PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

piątek 30 lipca 2010 r. imieniny obchodzą: Ludmiła, Julita, Piotr

Prohibicja. Jestem za, a nawet przeciw

Gazeta Krakowska Przemysław Franczak

2010-01-29 13:50:05, aktualizacja: 2010-03-22 15:37:36

Człowiek piszący w rubryce takiej jak ta, zwany dziwacznie felietonistą, powinien mieć poglądy wyraziste niczym twarz Angeliny Jolie, by spracowanym rodakom świat objaśniać, tudzież zmuszać ich do myślenia.

Tak więc ja, ku chwale ojczyzny i za parę złotych, co tydzień próbuję równo jechać po bandzie opinii. Niewymuszenie. Moja niania, pani Lodzia (tak się kiedyś mówiło na Leokadie, cóż poradzę), zawsze powtarzała, żem bestia despetna. Znaczy się, przekładając to na współczesny, lubię przeginać.
Dziś jednak, wybaczcie, nie mogę, dziś nie potrafię. Ni stąd ni zowąd stanąłem bowiem w szerokim rozkroku.

Wulgarnej
pozy nie przyjąłem na wieść o pomyśle legalizacji w Polsce bimbrownictwa, bo w tym wypadku pogląd mam jasny, wręcz przeźroczysty. Nareszcie jakaś pożyteczna ustawa! Niedaleko jednak padło sedno mej konfuzji od samogonu. W stan niezdecydowania wpędza mnie idea wprowadzenia zakazu spożywania alkoholu dla narciarzy. Jestem za, a nawet przeciw.

W teorii popieram ją całym sercem, bo trzy promile na dwóch deskach to minimum jedna ofiara. Jednak w praktyce podniebieniem i żołądkiem gorąco protestuję. No bo jak to? Siedzieć w barze na stoku i omiatać wzrokiem ośnieżone szczyty Tatr bez grzanego piwa w ręce?! Nie, to mi się w głowie nie mieści.

Byłem niedawno w Jurgowie. Wyjeżdżam krzesełkiem na górę i widzę pana Władka z wąsami (tak naprawdę nie wiem, jak mu na chrzcie dali, ale akuratnie na Władka mi pasował), który na świeżym powietrzu, przy minus 15, prowadzi małą gastronomię.

Stolik turystyczny, mały grill, termos. W menu oscypki spalone z jednej strony, zmrożone z drugiej, podrasowane lodowatą żurawiną. W tych warunkach pycha. Do tego letnia herbata, do której - gdy mrugnąłeś spod gogli - pan Władek dolewał zza pazuchy przepalankę. Nie żałował.

Mrugnąłem więc i ja, wychyliłem kubek patrząc na Hawrań z Muraniem i zaskakująco szybko uzyskałem niezbędną w narciarstwie giętkość kolan. Obu naraz, więc nie musiałem już pić na drugą nóżkę (i wy też tego nie róbcie). W każdym razie tak dobrego przejazdu nie zaliczyłem już dawno.

Z narciarską prohibicją mam spory problem. Równie dobrze można by zabronić picia alkoholu w rekreacjach takich jak gra w kręgle (Bóg jeden raczy wiedzieć, co po kilku mojito można sobie zrobić ciężką kulą) i w bilard (zdarzenie kij w oku widziałem na własne oko; to drugie rzecz jasna).

A jednak, nie kryjmy, niebezpieczeństwo jest spore, bo ufać Polakom, że będą znać umiar, to jak zawierzyć niewytresowanemu psu, że nie ruszy kości. Dlatego na razie wstrzymuję się, lecz tylko od głosu. A na stoku? Grzaniec raz!

Reklama

Gazeta Krakowska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy