Sprawdziliśmy, jak żyje się za 5 złotych dziennie

Sprawdziliśmy, jak żyje się za 5 złotych dziennie

Katarzyna Janiszewska

Gazeta Krakowska

Aktualizacja:

Gazeta Krakowska

2 miliony Polaków żyją poniżej granicy minimum egzystencji. Na jedzenie wydają grosze. Nasza reporterka sprawdziła, jak to jest.
Mój obiad: ziemniaki, pomidor, jajko sadzone, kefir

Mój obiad: ziemniaki, pomidor, jajko sadzone, kefir ©Andrzej Wiśniewski

Według Instytutu Pracy i Polityki Społecznej minimum egzystencji, czyli niezbędne, by przeżyć, wydatki na żywność, to 206 zł miesięcznie (6,60 zł dziennie). Emerytowi musi wystarczyć ok. 5,70 zł, czyli 177 zł miesięcznie.

Oficjalne statystyki mówią jednak, że poniżej tego poziomu żyje 6,7 proc. Polaków. To jakieś 2 miliony ludzi. Wydają na jedzenie ok. 5 zł dziennie - 35 zł tygodniowo. Na taki zasiłek żywnościowy z pomocy społecznej mogą też liczyć osoby bez dochodów. Czy za taką kwotę rzeczywiście można przeżyć? I jak to zrobić? Uczestnicy ruchu Live Below the Line (Życie pod Kreską) próbują przeżyć za sumy poniżej minimum egzystencji, by w ten sposób zwrócić uwagę na problem ubóstwa na świecie.

Ja też postanawiam spróbować, jak to jest.

Niedziela

Pierwsze oszczędne zakupy robię w Biedronce. Do koszyka wkładam jajka (10 sztuk za 4,79 zł), paczkę kaszy gryczanej (2,99 zł, za cztery woreczki), pomidory - mam szczęście, bo to ostatni dzień promocji i zamiast 3 zł za kilo płacę tylko 1,49. Zastanawiam się, czy nie wziąć więcej, na zapas, ale to chyba bez sensu, bo się zepsują. Dorzucam herbatniki czy raczej herbatniczki (0,99 zł), na pewno będę miała ochotę na coś słodkiego, a to najtańsza opcja. Żeby urozmaicić jadłospis, decyduję się kupić kiełbasę żywiecką z indyka (2,99 zł).

Wydałam 13,25 zł, więc do końca tygodnia zostało mi 21.75 zł.

Poniedziałek


Tydzień zaczynam od planowania. Z kartką i długopisem w ręce rozpisuję co, kiedy i ile mogę zjeść. Mąż od razu zaznacza, że o żadnych oszustwach, podjadaniu z jego talerza, nie ma mowy. Jak eksperyment to eksperyment. Ma być realistycznie.
Pierwsza sprzeczka wybucha już przy śniadaniu. W chlebaku zostało pół bułki, mogę ją zjeść, ale limit kiełbasy to jeden plasterek. - Chcę dwa - awanturuję się, ale mąż jest nieugięty.

- Nie, bo ci nie starczy na cały tydzień i przekroczysz budżet.

Do pracy biorę woreczek kaszy gryczanej i jajko. To będzie mój dzisiejszy obiad.
Po "obfitym" śniadaniu w południe już zaczyna mi burczeć w brzuchu. Ale to za wcześnie, zjem teraz, będę głodna wieczorem. Poczekam ze dwie godzinki.

Wieczorem odwiedziny mamy. Przyniosła bułki, więc odpadł mi jeden z wydatków i zaoferowała, że zrobi kolację.

Wtorek


Nauczona wczorajszym doświadczeniem jem porządne śniadanie: omlet z jednego jajka, pomidor i kajzerka, w sumie ok. 85 groszy. Jak dla mnie, porcja w sam raz.

