Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) zweryfikowało raporty Najwyższej Izby Kontroli dotyczące energetyki wiatrowej. NIK publicznie twierdzi, że w ok. 30 proc. gmin, w których stawiano wiatraki dochodziło do konfliktu interesów. Tymczasem fakty są takie, że konflikty interesów (gdy właścicielem ziemi, na której stawiane są wiatraki jest osoba podejmująca decyzję – np. wójt, radny lub ich bliscy krewni) w rzeczywistości dotyczyły zaledwie 8 istniejących wiatraków o łącznej mocy niecałych 15 MW (na wybudowane w kontrolowanych gminach 682 turbiny o mocy 1325 MW), które pracują w obrębie raptem czterech farm wiatrowych (o łącznej mocy poniżej 118 MW) posadowionych na terenie 4 gmin. Te 8 turbin stanowi tylko niewiele ponad 1 proc. (1,17 proc.) wszystkich skontrolowanych wiatraków.

Przy założeniu, że wystąpienie konfliktu interesów w przypadku zaledwie jednej turbiny wchodzącej w skład większej farmy wiatrowej oznacza, że wadliwa jest decyzja administracyjna dotycząca całej farmy, to nadal występowanie konfliktu interesów potwierdzono zaledwie w odniesieniu do farm wiatrowych obejmujących 56 elektrowni wiatrowych, czyli 8,21 proc. wszystkich skontrolowanych. Poza wyżej wymienionymi przypadkami czterech gmin, konflikt interesów osób decyzyjnych stwierdzono w 5 kolejnych gminach, przy czym prace lokalizacyjne nie zakończyły się wybudowaniem tam wiatraków. Nawet gdyby przyjąć najbardziej niekorzystną interpretację dotyczącą ilości gmin gdzie dostrzeżono konflikty interesów, niezależnie od tego czy turbiny zostały w efekcie wybudowane czy nie, to i tak daleko do owych 30 proc. gmin, gdzie zdaniem NIK taki konflikt interesów wystąpił.

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała w sumie dwa raporty dotyczące energetyki wiatrowej – w 2016 oraz 2014 roku. Oba zostały sporządzone na podstawie trzech kontroli wykonanych przez NIK w latach 2011-2015 i wskazywały w swoich wnioskach na znaczące uchybienia w procesie lokalizowania turbin wiatrowych. Zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej skala nieprawidłowości opisanych przez NIK wydała się zbyt wysoka. Dlatego też PSEW poszedł śladem kontrolerów i zweryfikował sytuacje we wszystkich zbadanych przez NIK gminach.

- Mleko się wylało, a wnioski z raportów NIK posłużyły jako jeden z koronnych argumentów dla uchwalenia bezprecedensowo ostrych i dyskryminujących energetykę wiatrową zasad lokalizowania inwestycji. Tymczasem analiza konkretnych przypadków, będących przedmiotem zainteresowania NIK, stanowi raczej kolejne potwierdzenie faktu, że najlepszą metodą lokalizowania elektrowni wiatrowych jest szczegółowa analiza każdego przypadku, a nie jedna sztywna odległość oraz że nieprawidłowości w przypadku lokalizowania elektrowni wiatrowych są marginalnym zjawiskiem. Próba uogólniania ich na całość branży jest tym samym nierzetelna i nie odpowiada stanowi faktycznemu – mówi Grzegorz Skarżyński, wiceprezes PSEW.

O niewielkiej skali konfliktów interesów niech świadczy też fakt, iż tylko 3 gminy, z 9 gdzie wystąpiły przypadki takich nieprawidłowości, otrzymały negatywną ocenę pokontrolną NIK, w tym tylko w jednej gminie rzeczywiście postawiono wiatraki (dwa). Żadna z powyższych liczb nie daje podstaw, by publicznie mówić o tym, iż konflikty interesów występują w 30 proc. gmin.

W sumie kontrolerzy NIK zbadali też 410 procedur administracyjnych dotyczących lokalizowania elektrowni wiatrowych. Weryfikacja wykazała jednak, że do naruszeń tych procedur doszło zaledwie w 25 gminach (36 przypadków). Oznacza to, że uchybienia proceduralne w toku postępowań planistycznych i środowiskowych w gminach wystąpiły w zaledwie 8,78 proc. skontrolowanych procedur. Z tych 25 gmin, tylko 6 otrzymało negatywną ocenę w raporcie NIK, a więc nie mogły to być znaczące uchybienia. 

Weryfikacja danych jednoznacznie wskazuje, że raporty NIK nie są reprezentatywne dla sektora energetyki wiatrowej. Ponad połowa gmin została bowiem wybrana na podstawie skarg mieszkańców czy też interwencji parlamentarzystów. Oznacza to, że gdyby dobór gmin był reprezentatywny, to prawdopodobnie odsetek wykrytych nieprawidłowości w skali całego kraju byłby jeszcze niższy.

Oba raporty Najwyższej Izby Kontroli (zarówno z 2014, jak i z 2016 roku) zawierają w swoich podsumowaniach wnioski, które wpływały na procesy legislacyjne dotyczące energetyki wiatrowej. Tymczasem wnioski te nie korespondują z treścią wystąpień pokontrolnych, na podstawie których te raporty zostały napisane. Przykładem takiej sytuacji jest rekomendacja NIK dotycząca wprowadzania sztywnego kryterium odległościowego dla elektrowni wiatrowych (kontrole przeprowadzono przed wejściem w życie ustawy odległościowej). NIK twierdzi, że tę rekomendację wysnuto „analizując uzyskane wyniki oraz opinie przedstawicieli społeczności lokalnych”. Tymczasem analiza wystąpień pokontrolnych wskazuje, że przedstawiciel zaledwie jednej gminy na 49 badanych (co stanowi 2 proc. wszystkich skontrolowanych gmin) stwierdził, iż procedura planistyczna w przypadku elektrowni wiatrowych jest skomplikowana. Nawet ten jeden wójt nie powiedział jednak wprost, że należy wprowadzić sztywne odległości dla wiatraków.