Polscy pracodawcy już od kilku lat nie przeżywali takiej presji płacowej. Aż 51 proc. pracowników oczekuje podwyżki wynagrodzenia. Dodatkowo 56 proc. spodziewa się premii.

Ostanie miesiące minęły w Polsce pod znakiem kolejnych rekordów minimalnej stopy bezrobocia. Porównując rok do roku to już trzy i pół roku spadku tego wskaźnika. Te twarde dane odciskają swoje piętno na subiektywnej ocenie pracowników ich pozycji na rynku pracy, którą ilustruje nam badanie „Monitor Rynku Pracy”, przygotowywane przez firmę doradztwa personalnego Randstad.

Najmocniej ten wpływ jest odczuwalny w ocenie szans znalezienia innej pracy w przypadku, gdyby pracownik odszedł lub został zwolniony przez poprzedniego pracodawcę.

83 proc. respondentów znad Wisły deklarowało, że w ciągu półrocza byłaby w stanie znaleźć nowe miejsce zatrudnienia, a ponad 3/4 – że byłaby to praca nie gorsza niż obecna. To wyniki nie spotykane w liczącej już 6,5 roku historii badania w Polsce. A przy tym pobiliśmy wszystkie kraje europejskie, i to zarówno w przypadku dostępności jakiejkolwiek pracy (tu na podium znalazły się jeszcze Czechy i Austria), jak i pracy zbliżonej do poprzedniej (Czechy i Szwecja).

Ta dostępność pracy nie wpłynęła jednak istotnie na poprawę poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego. Polska mimo, że spadła o jedno miejsce w rankingu krajów, w których największa część kadr obawia się zwolnienia, jednak ciągle w zestawieniu krajów ze starego kontynentu znajdowała się w czołówce – niemal 1/3 badanych deklarowała taki niepokój. Większy odsetek zarejestrowano w Grecji (40 proc.), Włoszech (35 proc.), Wielkiej Brytanii i Hiszpanii (po 33 proc.), a średnia europejska wynosiła 28 proc.. Warto przy tym zwrócić uwagę, że pod względem silnej obawy o utratę pracy nasz kraj z odsetkiem aż 10 proc. respondentów znajdował się na drugim miejscu pośród europejskich państw – ustępując tylko Grecji (12 proc.).

Pracodawcy pod presją

Pozytywne spojrzenie w przyszłość ma zarówno plusy, jak i minusy. Optymizm przekłada się na decyzje konsumpcyjne, ale i na presję płacową. Pod koniec 2016 roku aż 51 proc. badanych polskich pracowników spodziewa się podwyżki, a niezależnie od tego 56 proc. oczekiwało premii. Pod względem wzrostu pensji większe apetyty mieli w Europie tylko Szwedzi (65 proc.) i Brytyjczycy (59 proc.), a jeśli chodzi o premie – tylko Węgrzy (57 proc.).

Takiej presji płacowej pracodawcy nie czuli od czterech lat, gdy na podwyżki liczyło 59 proc. badanych, a na premie – 46 proc.. W końcu 2013 roku podwyżki miesięcznych wynagrodzeń spodziewało się 36 proc. polskich badanych, w 2014 roku – 40 proc., a w 2015 roku – 49 proc.. W przypadku premii było to odpowiednio 43 proc., 50 proc. i 54 proc.. Trzeba jednak pamiętać, że były to życzenia czy też oczekiwania, a nie faktycznie realizowane zwiększenie wynagrodzeń. Dla wielu pracowników pragnienia te nie ziściły się, a jedynie kumulowały z upływającym czasem.

Więcej wiary w znalezienie nowej pracy

- Optymizm pracowników co do możliwości znalezienia nowego zatrudnienia rośnie w Polsce od czterech lat i osiągnął poziom najwyższy w UE. Jest to uzasadnione, ponieważ zapotrzebowanie na pracowników rośnie. Jednocześnie Polacy wyrażają silniejszą niż średnio w UE obawę przed utratą pracy. Obawa o utratę pracy a jednocześnie przekonanie o możliwości znalezienia nowego zatrudnienia są uzasadnione, ponieważ polska gospodarka transformuje się szybciej niż większość gospodarek europejskich, a to wymaga większej mobilności pracowników – mówi Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. I dodaje: - W Polsce obawia się utraty pracy 32 proc. pracowników, podczas gdy w Czechach zaledwie 19 proc.. Ale za to w ciągu 25 lat transformacji PKB na mieszkańca w Polsce wzrósł o 212 proc., a w Czechach tylko o 144 proc.. Indeks mobilności pracowników w Polsce nieco się obniżył, ale nadal jest wyższy od średniej europejskiej. Niestety, wysokiej mobilności osób pracujących towarzyszy bardzo niski wskaźnik aktywności zawodowej. Zaledwie 51 proc. dorosłych Polaków pracuje zawodowo, a obniżenie wieku emerytalnego jeszcze ten wskaźnik obniży.

Dalej kiepsko z mobilnością

Polscy pracownicy są ruchliwi, bo niejako muszą tacy być, biorąc pod uwagę specyfikę naszego rynku pracy. Pokazuje to dobrze wskaźnik rotacji, czyli odsetek deklaracji badanych o tym, że w ciągu ostatniego półrocza faktycznie zmienili pracodawcę lub stanowisko u dotychczasowego pracodawcy. Nasz kraj od kilku lat znajduje się w ścisłej czołówce, a w ostatniej edycji - z wynikiem na poziomie 24 proc. - znowu ustąpił jedynie Wielkiej Brytanii (27 proc.). Rok temu wskaźnik ten w naszym kraju miał identyczną wartość, a dwa lata temu był o 1 punkt procentowy wyższy.
Wskaźnik rotacji spada jednak w naszym kraju już drugi kwartał z rzędu, a dodatkowo najniższy od trzech lat jest wskaźnik mobilności – wynosił w najnowszej edycji jedynie 105 punktów. Było to ciągle wyraźnie więcej niż średnia dla całej Europy (100 pkt), ale kwartał temu było to 111 punktów, a kwartał wstecz – 110 punktów.

- Spadek indeksu mobilności oznacza kurczenie się grupy osób sygnalizujących swoją gotowość do zmiany firmy, w której są zatrudnieni. Faktem jest jednak, że tego rodzaju zmiana ma miejsce na całym kontynencie – europejski wskaźnik jeszcze pół roku temu szacowano na 102 punkty – teraz ma 100. Co może stać za tymi spadkami w naszym kraju? Z jednej strony intensywne transfery pracowników między firmami trwają już co najmniej od początku 2016 roku i częściowo już ta potrzeba zmiany się nasyciła. Z drugiej strony widzimy, że oczekiwania finansowe kandydatów są wyższe i część firm nie może im podołać – w efekcie kandydaci nie mając oczekiwanej oferty nie zmieniają pracy i ma to odbicie o ograniczeniu rotacji – ocenia Monika Hryniszyn, członek zarządu Randstad.

Obejrzyj:
Coraz trudniej jest oszczędzać z zyskiem. O lokatach ustami eksperta