Rolnictwo. W gminie Charsznica uprawy kapusty zajmują ponad 1,5 tysiąca hektarów. Warzywa trafiają do sklepów i na place targowe. Ale na rynku odbiorców pojawiła się nowa grupa - firmy garmażeryjne. Charsznickie Dni Kapusty już dzisiaj i jutro.

W kapuścianej stolicy Polski funkcjonują już nie tylko gospodarstwa. Rolnicy coraz częściej stawiają na przedsiębiorstwa.

Stawiają na woreczki z surówkami i farsz

- Teraz sam surowiec nie da pieniędzy. Liczy się gotowy produkt finalny, bo to on przynosi zysk. Dlatego produkcja woreczków z kapustą, z surówkami jest w naszym regionie popularna.

Jeden z mieszkańców robi farsz do pierogów czy krokietów, który dostarczany jest do firm gastronomicznych. Jestem dumny z tego, że rolnicy z naszej gminy poradzili sobie z wkraczaniem w przedsiębiorczość - podkreśla wójt Jan Żebrak.

Jego zdaniem lepsze szanse na przetrwanie mają większe gospodarstwa i te zmechanizowane. Tym bardziej, że rąk do pracy brakuje, bo jest ona sezonowa. - Nikt nie będzie czekał cały rok, żeby we wrześniu i październiku przyjść na zbiory - mówi wójt. A młodzi coraz częściej wybierają pracę zawodową, a nie tę w rolnictwie.

Dlatego ratunkiem ma być mechanizacja. - Jeżeli jest kombajn, to w dwie osoby jest się w stanie w ciągu dnia zebrać towar do 30-tonowego silosu. Jeśli gospodarstwo nie jest zmechanizowane, przy zbiorach może pracować i dziesięć osób, a przygotowanie silosu zajmie im dwa dni - wylicza Jan Żebrak.

Zbiory będą dobre

Żniwa kapuściane właśnie ruszyły. W tym roku gospodarze nie narzekają na plony. - Zapowiadają się dobre - zaznacza Ewa Pietrzyk z Tczycy, tegoroczna Królowa Kapusty. Wraz z mężem prowadzą kilkuhektarowe gospodarstwo. - Mierzymy siły na zamiary. Kapustę sprzedajemy na lokalnym rynku, mamy swoich odbiorców - mówi.

Z kolei Jakub Kruszec z Miechowa-Charsznicy, który już w niedzielę otrzyma insygnia Króla Kapusty, przyznaje, że zbiory mogą być dobre, choć - ze względu na suszę - niższe niż w Wielkopolsce, która również jest zagłębiem kapuścianym.

Wójt Jan Żebrak zauważa jednak, że w tym roku nasadzeń było mniej niż w poprzednim.

Ceny na razie niskie

Ewa Pietrzyk liczy, że w tym roku cena za kapustę będzie wyższa niż ta w ubiegłym roku. Ale, jak zauważa Jakub Kruszec, na razie jest niska. Rolnik za kilogram kapusty otrzyma 20 groszy, a w sklepie ta cena osiągnie i 2 zł. - A za kilogram kiszonej kapusty dostajemy 50 groszy. Natomiast w markecie, za 650 gramów, płaci się 4 złote 50 groszy - podkreśla Jakub Kruszec. Przyznaje, że jeszcze kilkanaście lat temu sytuacja wyglądała inaczej - warzywa były droższe, a cena za nawozy i paliwo niższa.

Wraz z żoną ma 30-hektarowe gospodarstwo, w którym - oprócz kapusty - uprawia ziemniaki i pszenicę. Bardziej opłacalna jest produkcja kapusty, która trafia nie tylko na tzw. świeży rynek, ale i do przechowalni.

Wójt Jan Żebrak przyznaje, że choć na placach ceny są lepsze niż np. w skupach, to na tych pierwszych sprzedają już nieliczni. - Taki handel przejdzie powoli do historii. By mieć zysk, trzeba mieć więcej towaru i stałych odbiorców - uważa.

Ewa Pietrzyk jest przekonana, że w gospodarce mniejsze gospodarstwa też są potrzebne. - Są częścią rozwoju gminy. Będziemy nadal prowadzić nasze, bo to jest taki region, gdzie uprawia się kapustę. Cieszę się, że zostałam dostrzeżona i wytypowano mnie w tym roku na królową. Choć lepiej czuję się w roli osoby, która cichutko wycina kapustę niż niskoareałowej plantatorki - śmieje się.

Kapusta króluje nie tylko w polach, ale i na talerzach. Gospodarzom jeszcze się nie znudziła. - Najczęściej robię gołąbki ze świeżej kapusty, a jesienią - bigos i kapustę kiszoną. Robię też przetwory do słoików, czyli białą kapustę z papryką. Jest pyszna. Tu przepisy są przekazywane z matki na córkę. Od zawsze jadło się tu dania z kapusty i nadal będzie się jadło. Taki region - zaznacza pani Ewa.

A bigosu nie zabraknie na tegorocznych Dniach Kapusty, które zaczynają sie już dziś.

Kapusta w sporze z plebanem
Gminny Ośrodek Kultury w Charsznicy dotarł, jak podkreślają pracownicy, do sensacyjnego odkrycia. Okazuje się, że mieszkańcy tego terenu kapustę uprawiali już w czasach Jagiellonów. Tę informację znaleziono w Słowniku Historyczno-Geograficznym Ziem Polskich w średniowieczu.

Co ciekawe, wzmianka o kapuście pojawia się w opisie sporu o kościół parafialny w Chodowie między plebanem z Chodowa a prepozytami z Miechowa i Krakowa oraz Maciejem z Miechowa, ówczesnym włodarzem klasztoru miechowskiego. Wynika z niej, że w 1438 roku pleban został wyrzucony przez kanoników. Spór dotyczył także dochodów dobrodzieja, w tym m.in. beczki kiszonej kapusty. Ostatecznie nakazano przywrócenie kościoła oraz zagarniętego uposażenia i mienia plebanowi.

Informacja zobrazowana jest ilustracją ukazującą zbiory kapusty w XV wieku.

(MAU)

WIDEO: Magnes. Kultura Gazura - odcinek 20

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto