(© Polskapresse)
2010-07-29 21:13:40, aktualizacja: 2010-08-02 07:41:02
Dlaczego porzucił aktorstwo i jak mu idzie w biznesie? Co dają pieniądze i jak się je robi? Kiedy się jest prawdziwie wolnym, a co zniewala? O co pytają go biznesmeni? No i jakie miejsce w jego życiu zajmuje wino, którego jest znawcą nieprzeciętnym? - opowiada Marek Kondrat w rozmowie z Ryszardą Wojciechowską.
O czym przy dobrym winie nie wypada rozmawiać?
Nie ma tematów tabu.
O polityce i pieniądzach też można?
O wszystkim można. Ale wino jest przyjazne, tolerancyjne. Sprzyja człowiekowi. Ono nas oddala od takich głupich tematów jak polityka czy pieniądze. Polityka mało jednoczy ludzi przy stole. Tak samo bywa z pieniędzmi. O pieniądzach w świecie wina nikt nie rozmawia. One są lub ich nie ma. Ale o czym tu gadać? Dla ludzi, którzy tworzą wino, jedynym panem jest natura, odpowiednia ilość słońca i brak deszczu w porze zbiorów. To fantastyczne.
Jestem człowiekiem skromnym i skromnie żyjącym. Biznes mnie dyscyplinuje. Ile włożę, zainwestuję, tyle wyjmę
Można teraz Panu pozazdrościć takiej lekkości bytu. Trzeba sobie na nią jakoś szczególnie zasłużyć?
Trzeba coś w życiu wybrać. Raz się zdecydować. Od paru lat mam do czynienia z ludźmi zamożnymi, których odwiedzam z moim bankiem. To osoby, które skorzystały z nowej oferty naszej ojczyzny. Ujawniły swoje talenty, pracowitość. I kiedy im opowiadam o moich winach, a to jest właściwie opowieść o życiu tak naprawdę, słyszę od nich: Wie pan, ja już od jakiegoś czasu myślę, żeby się oderwać od tego, co robię. Żeby w sposób przyjemniejszy konsumować to, na co zapracowałem.
Więc jak to zrobić? Jak wybrać?
To jest zawsze moment. Ja byłem na państwowej pensji przez 10 lat, do 1982 roku. A potem puściłem się na swoje, ponieważ wolność jest imperatywem głównym mojego życia. Kiedy stwierdziłem, że świat dookoła mnie się zmienił i wraz z nim zmieniają się moje relacje emocjonalne, zacząłem szukać dla siebie takich relacji, które mnie będą inspirować. Szukałem czegoś, co sprawi, że być może uda mi się poskromić demona czasu. I tak się stało. Wino jest - jak by tu pani powiedzieć - twórczością powtarzalną. Ono zawsze kwitnie, owocuje. I zbiera się je o tej samej porze, z przesunięciem może do kilku dni. To daje poczucie takiego bezpieczeństwa jak wszystko, co jest powtarzalne.
I nie żal trochę tamtego aktorskiego życia?
Zupełnie go nie żałuję. Ono dominowało kiedyś i potem straciło swoją dominację.
Żadnych blasków z czasów aktorstwa?
Nie mam pokus ani chęci. Doskonale się teraz czuję na widowni, w teatrze czy w kinie, patrząc na swoich kolegów. Jestem na swoim miejscu. Odnalezienie tego miejsca jest rzeczą fundamentalną. To nie znaczy, że wszyscy muszą szukać. Jestem daleki od wyborów globalnych i od tego, że wszyscy coś musimy. Nie. Ja staram się iść drogą, którą mi podpowiada własna natura. I cześć. Wraz z każdym nowym miejscem winiarskim przybywa mi przyjaciół. Staram się ich zrozumieć. Wczuć się w odmienność klimatu. Wszyscy jesteśmy do siebie podobni. Wszyscy oczekujemy tego samego od życia. I wbrew pozorom bardzo podobnie je przeżywamy. Im mniej w nim gwałtowności i niepokojów, nad którymi nie potrafimy zapanować, tym lepiej dla nas. Skoro ostateczny moment jest wyznaczony mniej więcej dla każdego, to nie trzeba się tak strasznie szarpać. Jest naprawdę wiele przyjemności, które pozwalają ten moment oddalić.
Jadąc na to spotkanie, pomyślałam - a co by powiedział Pana tata na ten wybór?
To miło, że pani o tym pomyślała...
Ale powiem Panu, dlaczego tak pomyślałam. Bo to był aktor [Tadeusz Kondrat - dop. aut.] z pokolenia, które żyło tak, żeby grać aż do śmierci.
Wiem. Proszę pamiętać, że ja się urodziłem na trzecim piętrze Teatru Starego w Krakowie. Żyłem w atmosferze teatru, i to tego przebranego w kostium, charakteryzację. Bywałem w dwóch domach - wyimaginowanym i prawdziwym, który nigdy do końca prawdziwy nie był. Tam była mama, która dbała o dom, ale ojciec zawsze bujał między tymi dwoma światami. One były zresztą tak uwodne, że i mnie skierowały w końcu w te same koleiny. Wybrałem szkołę teatralną. I wszystkie następstwa tego wyboru trwały przez następnych kilkadziesiąt lat mojego życia.
Ale już wiem, że nie tęskni Pan do tych lat.
I ich nie przekreślam. Ja temu czasowi zawdzięczam bardzo dużo. Ale on miał swój finał. I cześć. Gdybym dzisiaj z ojcem - jak pani była łaskawa wspomnieć - o tym rozmawiał... Ale nigdy nie udało mi się z nim tak blisko o podobnych sprawach pogadać. Dzisiaj bym mu powiedział, że są jeszcze inne dziedziny. Ale w tamtej epoce nie było innych dziedzin.
Więcej w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub na prasa24.pl
Wszystkie komentarze »
Komentarze (19)
HIPOKRYTA do kwadratu!
czytacz
04.08.10, 23:56:42
"Sprzyja człowiekowi. Ono nas oddala od takich głupich tematów jak polityka czy pieniądze." - Śmierdzi hipokryzją i traktowaniem czytelnika jako idioty na kilometr! Wszystko, bez wyjątku co ten pan robił w swoim życiu było motywowane szmalem, a gdy się trochę lepiej poczuł postanowil pobawić się w politykę. Nikt mu tego nie broni, ale po cholerę rżnie głupa i bawi się w moralistę? Jego pożal się Boże "poglądy" potrzebne nam są jak zającowi dzwonek!
basia1
zniesmaczony
04.08.10, 21:04:42
Przykre,ale w ostatnich latach moralność w narodzie upadła,liczy się tylko kasa(jak czasy "Ojca Goriot").
Jedzie na Palikocie!
NorvidNH
01.08.10, 10:29:40
Oddał ostatni grosz rozsądku na Palikotystów z Obornik!
rzepie kasę jak każdy kiepściak z sumieniem pierwotniak na straganie z PEŁO!
Pan jestes nikim
waldi
01.08.10, 03:13:28
Nie zgrywaj pan wariata.To calowanie wd..e Donka bokiem panu wyjdzie.Jestes pan naszym"starszym bratem",wiec nic nie rozni pana od Bartoszewskiego i Wajdy.A te reklamy z banku POtworne.