Już nie tylko raty kredytów we frankach, ale i zwykłe kredyty oprocentowane według stopy WIBOR drożeją. W ślad za nimi lada moment podążą wszelkie inne kredyty i pożyczki. I to zaciągane teraz, jak i pozostające do spłaty; kolejne raty będą coraz wyższe.

Rosnące od grudnia ubiegłego roku ceny detaliczne towarów i usług sprawiają, że w ślad za inflacją podwyższone zostaną stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego. Ucieszą się oszczędzający, ale dla posiadających kredyty i pożyczki będzie to zła wiadomość.

Wyższe stopy procentowe, to wyższe oprocentowanie nie tylko zaciąganych na bieżąco kredytów i pożyczek, ale też wcześniejszych zobowiązań.

Zdecydowana większość umów, które zawieramy w tym zakresie z bankami i firmami pożyczkowymi, zawiera zapisy o zmiennej stopie procentowej. W przypadku kredytów hipotecznych oprocentowanie jest indeksowane według stawki WIBOR, a zwykłe kredyty i pożyczki mniej lub bardziej bezpośrednio związane są z tzw. lombardową stopą NBP. Jej czterokrotność wyznacza maksymalną granicę oprocentowania.

Czytaj też:
To ma ręce i nogi. PKP oddaje działki pod budownictwo mieszkaniowe. I to praktycznie w każdej miejscowości, w której je ma. Sprawdź czy też na tym nie możesz skorzystać!

Obecnie stopa lombardowa NBP już od prawie dwóch lat wynosi 2,5 proc., co oznacza, że maksymalne oprocentowanie kredytów i pożyczek nie może być wyższe od 10 proc. Jeśli RPP podwyższy stopę lombardową choćby o 0,25 proc., granica ta automatycznie podniesie się o 1 proc. i pożyczkodawcy natychmiast zażądają od nas wyższych odsetek.

Nawet jeśli Rada Polityki Pieniężnej nie będzie się spieszyć z podwyższeniem stóp procentowych, to i tak wzrosną koszty obsługi kredytów

Z kolei WIBOR jest stopą rynkową, kształtującą się płynnie na podstawie ustaleń między bankami pożyczającymi sobie wzajemnie pieniądze. - Pod koniec roku stawka ta w wersji trzymiesięcznej może być na poziomie około 1,88 proc., czyli o 0,15 pkt proc. wyżej niż dziś. Wynika to z notowań kontraktów terminowych na stawkę WIBOR - wyjaśnia Bartosz Turek, analityk Open Finance.
Jakie mogą być konsekwencje takich zmian? - Dziś zadłużając się na 30 lat i 300 tys. zł, trzeba się liczyć z miesięczną ratą na poziomie 1508 zł. Pod koniec roku może to być około 26 zł więcej - wyjaśnia analityk. - Niby różnica niewysoka, ale gdyby wziąć pod uwagę całkowite zadłużenie Polaków z tytułu złotowych kredytów mieszkaniowych, to okaże się, że podwyżka WIBOR o 0,15 pkt proc. oznacza, że z kieszeni wszystkich kredytobiorców wypłynie tytułem wyższych odsetek łącznie ponad 29 mln zł w ciągu zaledwie miesiąca.

Droga „Rodzina na Swoim”

Bartosz Turek zwraca też uwagę, że w znacznie gorszej sytuacji są osoby, które zadłużyły się przed ośmioma laty, korzystając z dopłat z programu „Rodzina na Swoim”. Przypomnijmy, że był to program, w ramach którego - kupując mieszkanie na kredyt - można było liczyć na dofinansowanie w formie około połowy odsetek. Tym samym osoby, które zadłużyły się w 2009 r., obecnie muszą się liczyć ze skokową podwyżką raty wraz z ustaniem dopłat. Mamy de facto do czynienia z pierwszym rokiem, w którym przed takim problemem stanie spora grupa osób - prawie 31 tys. gospodarstw domowych. To trzy razy więcej niż łącznie w poprzednich dwóch latach.

Czytaj też:
To może być ciekawa wskazówka, jak dobrze ulokować oszczędności. Robert Lewandowski wytycza nowe ślady i pokazuje, że ryzyko nie takie straszne