Projekt ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych, zaproponowany przez posłów Prawa i Sprawiedliwości zakłada zwiększenie ceny jednego litra paliwa o 20 groszy (wliczając podatek VAT, cena wzrośnie o 25 groszy). Uzyskane w ten sposób środki trafią po połowie do Krajowego Funduszu Drogowego oraz do nowo utworzonego Funduszu Dróg Samorządowych, z którego finansowane będą remonty dróg gminnych i powiatowych oraz mostów na drogach wojewódzkich.

W środę w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy. Wnioskodawca projektu, poseł PiS Zbigniew Dolata w gorącym przemówieniu przekonywał, że dzięki podwyższeniu opłaty poprawi się stan dróg regionalnych w Polsce. Dodawał, że po przeforsowaniu projektu, obciążenia podatkowe w cenie paliwa byłyby i tak niższe, niż w krajach takich jak Niemcy, Francja, Włochy, czy Wielka Brytania.

- A tam stan dróg jest o wiele lepszy niż w Polsce - przekonywał poseł Zbigniew Dolata, dodając, że lepszy stan dróg sprawi, iż polscy kierowcy będą rzadziej odwiedzali warsztaty samochodowe.

- Przewidujemy, że budżet państwa zasili 5 mld złotych, z czego 2,5 mld będzie można wydać tylko i wyłącznie na budowę dróg - dodał poseł Dolata. Druga połowa uzyskanych środków ma trafić do Krajowego Funduszu Drogowego. I właśnie to założenie budzi duże kontrowersje.

O ile bowiem pieniądze z mającego powstać Funduszu Dróg Samorządowych mają być wydawane przez samorządy, o tyle pieczę nad Krajowym Funduszem Drogowym sprawuje rząd. A to oznacza, że teoretycznie mógłby zmniejszyć on swoje wydatki na drogi krajowe o 2,5 mld zł, ponieważ dostanie te 2,5 mld z nowej dopłaty paliwowej. A zaoszczędzone w ten sposób pieniądze w budżecie mogą zostać wydane gdzie indziej, np. na pokrycie kosztów programu 500+.

- Teoretycznie jest to możliwe - twierdzą eksperci. Według mecenasa Maksymiliana Grasia z Polskiej Izby Paliw Płynnych, rząd miałby możliwość dokonania takiego przesunięcia funduszy. Jego zdaniem, ważną kwestią jest też jednak czekający nas niechybnie wzrost cen i to nie tylko paliwa.

- Jeśli ustawa wejdzie w życie, to będzie to bardzo duże obciążenie nie tylko na paliwe, ale na dosłownie każdym, pojedynczym produkcie - wyjaśnia mecenas Graś w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press.

- U przedsiębiorcy paliwo jest bowiem jednym z czynników, wpływających na cenę każdego produktu. Ta cena paliwa jest gdzieś ukryta w cenie produktu. Obecnie znajdujemy się w okresie niskich cen paliw, więc podwyżka może być nawet niespecjalnie zauważalna. Natomiast jeśli cena baryłki ropy znacznie wzrośnie, a kurs walut też zmieni się znacząco na naszą niekorzyść, to zmiana będzie bardzo widoczna - dodaje.

Projekt ustawy spotkał się z miażdżącą krytyką wszystkich partii opozycyjnych.

- Oszukiwaliście w kampanii wyborczej, a dzisiaj podnosicie podatki. Na sali ma najwyższych przedstawicieli rządu. Nie dziwię się, że wstydzicie się tego projektu. Boicie się spojrzeć w oczy Polakom - mówił Grzegorz Schetyna. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej zwrócił uwagę na nieobecność premier Beaty Szydło, czy prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego.

- Szukacie pieniędzy na budowy dróg, ale te pieniądze są. W gabinetach Misiewiczów, w przeroście urzędniczym, w nowych BMW rządowych, po pół miliona za sztukę - grzmiał Paweł Kukiz, przewodniczący ruchu Kukiz’15.

Co ciekawe, projekt posłów PiS krytykowali także... inni posłowie partii rządzącej.


- Ta ustawa jest zła, antyludzka i antyobywatelska - mówił poseł PiS Łukasz Rzepecki. - Nie możemy być jak Platforma Obywatelska, która w czasie kampanii mówiła jedno, a robiła co innego. Przed wyborami mówiła, że nie podniesie wieku emerytalnego, a potem podniosła. My w kampanii mówiliśmy jasno, że nie podniesiemy podatków, dlatego apeluję do moich koleżanek i kolegów oraz do przewodniczących partii: nie głosujcie za tą ustawą! Będę głosował w I czytaniu za odrzuceniem tej ustawy - oznajmił poseł.

Według doktora Jarosława Flisa, politologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, ewentualna podwyżka cen paliw nie wpłynie od razu na wyniki PiS-u w sondażach.

- Ludzie muszą przetrawić tę podwyżkę, w wakacje mają wiele spraw na głowie, dlatego nie spodziewałbym się nagłych zmian w sondażach - powiedział w rozmowie z AIP.

- Koszty takiej decyzji są dwojakiego rodzaju. Jedne koszty partia ponosi od razu, natomiast inną sprawą jest dostarczanie opozycji paliwa, które będzie wykorzystane jako argument w kampanii wyborczej. Tak zresztą PiS wykorzystał podniesienie VAT-u przez Platformę Obywatelską - dodał.

Według wielu komentatorów, podniesienie podatku paliwowego będzie strzałem w stopę PiS-u po sukcesie rządu, jakim była wizyta Donalda Trumpa w Polsce.

- Każda władza po sukcesie zaczyna się rozochacać. I czasem zaczyna robić głupoty - mówi doktor Flis.