W zeszłym roku miasto sprzedało kamienicę na Małym Rynku pod numerem 5, a w tym pod 6. W tej drugiej miał powstać klaster kultury. Zamiast tego będą luksusowe apartamenty. Obie nieruchomości należą do jednego z bogatszych biznesmenów Krakowa, byłego wiceprezesa Wisły Kraków.

Władze Krakowa wyprzedają na potęgę swój majątek. W tym roku sprzedano już mienie za blisko 35 mln zł, a w kolejce czekają kolejne nieruchomości. Do końca 2017 r. planowanych jest jeszcze 16 przetargów. W ciągu roku miasto sprzedało dwie kamienice przy Małym Rynku. W jednej z nich miał powstać klaster kultury. Teraz znajdą się tam luksusowe apartamenty. Wpływy ze sprzedaży mienia to ważny element miejskiego budżetu. Ale w tym tempie za parę lat gminie nic nie zostanie.

Dwie kamienice za 21 mln

W 2017 roku Wydział Skarbu Urzędu Miasta sprzedał 41 działek, całych budynków czy pojedynczych lokali za 34 mln 282 tys. zł (stan na koniec października). W sumie 41 nieruchomości. Najwięcej gmina dostała za kamienicę na Małym Rynku 6 - 12 mln 473 tys. zł. Budynek kupiła firma należąca do jednego z bogatszych krakowskich biznesmenów, m.in. byłego wiceprezesa Wisły Kraków. Także on kupił w zeszłym roku sąsiednią kamienicę pod numerem 5 (za 8 mln 982 tys. zł).

Urzędnicy od kilku lat starali się sprzedać obie nieruchomości. Władze miasta nie miały żadnego pomysłu na zagospodarowanie zabytkowych kamienic. Kiedyś rozważano je na siedzibę Narodowego Centrum Nauki, ale nic z tego nie wyszło.

W zeszłym roku pojawił się z kolei pomysł, aby pod „szóstką” działał klaster kultury. Chciały go stworzyć Fundacja na rzecz Rozwoju i Promocji Sztuki Pauza, Fundacja Tone, Fundacja Miasto Literatury i Stowarzyszenie Teatr Nowy. Pod „piątką” miała z kolei działać Fundacja Wisławy Szymborskiej. Te pomysły również nie doczekały się realizacji, choć przez chwilę było o nich bardzo głośno.

Prezydent Jacek Majchrowski wyraził co prawda wstępną zgodę na wynajęcie kamienicy pod „szóstką” w trybie bezprzetargowym, ale później decyzja została uchylona.

- Fundacja Pauza została poinformowana o decyzji prezydenta i o możliwości podpisania umowy najmu. Ale nie złożyła dokumentów i nie dopełniła formalności, tracąc tym samym prawo do zawarcia umowy - informuje Zarząd Budynków Komunalnych, któremu do niedawna podlegały obie kamienice.

Teraz obie nieruchomości mają jednego właściciela. Ten jeszcze nie wie, co się w nich znajdzie, ale na chwilę obecną rozważa luksusowe apartamenty mieszkalne oraz restaurację czy kawiarnię na parterze. Więcej szczegółów nie chce zdradzać. Dlaczego zdecydował się na zakup kamienic? - Chciałem mieć coś w centrum - odpowiada.

Obie kamienice są wpisane do rejestru zabytków. Zgodnie z obowiązującym planem miejscowym w budynkach mogą się znaleźć mieszkania, dopuszczalny jest także hotel, hostel czy pensjonat. Na parterze można prowadzić też inne usługi.

Plan miasta - sprzedać

Władze miasta mają prostą politykę co do swoich nieruchomości - sprzedać, żeby były pieniądze w budżecie. Rocznie daje to średnio wpływy w wysokości ok. 100 mln zł. W tym tempie miasto wyprzeda praktycznie wszystko w 20 lat.

Na sprzedawanych terenach powstają bloki lub biurowce. Część z nich miasto mogłoby zachować pod zieleń lub budynki użyteczności publicznej, jak żłobki, przedszkola czy domy kultury.

Przynajmniej w kwestii zieleni tak się dzieje dzięki presji społecznej, jak w przypadku ulicy Karmelickiej. Tam, dzięki mieszkańcom urzędnicy odstąpili od dzielenia działki i jej sprzedaży. Teraz na całym obszarze ma powstać park.

Ale miasto nieustannie sprzedaje inne tereny. Na przykład działkę przy ulicy Wita Stwosza 4, dla której dodatkowo przygotowało warunki zabudowy dla biurowca z garażem podziemnym. Całość chce sprzedać za blisko 7 mln 200 tys. zł. Decyzję w tej sprawie podejmą radni na jutrzejszej sesji Rady Miasta. Podobnie jak dla sprzedaży nieruchomości przy ul Twardowskiego 51 (za 1 mln 200 tys. zł) i przy ul. Strzelców (za 3 mln 800 tys. zł).

Przy Wita Stwosza stoi zrujnowany budynek, ale rośnie też sporo drzew. To teren zielony, choć niezagospodarowany. Teren przy Strzelców (na przeciwko komisariatu policji) jest prawie pusty, rośnie tam trawa i trochę drzew. Obok znajduje się wybieg dla psów. Teren objęty jest planem miejscowym, który dopuszcza zabudowę usługową, obiekty małej architektury czy parking. Dla rejonu ulicy Twardowskiego 51 też obowiązuje plan miejscowy. Na działce, którą miasto chce sprzedać może powstać zabudowa biurowa lub wielorodzinna.

Radny miejski Dominik Jaśkowiec uważa, że miasto nie potrafi dobrze gospodarować nieruchomościami w Krakowie.

- Prawie w ogóle nie korzystamy z ustawy o gospodarce nieruchomościami i nie stosujemy wywłaszczeń za odszkodowanie. Miasto potrafi tylko sprzedawać, czasami bez zastanowienia - uważa radny.

Część gruntów miasto mogłoby też dzierżawić, a nie sprzedawać. Urzędnicy ripostują, że nikt nie będzie inwestował w nie swój grunt. Ale to nie zawsze jest prawda, bo przy długiej, wieloletniej dzierżawie, dana inwestycja i tak może się zwrócić. Inny pomysł ma szef komisji planowania w Radzie Miasta, Grzegorz Stawowy.

- Powinien istnieć bank gruntów gminy, gdzie część byłaby niesprzedawalna. Tam trafiałyby też grunty, które służyłyby do zamiany. Teraz miasto nie kupuje i nie zamienia gruntów. Działa dopiero pod przymusem społecznym - dodaje.

Tak było na przykład z próbą sprzedaży ostatniej zielonej działki wśród blokowisk przy ul. Bochenka. Radni powiedzieli „nie”, bo wcześniej mocno przeciwko temu protestowali mieszkańcy.

WIDEO: Co Ty wiesz o Krakowie? - odcinek 1

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto