Kontrowersje. Od 1 stycznia minimalna stawka godzinowa wzrosła do 13 zł. Pracownicy ochrony i budowlańcy nie zarabiają jednak więcej, bo muszą płacić, np. za wypożyczenie munduru.

- Od stycznia mój szef wymaga opłaty 5 zł za godzinę wypożyczenia munduru ochroniarskiego. Firma częściej też karze finansowo za spóźnienia lub przysypianie podczas dyżurów. Mimo podwyżki do 13 zł za godzinę pracy przez takie praktyki mało kto zarabia taką kwotę - mówi pracownik jednej z krakowskich firm ochroniarskich.

Podobne informacje coraz częściej docierają do Państwowej Inspekcji Pracy. Do omijania godzinowej stawki minimalnej dochodzi najczęściej w branży ochroniarskiej i budowlanej.

Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony, potwierdza, że i on słyszał o takich praktykach.

- Nasi klienci nie chcą nawet rozmawiać o podwyżkach usług, dlatego część firm, ratując się przed upadkiem, zmuszona jest do takiego szukania oszczędności - przyznaje Sławomir Wagner.

Podobnie ten problem widzi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

- Rynek jest silnie konkurencyjny, a wzrost cen za usługi mógłby prowadzić do utraty zleceń przez mniejsze firmy. Przedsiębiorcy decydują się więc raczej na wirtualne przerzucanie części kosztów na pracowników - mówi Jan Styliński.

Dla Państwowej Inspekcji Pracy takie „przerzucanie kosztów” to łamanie prawa. W związku z tym inspektorzy PIP zapowiadają zmasowane kontrole nieuczciwych pracodawców.

- Jeśli wynagrodzenie będzie niższe, bo firma potrąca kary lub opłaty tylko po to, żeby obchodzić przepisy, inspektor pracy nałoży mandat lub skieruje wniosek o ukaranie do sądu - mówi Danuta Rutkowska, rzecznik PIP.

Kontrole mają ruszyć w lutym, gdy pojawią się pierwsze wypłaty.

Przedstawiciele branży ochroniarskiej nie obawiają się kontroli. - Naszym zdaniem potrącenia finansowe za wypożyczenie munduru czy narzędzi są zgodne z prawem. O tym czy jest to zgodne z prawem decydować będą sądy, gdy takie sprawy się tam pojawią. - zapowiada Wagner.

PIP zapowiada, że jeśli inspektor pracy nabierze choćby najmniejszych podejrzeń co do stosowania kar lub opłat jako formy obejścia prawa, firma musi liczyć się z postępowaniem przed sądem i grzywną w wysokości do 30 tys. zł.

W praktyce łamanie kodeksu pracy kończy się zazwyczaj upomnieniem lub nakładaniem najniższych kar finansowych.

- Pracodawcy, który zatrudnia kilkadziesiąt osób, bardziej opłaca się jednorazowo zapłacić kilka tysięcy złotych kary niż co miesiąc tracić na podwyżkach dla pracowników podobne kwoty - mówi właściciel jednej z krakowskich agencji ochrony.

Na początku 2016 r. Inspekcja Pracy zapowiadała, że po latach stagnacji w końcu uzyska możliwości realnej kontroli firm. Do dziś jednak nic się nie zmieniło. Kontrola musi być np. zapowiedziana z dużym wyprzedzeniem, co daje pracodawcy czas na naprawę „błędów”.

marcin.banasik@dziennik.krakow.pl