Skorośmy wszak wzięli początek od kilkuset osobników z wysuniętymi do przodu szczękami, to maleją szanse, że człek to owoc związku kazirodczego, było nie było, dekretowanego biblijnie. Gdzie jednak ten Mars, gdzie ta Wenus? - słusznie zapytacie. Ano, odpowiadam, tam, gdzie być powinny. Daleko (to chyba dobrze, bo jakby się zbliżyły, to zdaje się, że byłoby po nas). I ani mężczyzn, ani kobiet na nich
nie było. Różnice płci? O czym mowa. Świat się zmienia. Jedyne planety, na które faceci nigdy nie dolecą, to menstruacja, ciąża, poród i karmienie piersią. Aha, i wielokrotny orgazm (tego najbardziej szkoda). Za to międzygatunkowa konkwista kobiet jest w stanie podbić każdy męski zakątek.
Słynna planetarna metafora, zaczerpnięta z tytułu wydawniczego hitu (ciemny lud kupił i uwierzył, bo jest leniwy i woli patrzeć na świat cudzymi oczami), jest w stanie potwierdzić każdy funkcjonujący stereotyp. Na Marsie mieszkają zdobywcy, na Wenus ofiary niecierpliwie wyczekujące podboju. Na Marsie wiedzą, do czego służy śrubokręt, na Wenus tylko głupio na jego widok chichoczą. Na Marsie zarabia się pieniądze, na Wenus wydaje. Wiecie, to taka filozofia dla ubogich intelektualnie.
Wejdźcie choćby do pierwszej z brzegu galerii handlowej. Eleganccy kolesie suną od sklepu do sklepu. Z siatkami, siateczkami, pudełkami, bambetlami, butami, klapkami, perfumami, drobiazgami. Wilki wyprzedażowe. Nie dla żon kupują, tylko dla siebie. Sprint do wieszaków to już wcale nie jest domena bohaterek "Seksu w wielkim mieście".
Choć nie chcę generalizować - w Poroninie i jemu podobnych okolicach szoping to zapewne ciągle niemęska konkurencja. Globalnie jednak klasyczny podział ról, którego coraz mniej skutecznie pilnują kultura (z przyzwyczajenia) i religia (w obawie, że świadome własnych możliwości kobiety dokonają dywersji na tyłach rodziny), zanika. Ku chwale zdrowego rozsądku.
Kobiety zaczęły już nawet lać po domach mężów, pewnie w odwecie za wieki ucisku. Leją, i to jak! Wiem na własnym przykładzie. Dwukrotnie biłem się z żoną na pięści - uprzedzę, że dla żartu - i dwukrotnie przyjąłem na szczękę. Bolało. Powiecie, że ze mnie dupa, nie bokser (a raczej pięściarz, bo jak mawia legendarny w pewnych kręgach dziennikarz sportowy Wojciech Gorczyca, bokser to taki pies), i będziecie mieć świętą rację. Ale, na Muhammada Alego, jestem od niej 60 kg cięższy! Kłopot w tym, że pięści ma małe, szybkie i ich nie widziałem.
Płeć wcale nie determinuje zdolności. Statystki pewnie takiemu twierdzeniu zaprzeczą, ale wyrzućcie je czym prędzej do kosza. Bo skoro według nich chłopcy lepiej od dziewczynek uczą się przedmiotów ścisłych, to co zrobić ze Skłodowską-Curie? Usunąć z podręczników? Statystyki rodzą stereotypy, stereotypy rodzą dyskryminację. Jakbyście byli szefami firmy taksówkowej, mieli wolny etat kierowcy i dwóch kandydatów, kobietę i mężczyznę, to kogo byście wybrali? Otóż to. A dziewczyny właśnie zaczynają pukać do Formuły 1.
Dlatego zejdźta z Marsa, zejdźta z Wenus. Na Ziemię. Tu zaczyna być naprawdę normalnie.