Przeanalizowano setki stron akt. W środę (10. 03) właśnie zapadł wyrok pierwszej instancji w sprawie członków zarządu Wytwórni Silników Wysokoprężnych Andoria S.A. w Andrychowie.
Tadeusz S., Antoni W., Grzegorz G. i Roman P. oskarżeni byli m.in. o to, że w latach 2001/2002 naruszyli prawa pracownicze, nie odprowadzając składek ZUS na łączną kwotę 7,4 miliona złotych oraz o przywłaszczenie tych pieniędzy. Sąd jednak nie dopatrzył się tu winy oskarżonych.
- Andoria w tych latach była w dramatycznej sytuacji. Po odejściu Daewoo spółka nagle straciła wszystkie rynki zbytu. Nie ogłoszono upadłości, zarząd bowiem nie chciał pozbawiać
tak wielu ludzi pracy i podjęła decyzję, by utrzymać produkcję - tłumaczył Jerzy Bakunowicz, sędzia prowadzący tę sprawę.Według wyjaśnień oskarżonych, którym sąd dał wiarę, cały dochód uzyskany przez spółkę, szedł na pozyskanie niezbędnych elementów do dalszej produkcji.
Firma zaś chcąc wybrnąć z trudnej sytuacji, wypłacała pracownikom tylko wynagrodzenie netto. - Reszta działa się tylko na papierze. Składki były wyliczane, ale ich nie odprowadzano do ZUS, bo spółka tych pieniędzy nie miała, a skoro tak, to nie może być też mowy o ich przywłaszczeniu - wyjaśniał sędzia. Zdaniem sądu prawa pracownicze przez ówczesnych członków zarządu, też nie były uporczywie łamane.
- Oskarżeni prowadzili bowiem rozmowy z ZUS o trudnej sytuacji w spółce. Z opóźnieniem, ale w miarę możliwość, spłacili znaczną część zaległych świadczeń - wyjaśniał sędzia Bakunowicz.
Jednak dwaj byli prezesi andrychowskiej spółki poniosą odpowiedzialność karną.
Wyrok sześciu miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata usłyszał Antoni W. Sąd uznał, że działał on na niekorzyść spółki. Antoni W. podjął bowiem uchwałę o podwyższeniu kapitału Andorii o 128 udziałów uprzywilejowanych, których nabywcy przejęli kontrolę nad spółką będącą własnością pracowników. sprawił, że kontrolę nad spółką przejął nagle ktoś inny i tym samym zadziała na szkodę Andorii.
Taki sam wyrok usłyszał Tadeusz S. Sąd uznał, że oskarżony podejmując decyzje o spłacie długu 76 tys. zł wobec związków za zaległe składki związkowe sam wybierał, którym oddać pieniądze, a którym nie. Dlatego też związki, na których konto pieniądze nie wpłynęły były poszkodowane.
Z wyroku sądu nie jest zadowolony Edward Karelus, były szef NSZZ "Solidarność" w Andorii S.A., który z nadzieją czekał na jego odczyt. - Sądziłem, że doprowadzenie zakładu do ruiny nikomu nie ujedzie na sucho - komentuje Edward Karelus, który w tym zakładzie przepracował 38 lat. Rozczarowania nie krył też inny były pracownik Andorii Piotr Nowak. - Zniszczyli zakład, a teraz wyszło na to, że medal im się należy. To niedorzeczne - mówi Nowak.
Wyrok nie jest jednak prawomocny. Prokurator zapowiada apelację.