Całe szczęście, że poprzedniego dnia mąż zrobił dla mnie zakupy: makaron (1,99 zł za 600 gramów, czyli całkiem niezła cena), twaróg (2,29 zł), tuńczyk (luksus za 3,79 zł) i koncentrat pomidorowy (1,49 zł). W sumie wydał 9,56 zł, do końca tygodnia zostało więc 12,19 zł).

Przed wyjściem do pracy muszę zrobić sobie obiad. A nie cierpię gotować. Ale o jedzeniu na mieście nie ma nawet mowy. To, co wcześniej wydawałam na jeden posiłek, teraz musi mi starczyć na pół tygodnia.

Gotuję więc 100 gramów makaronu, dodaję odrobinę przecieru pomidorowego i tuńczyka. Biję się z myślami, czy wrzucić całą puszkę czy pół? Całą, czy pół? Całą, pół? W końcu zostawiam trochę tuńczyka na później.

Nie chodzę głodna. Ale też to, co jem, to nie dania kuchni Magdy Gessler. Raczej nie mogę sobie pozwolić na warzywa, owoce - latem są tanie, więc jeszcze pół biedy. Ale czym żywiłabym się w zimie? Nie stać mnie na słodycze, na sok. O mięsie też praktycznie mogę zapomnieć. Nie licząc czterech plasterków kiełbasy, które zjadam na kolację, do tego kajzerka i pomidor. Idę spać, zanim zdążę zgłodnieć.

Środa

Dzisiejszy dzień jest do bani. Choć zaczął się nieźle. Na śniadanie bułka z twarogiem i tuńczykiem, który został z wczoraj. W pracy poczęstunek: batonik i gruszka. Ale później jest już tylko gorzej.

Koleżanka zamówiła gołąbki, które pachną na pół redakcji i które uwielbiam. W ogóle zaczyna mnie drażnić, jak ktoś przy mnie je. To nietakt, kiedy ja nie mogę. Okropne uczucie.

Mój makaron z twarogiem, cały się posklejał i jest niezjadliwy.

Tymczasem koleżanki krytykują moje zakupy: - Nie jesz mięsa? Bo sobie tego wszystkiego nie przemyślałaś. Trzeba chodzić po sklepach, śledzić promocje. Skrzydełka kupisz za 2 złote. Albo porcję rosołową za złotówkę. Dodasz makaron, marchewkę, cebulę i masz zupę na kilka dni.

Skończyły mi się bułki, więc idę do sklepu. Najtańszych już nie ma, kupuję dwie po 0,39 zł. Do tego mleko (2,09 zł) i płatki, z tych najtańszych (2,29 zł). W sumie 5,16 zł.

Czwartek

Postanawiam zaszaleć. Jadę do Ikei, bo mam wielką ochotę zjeść coś "na mieście". Do końca tygodnia zostało mi 7,03 zł. Biorę więc zupę szefa kuchni za 1 zł (dziś brokułowa), kawę i herbatę mogę pić bez ograniczeń. Super!
Zauważam, ile jedzenia ludzie marnują. Na talerzykach niedojedzone frytki, kuleczki wieprzowe i czekoladowe mufinki. Rozmyślam, ile osób mogłoby się tym najeść.

Nie jestem rzecz jasna na tyle zdesperowana, by dojadać z cudzych talerzy. Ale - jak twierdzi znany polityk - w Polsce nikt przecież nie głoduje, bo nikt nie je mirabelek i szczawiu z nasypu.

Koleżanka w redakcji na wieść o tym, że byłam w Ikei, nie kryje zgorszenia. - Biedni ludzie nie pojadą tak daleko i nie zapłacą 2,50 za bilet, żeby zjeść zupę za złotówkę - argumentuje.

Wieczorem robię zakupy w osiedlowym sklepie. Niestety, skrzydełka z kurczaka już się skończyły. Skrawki z wędlin po 12,50 zł za kilo też już wyszły. Biorę ziemniaki (0,87 zł), kefir (0,79 zł) i trzy kajzerki (po 0,19 zł).
Zostało mi 3,80 zł.

Piątek

Zerwałam się rano, żeby ugotować ziemniaki. Obiad zapowiada się nieźle. Ziemniaki omaściłam masłem, dołożyłam trzy plasterki kiełbasy z indyka. Do tego jajko sadzone, pomidor i kefir. Super!

Po południu idę do jadłodajni MOPS. Nie jest to najwytworniejsze miejsce, w jakim byłam, mówiąc łagodnie. Nie wiem, co zmusiłoby mnie, aby ustawić się tu w kolejce po obiad. Widać nie doświadczyłam jeszcze głodu.

Tak czy siak, żeby tu zjeść, trzeba mieć bloczek i odhaczyć się na liście. Za to menu wygląda iście królewsko. W poniedziałek np. była zupa pomidorowa z makaronem, zrazy w sosie, ziemniaki i surówka z kapusty pekińskiej. We wtorek grochówka i makaron z sosem bolońskim. I pomyśleć, że przez cały tydzień jadłam kaszę i makaron!

- Tragedia tu jest, tragedia - narzeka jeden z bywalców. - Porcje jak dla dziecka. Dorosły mężczyzna, to nawet nie poczuje, że był na obiedzie. Ale zawsze można iść do kilku jadłodajni, ja tak robię. W Krakowie jest ich tyle, że człowiek tego nie przeje.

Sobota

Zaczął się weekend i sąsiedzi mają najwidoczniej więcej czasu, bo wzięli się za gotowanie. Pachnie na klatce, zapachy wlatują przez okno. Chyba jakieś leczo. Hmmm... Zjadłabym leczo. I kebab. No ale nic z tego, bo zostało mi 3,80 zł. Na śniadanie zjadam kajzerkę maczaną w jajku i podpiekaną na patelni (nie była już zbyt świeża), z przecierem pomidorowym, do tego kubek herbaty. Mam jeszcze trochę zapasów: makaron, kaszę, jajko, pomidora i parę plasterków kiełbasy. Tylko że mam dość gotowania i postanawiam zaszaleć. Kupuję sobie fasolkę po bretońsku za 3,49 zł.

Niedziela

Ostatni dzień. Zaoszczędziłam 0,31 zł! Ale gdybym doliczyła zapasy, które miałam w domu: olej, kawę, herbatę, masło - dawno przekroczyłabym budżet. Na śniadanie płatki z mlekiem. Obiad też zabezpieczony: są dwa ziemniaki i jajko - będzie jak znalazł na placki ziemniaczane. Na kolację ostatnia kajzerka i resztka kiełbasy z indyka. Zostało trochę kaszy i makaronu, ale nie mam ich z czym zjeść.

To już koniec. Jestem zmęczona ciągłym planowaniem i sfrustrowana. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, co jem, a teraz myślę o tym cały czas. Mam ochotę na coś smacznego, co sprawi mi przyjemność z jedzenia. Bez wyrzutów sumienia, czy nie zjadłam za dużo, czy starczy mi pieniędzy do końca tygodnia.

Ale mimo wszystko, mam cały czas komfort psychiczny. Wiem, że jeśli nie dopnę budżetu, najwyżej parę złotych dołożę. I że w moim przypadku to kwestia wyboru, a ten eksperyment niedługo się skończy.


Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

Komentarze (103)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
wyniszczenie narodu polskiego glodem

Korund (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

I wszystko jasme jak oszust i zlodziej w Polsce rzadzi parh zydo-nazistowski z Brukseli to narod polski czeka eksterminacja ekomomiczna wyniszczenie poprzez glod

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
wyniszczenie narodu polskiego glodem

Korund (gość)

Zgłoś naruszenie treści

I wszystko jasme jak oszust i zlodziej w Polsce rzadzi parh zydo-nazistowski z Brukseli to narod polski czeka eksterminacja ekomomiczna wyniszczenie poprzez glod

