Małopolska strategia gospodarki odpadami zakłada jeszcze w tym roku likwidację większości małych wysypisk, które nie spełniają rygorystycznych unijnych norm ochrony środowiska. W województwie ma pozostać tylko 9 wysypisk - w tym sądeckie. 30 ma zniknąć.
Pierwsze, już w tym miesiącu, przestanie przyjmować odpady składowisko w Muszynie. Ten sam los spotka składowiska krynickie, starosądeckie,
podegrodzkie. Nowosądeckie wysypisko nie będzie w stanie przyjąć wszystkich śmieci, zatem z wielu miejsc konieczne będzie wożenie ich daleko w Polskę...
Po zamknięciu składowiska w nadpopradzkiej gminie odpady z Muszyny i okolic pojadą prawdopodobnie na Śląsk. Dla ludzi oznacza to podwyżkę cen za wywóz śmieci, ale akurat mieszkańcy Muszyny nie powinni mieć o to dużych pretensji. Są szczęściarzami, którzy płacą wręcz symboliczny - kilkuzłotowy - miesięczny ryczałt za odbiór przez gminne służby dowolnej ilości śmieci. Dla porównania, sądeczanie płacą 11-18 zł za odbiór tylko jednego 120-litrowego kubełka.
Problem mamy jednak wszyscy. Bo na sądeckim wysypisku, wypełnionym już do połowy, też za kilka lat zabraknie miejsca, a Unia Europejska żąda od nas cywilizacyjnego skoku w śmieciowej dziedzinie. Składowisk ma być mało, a śmieci mają znikać w kompostowniach i nowoczesnych spalarniach, które u Lachów budzą niechęć i strach.
Był pomysł budowy takiej spalarni w gminie Łabowa. Mieszkańcy oprotestowali inicjatywę wójta i kanadyjskiego inwestora. Skończyło się wnioskiem o referendum w sprawie odwołania całej rady, której ten pomysł się podobał.
- Do 2012 roku mają zniknąć wysypiska w gminach uzdrowiskowych. Wkrótce wszyscy staniemy przed koniecznością systemowego rozwiązania w zakresie sortowania odpadów, budowy kompostowni i spalarni, bo ceny za śmieci będą drastycznie rosnąć - prognozuje Jan Golba, burmistrz Muszyny. Podkreśla, że podwyżki za odbiór śmieci w jego gminie będą, ale stopniowe.
Wójt Podegrodzia Stanisław Łatka będzie próbował jak najdłużej utrzymać gminne wysypisko. - Słyszałem, że i ono przeznaczone jest do likwidacji, ale staramy się spełniać wymogi i jak najdłużej działać - mówi. Przyznaje także otwarcie, że aby uniknąć zaśmiecenia gminy, pozwala, wbrew przepisom, aby ludzie sami przywozili śmieci na składowisko. Płacą wówczas ok. 120 zł za tonę, unikając wysokich marż firm odbierających śmieci.
- Mamy jeszcze miejsce. Może pozwolą nam je wypełnić - nie traci nadziei wójt Podegrodzia.