Polska, imperium, które upadło, bo nie chciało już podbijać...

    Polska, imperium, które upadło, bo nie chciało już podbijać świata

    Marta Paluch

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Fragment obrazu „Hetman Żółkiewski z husarią” Wojciecha Kossaka. Hetman w 1610 r. zajął na dwa lata Moskwę.

    Fragment obrazu „Hetman Żółkiewski z husarią” Wojciecha Kossaka. Hetman w 1610 r. zajął na dwa lata Moskwę.

    Polacy mieli w swoich rękach Berlin, Moskwę, Kijów, Odessę, a nawet karaibską wyspę Tobago. - Byliśmy mocarstwem - mówi Michael Morys-Twarowski, autor książki „Polskie imperium”.
    Fragment obrazu „Hetman Żółkiewski z husarią” Wojciecha Kossaka. Hetman w 1610 r. zajął na dwa lata Moskwę.

    Fragment obrazu „Hetman Żółkiewski z husarią” Wojciecha Kossaka. Hetman w 1610 r. zajął na dwa lata Moskwę.

    Byliśmy imperium, prawda?
    Tak, chociaż Polski nikt tak raczej nie nazywał. Może dlatego, że to słowo kojarzy się raczej z tyranią, podbojem - jak rosyjskie imperium Romanowów. Nasi władcy przyjęli inną taktykę: często przyłączali nowe tereny bezkrwawo. I w przeciwieństwie np. do imperium Habsburgów, nigdy nie narzucali wiary katolickiej na zdobytych terenach. Nie próbowaliśmy stworzyć karnych poddanych, narzucając im nasze wyznanie.
    Istniały w Rzeczpospolitej meczety, protestanci zasiadali w Sejmie, przez większość czasu w spokoju żyli prawosławni, Żydzi. Budowaliśmy imperium wokół, mówiąc dzisiejszym językiem, praw obywatelskich, a nie wokół monarchy. To przypomina etos XVIII-wiecznych Stanów Zjednoczonych. Choć musimy oczywiście pamiętać, że prawa obywatelskie w Polsce przysługiwały tylko szlacheckiej mniejszości.

    Cofnijmy się do naszych pierwszych zdobyczy. Berlin leżał kiedyś w granicach Polski!
    I tu też najazdu nie było. Dokonał tego Jaksa z Miechowa, polski możnowładca. Tak się złożyło, że miał on prawa do tronu słowiańskiego, niezależnego państwa Stodoran - nabył je w 1150 r. po śmierci swojego krewniaka, księcia Przybysława. Państwo to zajmowało wówczas okolice dzisiejszego Berlina i ciągnęło się jeszcze dalej na zachód. Z pomocą Polaków Jaksa objął tam tron i pozostawał lennikiem polskich książąt. Jego ostatnią siedzibą był Kopnik (Kopanica), dzisiejsze przedmieście Berlina. To było państwo pod polską kontrolą. Sam Jaksa to niezwykła postać. Historycy do dziś toczą spory, ilu było Jaksów: jeden, dwóch czy… może pięciu. Ja skłaniam się ku twierdzeniu, że był jeden. Miał tylko niezwykle barwny życiorys. Był jednym z najbogatszych Polaków, niczego mu nie brakowało. Mimo to ruszył na ryzykowną wyprawę, żeby objąć tron Stodoran. Odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej, spiskował przeciwko księciu Bolesławowi Kędzierzawemu… Sprowadził też bożogrobców do Miechowa. W okolicach Berlina utrzymaliśmy się do 1176 r., do śmierci Jaksy. Już nigdy nie byliśmy tak daleko na zachodzie. Potem Polska stwierdziła, słusznie zresztą, że o wiele łatwiejszym kierunkiem ekspansji jest wschód i południowy wschód.

    Bolesław Chrobry już w XI wieku zdobył Kijów.
    Długo tam nie zabawił - zaledwie rok, ale miasto zdobył, i to bez przelewu krwi, bo widząc jego wojska, obrońcy otwarli bramy na oścież. Doszli do wniosku, że tak będzie dla nich lepiej.

    Chrobry zgwałcił i zniewolił kijowską księżniczkę Przecławę?
    Czy Chrobry dopuścił się gwałtu na ruskiej księżniczce, to kwestia sporna. Żył z nią w konkubinacie, na co wskazują źródła. Tereny należące dziś do Ukrainy zajął na dłużej Kazimierz Wielki, a w skład państwa polskiego na stałe weszły za panowania Jadwigi i Jagiełły.

    Mieliśmy też Krym...
    Mieliśmy. A właściwie przejęliśmy nad nim kontrolę. Chodzi o Kaffę, która obecnie nazywa się Teodozja. Była wielkim, portowym miastem. Pod względem potencjału biznesowego można porównać ją do dzisiejszego Singapuru. Kaffa była zagrożona przez Turków. Genueńczycy, którzy rządzili miastem, szukali protektora, którego Turcy baliby się zaatakować. Wybór padł na Kazimierza Jagiellończyka. Delegaci z Kaffy przyjechali do niego w 1462 r. i poprosili, by miasto znalazło się w granicach Polski jako protektorat. Zgodził się. W kontaktach z Turcją mówili dumnie: jesteśmy poddanymi polskiego króla. Szkoda, że polscy królowie, zajęci najpierw Krzyżakami, a później walką o koronę czeską, przegapili moment, i w 1475 r. Turcy zdobyli miasto. Polska miała też w innym miejscu historyczny dostęp do Morza Czarnego: od końca XIV wieku w granicach Królestwa Polskiego był port Chadżibej, dzisiejsza Odessa. Wtedy to była jeszcze niezbyt ważna osada.

