Kontrowersje wokół przetargu, jaki na 7 października wyznaczyła Stadnina Koni Michałów, powiat pińczowski. Ośrodek wystawił na sprzedaż 22 zwierzęta, w tym pięć źrebnych klaczy.

Na liście koni, które pójdą pod młotek, znalazło się 15 wałachów arabskich, w tym dwa po karierze wyścigowej, trzy klacze półkrwi oraz sześć klaczy arabskich – pięć z nich nosi potomstwo wybitnych polskich ogierów, między innymi takich jak Ekstern czy Equator.

Według ekspertów żal sprzedawać klacze zapłodnione przez tych arystokratów wśród koni, gdyż źrebięta mogą być bardzo cenne na rynku.

Jak dodają fachowcy, poprzez wyprzedaż zwierząt dwie państwowe stadniny próbują ratować swoje budżety po zakończonej niepowodzeniem aukcji Pride of Poland. Przypomnijmy – na 25 wystawionych koni sprzedano sześć, za które kupcy zapłacili 410 tysięcy euro. To najgorszy wynik od lat.

Maciej Paweł Grzechik, prezes Stadniny Koni Michałów, zarzuty uznaje za absurdalne. – Rocznie produkujemy 100 koni i tyle samo sztuk mamy do sprzedania. O tym, które sztuki idą pod młotek, decydują ludzie zatrudnieniu w Michałowie. Nikt inny. Tak było i tak jest teraz i nikt inny nie ma do tego prawa – wyjaśnia Maciej Paweł Grzechnik.

Jak podkreśla, stadnina wystawia na aukcję pięć klaczy zaźrebionych przez cenne ogiery w celu ułatwienia sprzedaży, ale większość sztuk, które będą na sprzedaż, to konie użytkowe. – Prowadzimy normalną działalność hodowlaną, która kończy się sprzedażą. Stadnina niczego nie musi odrabiać, ponieważ dzięki sprawnej pracy i zorganizowaniu niespotykanych wcześniej w Michałowie aukcji w postaci licytacji, a nie ukrytych przetargów kopertowych, osiągnęliśmy zysk, mamy płynność i zapasy – mówi Maciej Paweł Grzechnik.

- Liczę na zainteresowanie przetargiem, choć uważam, że systematyczna w ostatnim okresie deprecjacja znaczenia wartości polskiej hodowli już powoduje zamieszanie, a przez to zmniejszenie zainteresowania polskimi końmi – dodaje prezes.