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
cd odmie

ag (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3

To jest ciąg dalszy tego co poniżej . prosze więc najpierw przeczytać poprzedni wpis
- mając małe zapasy nie chodzimy / jeździmy bez sensu po każdą pierdołę (marnujemy niej czasu)
-nie...rozwiń całość

To jest ciąg dalszy tego co poniżej . prosze więc najpierw przeczytać poprzedni wpis
- mając małe zapasy nie chodzimy / jeździmy bez sensu po każdą pierdołę (marnujemy niej czasu)
-nie oszczędzamy na drobnych dodatkach smakowych bo jest ich mało i w sumie nie kosztują dużo (nie mówię tu o kosmicznych szaleństwach - choć i takie bywają w niezłych promocjach)
-Wcale ie trzeba mieć wielkiej przestrzeni na zapasy , mi wystarcza regał 100/180cm i mała lodówka.
- trzeba patrzeć na ceny produktów , których zużywamy dużo - mleko jajka makaron ziemniaki mięso.
- trzeba też nauczyć się wyłapywać nibypromocje. Z doświadczenia wiem ,że promocje , które nie są promocjami (czyli obniżka z zawyżonej ceny) zazwyczaj są w tesco. Często tez są w netto i lidlu. Choć kaufland należy do tego samego właściciela co lidl to praktyki mają znacznie uczciwsze , a i produkty bardziej nasze. Choć wielu gardzi biedronką to uważa ,że jest najuczciwsza co do klientów. Ma wrażenie ,że w tej sieci jest też ktoś bystry analizujący co schodzi a co trzeba wykopać.. Jako nękany i okradany przez własne państwo , mam głęboko w D.... gdzie i komu biedronka płaci podatki
zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
odmie:)

ag (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 8

Proszę autorkę o nie obrażanie się ale ujmę to szczerze.
Tekst jest napisany przez kogoś kto żyje korporacja i aglomeracją . Czyli kogoś kto pracuje od 8 do 18 z kretyńskimi przerwami śniadaniową...rozwiń całość

Proszę autorkę o nie obrażanie się ale ujmę to szczerze.
Tekst jest napisany przez kogoś kto żyje korporacja i aglomeracją . Czyli kogoś kto pracuje od 8 do 18 z kretyńskimi przerwami śniadaniową i obiadową. W przerwach posiłki w sfinksie lub podobnym. Po pracy obowiązkowa wizyta w centrach handlowych . Sobota czy niedziela to obowiązkowy wypad do jikeły .
Też tak zylem , ale się zmęczyłem , Uciekły mi najlepsze lata życia . Uwolnić sie trzeba od całości , a nie żyć wśród sobie podobnych i próbować robić coś na przekór . Ale w sumie ograniczmy się do jedzenia. Nie chcę wypowiadać opinii ,że 3 lub 7 pln dziennie to wystarczająca kwota na jedzenie , bo zaraz jakiś Następca Pana Niesiołowskiego (i jego słynnego szczawiu) Stwierdzi ,że trzeba obniżyć płacę minimalną . Nie pisze więc o kwotach.
Żeby tanio jeść nie trzeba jeść kiepsko . Podstawą sa zakupy i wbrew pozorom nie trzeba wcale temu poświęcać dużo czasu. Według nie wadą jest kupowanie "na kolację" lub "na dziś". Przede wszystkim rezygnujemy z żabek , piotrów i pawłów , i innych małych . Wiem że to ta powinniśmy zostawiać pieniądze bo to nasi lokalni .... ale nie stać nas na zakupy w podwójnej cenie więc patriotyzm przegrywa. Pozostaje mi więc lidl, biedronka, kaufland, netto i tesco. Z tesco praktycznie zrezygnowałem , ponieważ t jest albo coś drogiego , albo kiepskiego. Zresztą ta są wieczne kolejki , a ja na zakupy poświęcam max godzinę tygodniowo.
A więc w sumie wyglada to tak. Dwa razy w tygodniu wieczorkiem zajrzę na stronę wszystkich dostępnych sieci handlowych (zajmuje to max 10 min)
Żeby nie robić czegoś dwa razy to biorę karteczkę i piszę .
W kauflandzie jest mleko 1,70pln (ma 20 dni terminu ważności więc spokojnie 5 l mogę wziąć , schab b/k nie porcjowany i nie paczkowany10,99pln więc biorę 2kg. jak sobie pokroję na 100g kotlety to w panierce am duży kotlet i na 20 obiadów. ( mięso w kauflandzie kupuje się przed 9 rano z wczorajszej dostawy ponieważ jak wiadomo jest szprycowane dla zwiększenia masy , a jak powiedziała pani która pracuje przy mięcie od 20 lat - przez noc straci na masie 10, a nawet 15% wody, a nie ma możliwości ,żeby w takich chłodniach straciło na świeżości) Jedziemy dalej (nadal kaufland) jajka 10 szt klasa L 3,40 termin ważności - jeden miesiąc, jak ktoś twierdzi ,że to gówniane jajka to w biedronce są ściółkowe za 4,4opln , Można wziąć zieniaki bo są po 78groszy (zazwyczaj jest to dwa razy tyle) ale nie biorę bo w piątek kupiłem w netto 10 kg bo były po 70 groszy. Brokuł - chyba jedno ze zdrowszych warzyw jest do środy z 40% rabatem (nie biorę , bo nie lubię). Z kauflanda wziąłem jeszcze szampon bo jest -20% (wieczny) karma dla kota -25% (niestety wieczna) , papier toaletowy -45%(wieczny). Nie biorę miodu choć w promocji bo miesiąc temu był w jeszcze lepszej promocji , a w dodatku ten pochodzi z krajów UE, a ja kupuję tylko jak jest polski (strzeżcie się tego co pochodzi z poza UE).
W ty tygodniu w biedronce wszystkie jogurty są -20% (dwa trzy tygodnie ważności) W zeszłym tygodniu makarony -20% (ważność dwa do trzech lat). W zeszły tygodniu w netto była marchewka po 1pln za kg i cebula po 80gr (produkt polski - naprawdę patrzę na to co jest napisane na skrzynkach i siatkach). Osobiście jem dużo płatków pszennych , owsianych , kukurydzianych. W zeszłym tygodniu były owsiane w kauflandzie -25% nie brałem bo jeszcze mam. W tym tygodniu sa kukurydziane w biedronce -15% ale nie biorę bo trzy tygodnie temu wszystkie płatki w biedronce były -20% więc wziąłem z 5 owsianych i 10 kukurydzianych. Ryże czy kasze zawsze są gdzieś w promocji , ale bezsensem jest kupowanie ich w torebkach po 100g i gotowanie w garnku pełnym wody , bo i tak wszystko odżywcze wylewamy do zlewu (kupujemy w kilogramowych paczkach , zalewamy równo z ryżem i na małym ogniu ... nic nie wylewamy - wszystkie witaminy i minerały zostają .
Starczy szczegółów bo miejsce się kończy ale jeszcze coś napiszę w drugim wpisiezwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
kto miał gorzej ?

gość (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 4

Całe dzieciństwo tak żyliśmy : wiele razy brakowało nam pieniędzy na wszystko , tata chorował na leki nie mieliśmy , w domu było zawsze zimno , buty były najtańsze na kilka sezonów ubrania też...rozwiń całość

Całe dzieciństwo tak żyliśmy : wiele razy brakowało nam pieniędzy na wszystko , tata chorował na leki nie mieliśmy , w domu było zawsze zimno , buty były najtańsze na kilka sezonów ubrania też , samochodu też nie było więc codzinnie ponad 2 km do przystanku autobusowego przez zaspy śniegowe polna drogą -pobudka 4:00rano, mróz -20 -po śniegu idzie sie ciężko i dużo dłużej niż normalnie , autobus był 6:30 to póżniej nie można było wstać .Codziennie kanapki z samym masłem ,bo nie było nic innego , obiad zawsze to były kluski,pierogi ,pyzy ,bo to najtaniej babcia z mamą zrobiły .W domu nie było bieżącej wody tylko ze studni wiadrami nosiliśmy , paliliśmy w kuchni węglowej drewnem , kuchenki gazowej nie było ,łazienki nie było tylko na dwór można było pójść ,myliśmy sie w miskach . Woda zimą była z lodem to cieżko było ja ze studni wyciagnąć . Było nas 5 osób babcia rodzice i dwoje dzieci . Najgorzej było jak tata zachorował cudem przeżył operację wtedy to też wpadliśmy jeszcze w długi i było coraz gorzej : umarła babcia z powodu powikłań po zapaleniu płuc -miała prawie 80 lat . Długi rosły musieliśmy sprzedać prawie wszystkie zwierzęta z naszego gospodarstwa , bo nie mieliśmy za co ich wykarmić .Zostały tylko 2 krowy i tak dobrze ,bo było mleko np.na sery do suchego chlebka . Jakie to było pyszne jak sie było głodnym. Ale los sie kiedyś każdemu zmienia : dzieci skończyły studia , pracują najcieżej i najdłużej ku zdziewinieu wszystkich dotychczasowych pracodawców .Pensje pozwalają na normalne życie .Rodzice maja emerytury . Bóg istnieje naprawdę . zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Codzienność

abz (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Moja rodzina mniej wydaje codziennie i jakoś żyjemy

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
inne opcje

gośc (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

proponowałabym zamiast robić zakupy tylko w biedronce przejechać się do tesco, albo na jakiś bazarek gdzie pod koniec dnia można kupić całkiem ładnie wyglądające warzywa i owoce w naprawdę niezłych...rozwiń całość

proponowałabym zamiast robić zakupy tylko w biedronce przejechać się do tesco, albo na jakiś bazarek gdzie pod koniec dnia można kupić całkiem ładnie wyglądające warzywa i owoce w naprawdę niezłych cenach- i można by w tedy leczo zrobić. Pomysł niezły, ale widać że pani nigdy wcześniej nie żyła za 5zł dziennie.zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
...

Usiasia (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 5 / 1

Trochę eksperyment oszukany. Bo właśnie a to ziemniaki na masełku, które nie było wliczone, smażenie nie kupując oleju - też raczej niewykonalne, kawa, herbata. To któregoś dnia mama z kolacją...rozwiń całość

Trochę eksperyment oszukany. Bo właśnie a to ziemniaki na masełku, które nie było wliczone, smażenie nie kupując oleju - też raczej niewykonalne, kawa, herbata. To któregoś dnia mama z kolacją wpadła, to w pracy poczęstunek...
zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
i po co ta zabawa?

biedna żulica (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 11 / 11

Po co sie kobieto kompromitujesz? Fajna zabawa pożyć tydzieć za 5zł dziennie, my z mężem i czwórką dzieci musimy żyć za 5 zł na osobe dziennie codziennie od wielu lat...spróbuj tak z rok przetrwać...rozwiń całość

Po co sie kobieto kompromitujesz? Fajna zabawa pożyć tydzieć za 5zł dziennie, my z mężem i czwórką dzieci musimy żyć za 5 zł na osobe dziennie codziennie od wielu lat...spróbuj tak z rok przetrwać a podyskutujemy czy wiesz czym jest prawdziwa nędza...nędza nie z braku pracy (tak mąz pracuje fizycznie i to bardzo cięzko i duzo) a nędza bo jesteśmy wielodzietni państwo polskie nas za to dosłownie KARZE!!! Nędza nie z braku wykształcenia (jestem po wyższych studiach) nędza nie z powodu patologii (zadne z nas nie pije i nie ćpa i nie jest jakims popaprańcem) NEDZA BO MAMY WIECEJ DZIECI... (chcianych i kochanych) PROPONUJE TAK SPRÓBOWAC DWA TRZY MIESIĄCE...może sie miłej pani wtedy oczęta otworzą czym w istocie jest nędza...tak średnio co 3 rodzina wielodzietna w tym kraju cierpi z jej powodu...po co były nam dzieci? po to żeby pani miała w przyszłosci emeryturkę (ja jej nie dostanę)... zwiń


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Sprzedaj komputer jak taka bieda

Maamma (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3 / 2

Najbardziej w Polsce rozpier...a mnie ta straszna bieda rodzin wielodzietnych. Jakbyscie z mężem byli rozsądnym i ludźmi to nie zrobili abyście sobie czwórki dzieci. Najpierw się zarabia a potem...rozwiń całość

Najbardziej w Polsce rozpier...a mnie ta straszna bieda rodzin wielodzietnych. Jakbyscie z mężem byli rozsądnym i ludźmi to nie zrobili abyście sobie czwórki dzieci. Najpierw się zarabia a potem ocenia czy nas na te dzieci stać, czy wystarczy nam pieniędzy jeśli jedna osoba będzie pracować a druga zostanie w domu z tymi dziećmi. Do kogo masz pretensje?możesz mieć tylko do siebie.za swoja nie odpowiedzialność!zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Podziwiam i życzę wytrwałości

abz (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3

Ja mam dwoje dzieci i oboje pracujemy, ukończyłam studia, a mąż szkołę średnią, ale żyjemy podobnie. Żeby cokolwiek odłożyć na remont lub wakacje musimy się ostro gimnastykować. Oszczędzamy na...rozwiń całość

Ja mam dwoje dzieci i oboje pracujemy, ukończyłam studia, a mąż szkołę średnią, ale żyjemy podobnie. Żeby cokolwiek odłożyć na remont lub wakacje musimy się ostro gimnastykować. Oszczędzamy na jedzeniu, opłatach, a co się da kupujemy używane. Najśmieszniejsze jest to, że większość ludzi nam zazdrości, ale chyba nie wiedzą czego bo nie światła w lodówce i znoszonej odzieży za 1 zł.zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
???

Aldona (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 12 / 6

To może warto było się zastanowić, czy stać Was a tyle dzieci a nie narzekać!!!!!!!

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
i po co ta zabawa?

biedna żulica (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3 / 12

Po co sie kobieto kompromitujesz? Fajna zabawa pożyć tydzieć za 5zł dziennie, my z mężem i czwórką dzieci musimy żyć za 5 zł na osobe dziennie codziennie od wielu lat...spróbuj tak z rok przetrwać...rozwiń całość

Po co sie kobieto kompromitujesz? Fajna zabawa pożyć tydzieć za 5zł dziennie, my z mężem i czwórką dzieci musimy żyć za 5 zł na osobe dziennie codziennie od wielu lat...spróbuj tak z rok przetrwać a podyskutujemy czy wiesz czym jest prawdziwa nędza...nędza nie z braku pracy (tak mąz pracuje fizycznie i to bardzo cięzko i duzo) a nędza bo jesteśmy wielodzietni państwo polskie nas za to dosłownie KARZE!!! Nędza nie z braku wykształcenia (jestem po wyższych studiach) nędza nie z powodu patologii (zadne z nas nie pije i nie ćpa i nie jest jakims popaprańcem) NEDZA BO MAMY WIECEJ DZIECI... (chcianych i kochanych) PROPONUJE TAK SPRÓBOWAC DWA TRZY MIESIĄCE...może sie miłej pani wtedy oczęta otworzą czym w istocie jest nędza...tak średnio co 3 rodzina wielodzietna w tym kraju cierpi z jej powodu...po co były nam dzieci? po to żeby pani miała w przyszłosci emeryturkę (ja jej nie dostanę)... zwiń


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
i po co ten komentarz?

alala (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3 / 5

Skoro stac Cie na internet i sprzet do jego obslugi to nie masz biedy

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo