki w Olkuszu zarabiają chyba najmniej w Polsce - 2,5 tys. zł brutto - mówi Grażyna Gaj, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w Małopolsce (to przypadek, że szefowe związku w Chrzanowie i Olku-szu nazywają się tak samo).

Pielęgniarki z Olkusza za złe mają dyrekcji szpitala, że do ich płacy zasadniczej włączona została tylko ogólnopolska podwyżka wywalczona w 2015 r. tzw. 4 razy 400 zł.

Te pieniądze przekazywane są szpitalom przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Placówka z własnej kasy nie wyłożyła żadnych dodatkowych pieniędzy.

W szpitalach w Oświęcimiu i Wadowicach sytuacja wygląda lepiej, nie ma tam groźby strajków. Podobnie jednak jak w innych placówkach, brakuje rąk do pracy. Najgorzej pod tym względem jest w Wadowicach.

Jak podkreśla Tadeusz Wadas, przewodniczący Małopolskiej Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych, tam potrzebnych jest 60 nowych pielęgniarek, a ich brak był jednym z powodów nieuruchomienia oddziału geriatrycznego.

Statystyki

Studentek dużo, pielęgniarek mało

W ub.r. studia pielęgniarskie w Małopolsce ukończyło ok. 500 osób. Jednak tylko 111 zgłosiło się po tzw. zaświadczenie prawa wykonywania zawodu. - 45 osób od razu po odebraniu tego prawa wyjechało za granicę - mówi Tadeusz Wadas, przewodniczący Małopolskiej Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Krakowie.

Wybierają inną pracę, emerytek przybywa

Studia pielęgniarskie cieszą się sporą popularnością, jednak jak widać nie przekłada to się na liczbę pielęgniarek. Dzieje się tak dlatego, że część osób po zakończeniu studiów m.in. ze względów finansowych decyduje się na podjęcie innej pracy. Część kontynuuje studia na innych kierunkach. - Problem będzie narastać. W tym roku w Małopolsce wiek emerytalny osiągnie 1400 pielęgniarek. Co roku do systemu musi trafiać 500-600 nowych, aby zachować ciągłość, ale nie ma ich - dodaje Tadeusz Wadas.