    Za Jagiellonów trzęśliśmy Europą: mieliśmy królów w Polsce, na Węgrzech, w Czechach…
    I odwrotnie niż w XVIII wieku, to my narzucaliśmy władców innym państwom. Wymowny przykład: w 1490 r. o koronę węgierską rywalizowało dwóch polskich królewiczów: Władysław Jagiellończyk i Jan Olbracht. A na początku XVII wieku Rzeczpospolita miała obszar czterokrotnie większy niż dziś.

    Rosjanie do dziś nam pamiętają zajęcie Moskwy w 1610 roku.
    To było niesamowite. Hetman Żółkiewski jechał spod Smoleńska obleganego przez polskie wojska, po to tylko, by odeprzeć rosyjską odsiecz. Rosjanie mieli niesamowitą przewagę, około 7-krotną. Żółkiewski nie dość, że rozbił te siły, to jeszcze wszedł na Kreml. To miał być wstęp do rządów polskiego królewicza Władysława, który miał się stać carem rosyjskim. Ale w Moskwie utrzymać się nie udało. Zabrakło pieniędzy na utrzymanie armii polskiej. Poza tym, polskie podboje opierały się na tym, że podbici czuli swój interes, byli zainteresowani tym, co Rzeczpospolita mogła im dać: swobody i wolności obywatelskie, przywileje. Rosjanie nie byli tym zainteresowani. Wygonili nas z Moskwy.

    Natomiast ta oferta była atrakcyjniejsza dla elit dzisiejszych państw bałtyckich. Do wyboru mieli Rosję, rządzoną przez Iwana Groźnego i Szwecję. I np. Kurlandia od połowy XVI w. była lennikiem polskich królów - aż do rozbiorów.

    Marzyliśmy też o Karaibach?
    To było tak: Kurlandia (dzisiejsza zachodnia Łotwa) była lennem Polski i miała w posiadaniu wyspę Tobago na Karaibach (w l. 1642-90). Książę Kurlandii Jakub Kettler, polski lennik, prawdopodobnie usłyszał na zachodzie Europy o tej wyspie, której nie udało się skolonizować ani Anglikom, ani Holendrom. Była doskonale położona, bogata w zasoby (korzenie, cukier, tytoń), ale mieszkający tam Indianie byli bardzo bojowi. Mordowali europejskich osadników, nawet ich zjadali. Kettler najpierw wysyłał tam kryminalistów, myśląc, że dadzą radę. Nie udało się. Potem skierował na Karaiby kolejnych osadników i kazał im zachowywać poprawne stosunki z Indianami. Wtedy doszło do kolonizacji Tobago. Kettler chciał stworzyć trójkąt: Karaiby - ujście rzeki Gambia w Afryce Zachodniej - Europa. Z Afryki chciał sprowadzać niewolników.

    I mielibyśmy ten handel, jako Polska, na sumieniu?
    Tak. Kettler na szczęście handlował nimi tylko przez kilka lat. Znalazł wyspę u ujścia Gambii, dogadał się z afrykańskimi władcami i rozkręcił niewolniczy biznes. Kettler był raczej biznesmenem niż zdobywcą. Oczywiście, nie on łapał niewolników - pośrednikami w tym handlu byli afrykańscy władcy. Zresztą tubylcy bardzo sobie chwalili współpracę z Kurlandią. Później Anglicy z tej wyspy uczynili punkt przeładunkowy niewolników wysłanych za Atlantyk. Opisał to Alex Haley w powieści „Korzenie”. W 2011 r. władze Gambii na cześć jej bohatera nazwały dawną kurlandzką wyspę Kunta Kinteh.

    Rzeczpospolita, kilkakrotnie większa od dzisiejszej, to był kolos na glinianych nogach?
    Każde imperium ma swój okres rozwoju i upadku. W XV-XVI w. byliśmy potęgą.

    Rzeczpospolita upadła, bo stała się za duża?
    Odwrotnie. Imperium, które zaprzestaje ekspansji, zwija się z mapy. Moim zdaniem, po części to pacyfistyczna postawa szlachty w XVIII wieku zdecydowała o upadku: nie będziemy nikogo podbijać, nikomu się nie będziemy narażać, to wszyscy zostawią nas w spokoju. A nie zostawili. Zbyt długo za głównego wroga uważaliśmy Turcję. Tyle że jej kosztem wzmocniły się państwo Habsburgów i Imperium Rosyjskie. Skończyło się to tym, że nasze państwo, które bez przesady można nazwać imperium, zniknęło z mapy.

    Michael Morys-Twarowski. Absolwent prawa i amerykanistyki na UJ, doktor historii. Współautor trzech monografii i autor kilkudziesięciu publikacji naukowych, poświęconych głównie dziejom Śląska Cieszyńskiego. Właśnie ukazała się jego książka „Polskie imperium” (Znak).

    Czytaj treści premium w Gazecie Krakowskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo