Gwiżdż pokazuje miejsce, przez które wdarli się sprawcy (© Stanisław Śmierciak)
Stanisław Śmierciak
2010-02-09 12:28:50, aktualizacja: 2010-02-09 12:37:27
Jest do wzięcia nagroda! Trzeba tylko pomóc w ujęciu sprawców włamania do sklepu i kantoru Mieczysława Gwiżdża przy ul. Lwowskiej w Nowym Sączu. Dokonano go nocą z zeszłej niedzieli na poniedziałek (31 stycznia na 1 lutego).
- To był skok przygotowany ze znakomitym rozeznaniem terenu - relacjonuje Gwiżdż. - Sprawcy przecięli kłódki i tak dostali się do pomieszczenia po dawno zlikwidowanej wypożyczalni kaset wideo, które sąsiaduje z moim sklepem i kantorem.
Niewidoczni z ulicy, dwoma dziesięciokilogramowymi młotami rozbili kawał muru. Potężnymi nożycami, o ramionach mających z metr długości, rozcięli grube blachy wmurowane w ścianę. Otwór był wystarczająco duży, by się dostać do wnętrza sklepu.
Gwiżdż uważa, że sprawcy mieli też przygotowany sprzęt do rozbijania sejfu. Były to kliny wykonane z resorów samochodowych. By cała operacja nie została dostrzeżona przez przypadkowego przechodnia lub kierowcę, włamywacze działający wewnątrz pawilonu handlowego utrzymywali łączność z kompanami czuwającymi na zewnątrz, najpewniej w samochodzie. Były to małe przenośne radiostacje. Skąd to wiadomo?
- Na miejscu zobaczyłem cały sprzęt porzucony przez sprawców - opowiada Mieczysław Gwiżdż. - Najwyraźniej uciekali w wielkim popłochu i pośpiechu. Złodziei spłoszyły systemy alarmowe, zamontowane w sklepie. Sygnalizator jednego z nich, ten zamontowany na zewnątrz i widoczny z ulicy, sprawcy zniszczyli.
Nadal działały jednak inne. Sygnały o włamaniu dotarły tam, gdzie trzeba. - Kiedy nadbiegałem z domu, który jest nieopodal, przed sklepem już zatrzymywały się przyjeżdżające z włączonymi sygnałami radiowozy policji, Straży Granicznej i firmy ochroniarskiej - opowiada Mieczysław Gwiżdż.
Wewnątrz sklepu było kompletne spustoszenie. Rozbijanie ściany powywracało regały z butelkami alkoholu. Rozbita była kasa fiskalna, splądrowana lodówka na zapleczu, jakby szukano w niej pieniędzy. Nienaruszony był tylko sejf.
- Przed ucieczką sprawcy zabrali z kasy fiskalnej 420 zł wieczornego utargu, a z podłogi dwie skrzynki z butelkami wódki żołądkowej - ujawnia właściciel sklepu. - Wszystko to jest mniej warte niż sprzęt użyty do włamania i porzucony podczas ucieczki.
Mieczysław Gwiżdż, niegdyś piłkarz Sandecji i krakowskiej Wisły, radny Nowego Sącza i twórca Stowarzyszenia Sądeczanie Razem, teraz kupiec, szef Związku Hodowców Gołębi Pocztowych oraz przewodniczący Zarządu Osiedla Barskie, ma pecha do włamywaczy. Przed kilkoma miesiącami wdarto się do jego domu, unosząc całkiem okazały łup.
Gwiżdż najbardziej żałuje pamiątkowej biżuterii żony i niektórych trofeów z czasu swej sportowej kariery. Sprawców tamtego włamania nie ujęto. Jest szansa, że tych, którzy przed tygodniem dokonali skoku na sklep i kantor Gwiżdża przy ul. Lwowskiej, uda się złapać, bo na miejscu przestępstwa pozostawili mnóstwo śladów. Policja zapewnia, że śledzwto prowadzone jest intensywnie.
Jeśli ktoś ma jakiekolwiek informacje dotyczące zdarzenia, proszony jest o kontakt pod nr. 997. Mieczysław Gwiżdż obiecuje gratyfikację finansową.