PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

piątek 30 lipca 2010 r. imieniny obchodzą: Ludmiła, Julita, Piotr

Gazeta Krakowska » Magazyn » Artykuł

Dziury robią się z biurokracji

Dziury robią się z biurokracji

Czarna, smolista maź dymi i śmierdzi. Z taczek ląduje prosto w dziurze (© Andrzej Banaś)

Gazeta Krakowska Katarzyna Janiszewska

2010-03-05 16:00:12, aktualizacja: 2010-03-05 16:00:12

W życiu pewne są tylko podatki, śmierć i dziury w drogach! Przynajmniej w Krakowie. Każdego roku po zimie ulice wyglądają jak szwajcarski ser. Załatasz jedną wyrwę, zaraz wyskoczy w innym miejscu. To jak walka z wiatrakami.

Dziury robią się z biurokracji - tak mówią fachowcy, co się na robocie znają. Dziury były, są i będą. Bo być muszą. I na nic się tu zdadzą złorzeczenia kierowców. Ale zacznijmy od końca. Żeby załatać, trzeba najpierw równiutko asfalt piłą wyciąć, tak, żeby krawędzie były proste.

Później wykuć młotem pneumatycznym (uszy od tego hałasu urywa). I cały gruz miotełką, na bok. Po tych wszystkich przygotowaniach nie pozostaje już nic innego, jak wypełnić drogowy ubytek mieszanką kruszywa, lepiszcza i wypełniacza. Potocznie zwaną masą bitumiczną.

Wtorek, godz. 12.30. Pracownicy Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Inżynieryjnych naprawiają

dziurawy odcinek jezdni przy ul. Dobrego Pasterza. Od rana jeżdżą po całym mieście. Pięcioosobowa ekipa zużywa w ciągu dnia ok. 6, 7 ton asfaltu.

- Zwykle łatamy dziurę od razu, mamy obliczone, ile materiału potrzeba - opowiada Marek Żelazny, brygadzista. - Ale tu okazało się, że trzeba zdzierać asfalt do spodu, prawie dziewięć centymetrów. Musimy to łatać na dwa razy, wrócić wieczorem i położyć kolejną warstwę.

Wyrównywanie łat to najtrudniejszy etap. Gotowy asfalt, rozgrzany do 180 stopni C przyjeżdża w specjalnym kotle z wytwórni mas bitumicznych. Czarna, smolista maź, gdy tylko wylać ją na taczki, zaczyna dymić i śmierdzi. Z taczek wylewana jest do dziury, teraz jeszcze trzeba przygładzić ją tzw. kopytkiem, przysypać piaskiem i poczekać ok. pięciu godzin aż wszystko się zawiąże i wyschnie.

- Zwykle pracujemy w dzień, w nocy robimy ubytki w torowiskach - opowiada Żelazny. - Pod blokiem nocą nie da się kuć. Bo cisza nocna, zaraz się podnosi larum i policja przyjeżdża.
Te dziury są bardzo złośliwe i podstępne. Jak tylko załatać jedną, zaraz wyskakuje następna. Drogowcy wykazują się iście stoickim spokojem.
- Co robić - wzruszają ramionami - Tak być musi.
strona: 1 z 2 »

Reklama

Gazeta Krakowska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy