PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

czwartek 09 września 2010 r. imieniny obchodzą: Aldona, Piotr, Sergiusz

Gazeta Krakowska » Fakty24 » Artykuł

Krakowski pomnikowy kicz

Krakowski pomnikowy kicz

(© Robert Szwedowski)

Gazeta Krakowska Marek Lubaś-Harny

2010-07-30 16:00:50, aktualizacja: 2010-07-31 10:34:22

W historii Kościół był mecenasem wielu wielkich i oryginalnych twórców, choćby Michała Anioła czy Rafaela. Niestety, Kościół polski w ostatnim czasie nie potrafi się zdobyć na dzieła wybitne. Historia sztuki już dziś ma z tym problem. Nie potępiajmy przy tym zbyt pochopnie samych artystów, oni działają na zamówienie - twierdzi prof. Jacek Purchla.

Panie Profesorze, Kraków znowu wzbogacił się o nowy pomnik, tym razem Ignacego Paderewskiego, który odsłonięto w Ogrodzie Strzeleckim. Mamy tych pomników coraz więcej, ale ilość nie chce przejść w jakość. Już przy okazji osłonięcia pomnika Mickiewicza narzekano, że paskudny
No, może nie paskudny, ale rzeczywiście bardzo akademicki, słabo pasujący do kontekstu, jakim jest ten wspaniały plac, i w dodatku już wówczas artystycznie spóźniony.

Poprawy nie widać do dziś. Czy Kraków ma jakiegoś pecha do pomników?
Paderewski w Ogrodzie Strzeleckim jest kontynuacją tego, co się w Krakowie zaczęło dawno, dawno temu. To wiek

XIX był czasem, kiedy każdy szanujący się naród poprzez stawianie pomników budował swoją pamięć historyczną. Kraków, co warto przypomnieć, był wówczas jedynym dużym polskim miastem, w którym tę sztukę upamiętniania można było świadomie rozwijać, bo ani w carskiej Warszawie, ani w pruskim Poznaniu, ani nawet we Lwowie, stolicy Galicji, kosmopolitycznej metropolii, nie było do tego takiej atmosfery i warunków. Zaczęło się więc jeszcze w I połowie XIX wieku od sypania kopca Kościuszki, jako specyficznej formy pomnika, który miał być symbolem naszych wolnościowych marzeń i naszych niepodległościowych dążeń.

Kraków miał jakby patriotyczny obowiązek stawiania takich pomników, a nie innych?
Kraków na przełomie XIX i XX wieku pełnił funkcję duchowej stolicy narodu bez własnego państwa. Dlatego tak konsekwentnie realizowano w naszym mieście swoistą politykę historyczną, której narzędziem stały się pomniki bohaterów. Swoistym ukoronowaniem tego programu wprowadzania w przestrzeń miasta mitologii narodowej stało się odsłonięcie przed stu laty pomnika Grunwaldzkiego na placu Matejki. Nie przypadkiem też ten właśnie pomnik został zniszczony przez Niemców już jesienią 1939 roku. Hitlerowcy, którzy chcieli przekształcić Kraków w "starodawne niemieckie miasto", zaczęli od niszczenia symboli polskości, a więc naszych pomników: Jagiełły, Mickiewicza, Kościuszki.

Co po zakończeniu wojny znów nałożyło obowiązek odbudowy narodowych pamiątek?
Słusznie. Po drugiej wojnie światowej byliśmy przede wszystkim skoncentrowani na rekonstrukcji. Pomnik Mickiewicza powrócił na Rynek w roku 1955, a więc w stulecie śmierci wieszcza. Na początku lat 60. Kościuszko został przywrócony na Wawel, jako dar miasta Drezna. Wreszcie w roku 1976 odbudowano pomnik Grunwaldzki. Myślę, że jest on na swój sposób dziełem życia Mariana Koniecznego, który nie tylko rekonstruował pomnik Antoniego Wiwulskiego, ale też w twórczy sposób go zreinterepretował. Ta "polityka rekonstrukcyjna" petryfikowała przy tym coraz bardziej anachroniczną konwencję upamiętniania, której charakterystyczną cechą jest dosłowność.

W tamtym czasie powstawały jednak także gęsto pomniki nowej epoki.
To była swoista "jazda obowiązkowa". Po pierwsze, pomnik "Wyzwolicieli" w najbardziej prestiżowej części Plant tuż obok Barbakanu, co było swoistą prowokacją. Zwycięską Armię Czerwoną upamiętniał też pomnik Wdzięczności przy placu Inwalidów. W roku 1955 w Ogrodzie Strzeleckim na krótko usiedli na wspólnej ławeczce Lenin i Stalin. W końcu Lenin, już samotnie, pojawił się w alei Róż, a wjeżdżających do miasta od zachodu witał marszałek Koniew.

Tych pomników już nie ma, co świadczy, że znów jesteśmy w nowej epoce.
W nowej ideologicznie, ale jakby wciąż w starej formalnie. Okres PRL utrwalił, a nawet rozwinął, w rzeźbie pomnikowej manierę patetycznego realizmu. W tej kategorii krakowskie pomniki Lenina czy Koniewa uznać należy za wybitne przykłady. Choć po roku 1989 "były nie do uratowania", to boleję nad tym, że pozbyliśmy się ich tak łatwo, zamiast stworzyć w Krakowie ekspozycję rzeźby pomnikowej z "minionej epoki". "Szkoła leningradzka", której reprezentantem jest właśnie Marian Konieczny, odwoływała się do tradycji rzeźby XIX-wiecznej. I z tego nie wyzwoliliśmy się do dzisiaj, choć usunęliśmy Lenina i Koniewa.
strona: 1 z 2 »

Wszystkie komentarze »

Komentarze (4)

Sonda

Którego jeszcze z polityków lewicy widziałbyś w szeregach pracowników Kancelarii Prezydenta?

Reklama

Gazeta Krakowska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy