Właściciele firmy fotograficznej poprawili swój szyld, ale urzędnicy kazali im go zasłonić lub zdjąć. ZIKiT straszy karami, folie przykrywające lokale szpecą miasto, a urzędnicze procedury się wloką.

Kolejne firmy otrzymują wezwania do legalizacji szyldów reklamowych wiszących przy ich lokalach. Jest to związane z przepisami o zajmowaniu pasa drogowego i kwestiami estetyki. Działanie jest słuszne, bo jeszcze w 2015 r. w mieście mieliśmy ok. 1,2 tys. nielegalnych, często przerośniętych i brzydkich, szyldów. Ile jest ich teraz urzędnicy nie potrafią określić. Przyznają jednak, że problem nie zniknął.

Jednakże zanim Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu wyda decyzję w takiej sprawie (akceptacja szyldu i naliczenie opłaty) nakazuje przedsiębiorcom reklamy zdejmować lub je zasłaniać, co pogarsza sytuacje finansową firm i szpeci miasto. Szyldy są przykrywane płachtami lub folią (tańsze rozwiązanie niż demontaż), ale nawet zdjęcie reklamy odsłania czyste miejsce na pokrytej smogowym pyłem elewacji, co dobrze nie wygląda.

Wielu przedsiębiorców chce się szybko dostosować do przepisów i płacić miastu za możliwość wywieszania reklamy, ale urzędnicy z decyzjami się ociągają. I stąd mamy problem.

Pismo z ZIKiT dotarło m.in. do zakładu fotograficznego znajdującego się przy ul. Długiej. To firma, która działa w Krakowie już od 40 lat. Niedawno zmieniła starą, szpetną reklamę na nową, elegancką, bez czerwonych, kłujących oczy elementów.

Urzędnicy kazali jednak właścicielom zasłonić nowe szyldy lub je zdjąć. Zagrozili karą - dziesięciokrotność stawki dziennej opłaty za zajęcie pasa drogowego. W takich przypadkach zamiast kilkudziesięciu złotych opłaty idą w setki złotych dziennie.

Właściciele zakładu przy Długiej zdecydowali się zasłonić reklamę i na już początku marca złożyli dokumenty, by ją zalegalizować. Na decyzję mieli czekać 30 dni. Urzędnicy jednak jej nie wydali w terminie. Przedsiębiorcy zaczęli się irytować brakiem odpowiedzi, a w połowie kwietnia postanowili się zbuntować.

- Nie mogę sobie pozwolić ani na dalsze straty finansowe, nawet 40 procent obrotów, ani na wizerunkowe. Klienci są przekonani, że firma jest zlikwidowana, o czym świadczyć ma zasłonięta reklama. Zarabiamy głównie w sezonie letnim, jeśli sytuacja się nie zmieni, to w zimie zbankrutuje - mówił Grzegorz Szarek, właściciel zakładu fotograficznego przy Długiej. Wbrew zakazowi odsłonił szyld

- Zupełnie nie rozumiem konieczności ponoszenia strat przez przedsiębiorców z powodu opieszałości urzędu oraz ciągnącej się miesiącami procedury. Nikt by przecież nie stracił gdyby reklama mogła być widoczna, a zezwolenia udzielono by warunkowo, do czasu przejścia całej procedury - podkreśla Szarek wskazując, że jeśli miasto chce dbać o estetykę, to lepiej gdy przy sklepach widnieją reklamy, a nie czarne płachty je zasłaniające.

ZIKiT od razu zauważył odsłonięcie szyldu i znów zagroził karą. Mężczyzna zasłonił reklamę, ale gdy przyszedł maj, ale żadnej decyzji z urzędu nadal nie było, znów zdecydował się ją odsłonić.

W końcu decyzję wydano. W maju, czyli po dwóch miesiącach! Michał Pyclik, rzecznik ZIKiT tłumaczy, że o opóźnieniu zadecydowały „procedury wewnętrzne”. - My mamy miesiąc, ale do tego przedsiębiorcy muszą dostarczyć uzgodnienia np. od konserwatora zabytków. Nie zdarzają się sytuacje, żeby po uzyskaniu dokumentów ten proces się wydłużał - dodaje Pyclik. Pan Szarek kontruje jednak, że sam musiał dopytywać jakie papiery ma jeszcze dostarczyć, bo jasno tego nie wyjaśniono. I w ten sposób ZIKiT wydłużał procedurę.

Na jego reklamę w końcu zezwolono, ale... tylko jeśli znacznie się ją pomniejszy. Fotograf musiałby zamówić nowy szyld, choć niedawno zapłacili prawie 2 tys. zł za modernizację reklam. Sam zdecydował się je uporządkować, bo rozumie, że kwestie estetyki są bardzo ważne w Krakowie.

- Taka reklama, o identycznej treści i wymiarach była umieszczona u mnie legalnie i z dopełnieniem wszelkich formalności przez 23 lata. Zmieniliśmy ją tylko na ładniejszą - mówi Szarek. ZIKiT w procesie legalizacyjnym nakazał mu znów zdobyć opinię Głównego Plastyka Miasta, choć ten już raz zezwolił na szyld.

Fotograf zwrócił się do plastyka. A ten napisał do firmy, że przedsiębiorca... nie musi zmieniać wymiarów reklamy! Jednak ZIKiT i tak wszczął postępowanie przeciwko zakładowi, a przecież większa reklama, to większa opłata dla miasta. Oczywiście nie może być przerośnięta, ale tu pojawia się wspomniana akceptacja miejskiego plastyka.

Ta historia pokazuje, że po tym jak Najwyższa Izba Kontroli udowodniła, że w latach 2010-2011 przez niedopatrzenia pracowników ZIKiT do kasy miasta nie wpłynęło 12 milionów z opłat za zajęcie pasa, urzędnicy wyciągnęli wnioski. Jednakże nie radzą sobie z procedurami, które komplikują działalność przedsiębiorcom.

Przepychanki z ZIKiT może w ogóle by nie było, gdyby działała już uchwała krajobrazowa, która ma dokładnie określić jakie reklamy mogą pojawiać się w mieście i firmy wiedziałyby od razu do jakich wytycznych mają szyldy dostosować.

- Uchwała jest opiniowana, jak tylko spłyną opinię, to projekt zostanie przesłany do Rady Miasta. Chcemy żeby to było jak najszybciej - mówi Jan Machowski z biura prasowego magistratu.

Uściślić zasady dotyczące reklam pozwalają też parki kulturowe. Jeden działa w Starym Mieście. Trwają prace nad kolejnym dla Nowej Huty. Planowany jest też park dla Podgórza.

WIDEO: Mówimy po krakosku (odc. 7). Co oznacza słowo "ducka"?

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, NaszeMiasto