Zatrzymany mężczyzna miał pilnować konia 18 lutego, kiedy to doszło do wypadku. - Jak nam tłumaczył, przywiązał konia do żerdzi i poszedł karmić inne zwierzęta. Nagle z dachu zszedł śnieg, narobił się hałas, koń się wystraszył i uciekł mówi nadkom. Kazimierz Pietruch, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem.
Spłoszony koń z saniami wbiegł na stok i potrącił 60-letniego mieszkańca Zakopanego Andrzeja Bachledę. Początkowo potrącony twierdził, że czuje się dobrze. Szybko okazało się, że na skutek wypadku doznał obrzęku mózgu. Zmarł w krakowskim szpitalu 28 lutego.
44-letni mężczyzna tłumaczył policjantom, że nie
zgłosił się na policję, bowiem nic nie wiedział, że coś się stało. - Twierdzi, że pobiegł za koniem w znacznej odległości. Gdy dobiegł na miejsce wypadku, zastał wywrócone sanie i kobietę, która już trzymała konia. Niezatrzymywany przez nikogo zabrał konia i odszedł. Potem usłyszał od innych, że wszystko jest załatwione. Tak twierdzi relacjonuje Kazimierz Pietruch.
Zatrzymanym w piątek zajmie się prokuratura rejonowa w Zakopanem. Najprawdopodobniej śledczy postawią mu zarzut nieumyślnego spowodowania zagrożenia w ruchu na skutek czego doszło do śmierci innej osoby.