W czwartek Główny Urząd Statystyczny (GUS) podał wyniki swoich wyliczeń odnośnie przeciętnego wynagrodzenia w pierwszym miesiącu 2017 roku. Wyniosło ono 4 277,32 złotych, czyli prawie o 360 złotych mniej niż miesiąc wcześniej.

W stosunku do grudnia gdy była to kwota 4 635,77 zł, przeciętne wynagrodzenie w styczniu br. nie wygląda imponująco, ale to zjawisko na przełomie kwartałów i roku normalne. W grudniu dostajemy bowiem jednorazowo różnego rodzaju premie, bonusy i nagrody.

Prawdziwy obraz zmian oddaje porównanie rok do roku. Wynika z niego, że w stosunku do stycznia 2016 r. nasze wynagrodzenia przeciętnie wzrosły o 4,3 proc., zaś ich siła nabywcza była tym większa, że niemal przez cały rok mieliśmy deflację - ceny detaliczne spadały więc zamiast - co bardziej typowe - rosnąć.

W roku 2016 zresztą płace rosły w dużo większym tempie niż rok wcześniej, kiedy to GUS ustalił roczną dynamikę w wysokości 2,7 proc.

Czytaj też:
Chcesz zadbać o zdrowie, odzyskać urodę oraz przedłużyć młodość? Sprawdź dlaczego purpurowa dieta jest hitem żywieniowym 2017 roku

Oczywiście styczniowy spadek (aż o prawie 360 zł w skali miesiąca może być rozczarowujący), tym bardziej, że są to kwoty brutto.

Jeśli odejmie się od przeciętnego wynagrodzenia zaliczkę na podatek oraz obowiązkowe składki ZUS, kwota ze stycznia br. zmaleje do niespełna 3 047 złotych

Jednak na zmianę nastroju mogą wpłynąć prognozy dotyczące kolejnych miesięcy 2017 roku. Eksperci są zgodni, że sukcesywnie postępujący spadek stopy bezrobocia, oznaczający kurczenie się wolnych na rynku „rąk do pracy”, zmusi pracodawców do hojniejszego sięgnięcia do firmowych kas. W konsekwencji tegoroczna dynamika wzrostu płac, w tym przeciętnego wynagrodzenia, powinna być jeszcze wyższa i za rok GUS powinien wyliczyć ją na poziomie co najmniej 5 procent.

Czytaj też:
Migreny i bóle głowy? Jest sposób lepszy niż trucie wątroby tabletkami