PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

piątek 30 lipca 2010 r. imieniny obchodzą: Ludmiła, Julita, Piotr

Przy stole cementują rodzinne więzi

Przy stole cementują rodzinne więzi

Grażyna i Andrzej Starowiczowie razem prowadzą rodzinną cukiernię (© Adam Wojnar)

Gazeta Krakowska Barbara Sobańska

2010-02-20 12:32:47, aktualizacja: 2010-02-20 12:32:47

Grażyna i Andrzej Starowiczowie na prywatny, rodzinny użytek mają inne imiona: Jola i Wojtek. Razem prowadzą cukiernię przy ul. Stradom 7 w Krakowie, którą przejęli po rodzicach Andrzeja. Marzą o tym, by któreś z ich dzieci kontynuowało rodzinny biznes, ale na razie córka poświęciła się nauce, a syn założył własną firmę - mówią Barbarze Sobańskiej

Grażyna Starowicz

Andrzej jest wulkanem energii. Nie znosi bezczynnego siedzenia! Dlatego nie można się z nim nudzić. Jesteśmy razem 24 godziny na dobę - w domu i w pracy. Znajomi się dziwią, jak to wytrzymujemy, ale my dajemy radę. Nawet na urlopy jeździmy razem.

Tylko jeden spędziliśmy osobno. Córka była na stypendium w Neapolu i mieliśmy jechać wszyscy razem na wakacje na Sycylię. Ale akurat podniesiono nam czynsz i nie mogliśmy zamknąć cukierni nawet na dwa tygodnie, bo to mogłoby się zakończyć upadkiem firmy.

Tradycją w naszym domu są rodzinne obiady. Dopóki żyli rodzice Andrzeja, wspólny obiad był codziennie.

Teraz spotykamy się przy stole w każdą niedzielę. Stół scala i łączy rodzinę. Dowiadujemy się, co u kogo słychać, co się dzieje.

Córka Kasia ma własną rodzinę - męża i dwuletniego synka. Syn Wojtek też ma swoje życie, własne problemy. Na te niedzielne obiady przychodzą też moja mama, siostra męża i nasz daleki niepełnosprawny krewny, który nie ma nikogo bliskiego poza nami. Dla mnie obiad na 10 osób to normalka.

Gotuję ja. Mąż do kuchni się nie wtrąca. Mamy ścisły podział obowiązków, w myśl zasady, że dwuwładza nie jest dobra. W domu prym wiodę ja, a w pracowni władzę niepodzielną dzierży mąż.
Obiad zaczynam przyrządzać w sobotę, a w niedzielę nieco wcześniej przychodzą moja mama i córka i pomagają dokończyć dzieła.

Wcześniej w naszej kuchni królowały mięsa - kotlety de volaille czy eskalopki. Teraz jemy lżejsze potrawy, mniej kaloryczne. Ale gdy ktoś ma jakąś kulinarną zachciankę, spełniam ją z przyjemnością. Ostatnio mamę wzięło na najzwyklejsze w świecie kotlety z kapustą zasmażaną. Proszę bardzo!

Desery zawsze przynosimy z cukierni. Mamy taką zasadę, której nauczyli nas rodzice Andrzeja, że najładniejsze kawałki dostają klienci, a my zadowalamy się tymi uszkodzonymi. Nie robimy w domu żadnych ekstradeserów, bo te z cukierni są przepyszne.

Receptury Andrzej sam wymyśla. Ma do tego prawdziwy talent. Beza z kawą powstała na bazie tortu, który był zawsze specjalnością jego siostry. Wszyscy zachwycaliśmy się jego smakiem, ale niestety w wersji oryginalnej nie nadawał się do sprzedaży.

Andrzej myślał, kombinował i ułożył składniki jeden na drugim. Ciastko okazało się hitem. Niby żaden rarytas, proste w wykonaniu, a ludziom tak smakuje... Mamy takiego klienta, który codziennie przyjeżdża samochodem po jedną bezę z kawą. Pewnego razu Andrzej zaproponował mu, żeby kupił dwie i oszczędził drogi. Powiedział, że nie, bo gdyby kupił dwie, obie by zjadł. A chce poprzestać na jednej.

Ciastko "Dzwon Zygmunta" ma jeszcze ciekawszą historię. Dowodzi polotu i ambicji Andrzeja. Pewnej niedzieli przyszedł do cukierni klient i zaczął narzekać, że warszawscy cukiernicy ciągle coś nowego wymyślają, choćby ciastko "Kolumna Zygmunta", a w Krakowie twórczy marazm. Andrzej kazał mu chwilę poczekać i na jego oczach stworzył ciastko.

Wziął dwie bezy, złożył, posmarował kremem, zanurzył w bitej śmietanie i posypał wiórkami migdałowymi - proszę bardzo. Potem udoskonalił ten przepis z pracownikami i dziś sprzedajemy ciastko pod nazwą "Dzwon Zygmunta".

Ciastko "Bona" to znowu beza na cieście ptysiowym z lekkim kremem waniliowym i - jak Andrzej żartobliwie mówi: dookoła "ogórki", czyli kiwi, a od góry "włoszczyzna" - w lecie maliny i jagody, a zimą winogrona i brzoskwinie. Te pomysły wszyscy testujemy. Nie jestem ostrym krytykiem. Wyroby męża zawsze mi smakują!
strona: 1 z 2 »

Reklama

Gazeta Krakowska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy