Chciała uczyć polskiego w szkole, dziś stoi na straży granic...

    Chciała uczyć polskiego w szkole, dziś stoi na straży granic państwa

    Monika Jagiełło

    Dziennik Polski 24

    Aktualizacja:

    Dziennik Polski 24

    Ppłk Katarzyna Jurkowska, komendantka placówki Straży Granicznej w Krakowie-Balicach, to jedna z trzech kobiet w Polsce na tak wysokim stanowisku. Jak to się stało, że polonistka założyła mundur i dowodzi jednostką liczącą 270 funkcjonariuszy?
    Katarzyna Jurkowska: Tu życie zawodowe nie lubi planowania.

    Katarzyna Jurkowska: Tu życie zawodowe nie lubi planowania. ©Fot. Anna kaczmarz

    Zielony mundur Straży Granicznej, gwiazdki na pagonach i życzliwy uśmiech. Podpułkownik Katarzyna Jurkowska od trzech lat dowodzi placówką Straży Granicznej na lotnisku w Balicach. Przeszła tam przez wszystkie zawodowe szczeble. Mówi o sobie: „Gdzie jest trudno wejść, tam wchodzę najchętniej”. Dziś Katarzyna Jurkowska ma 18 lat doświadczenia w pracy mundurowej, choć jej marzeniem było zostać nauczycielką.

    Cel? Uczenie!

    Jako dziewczynka od szóstej klasy szkoły podstawowej wiedziała, że chce uczyć. Z rodzinnych Starachowic przeniosła się na studia polonistyczne do Krakowa na Uniwersytet Jagielloński. Planu trzymała się konsekwentnie do czasu pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej.

    - Rozmawiałam z kobietą wypaloną swoją pracą. Po drugiej stronie stołu ja, świeżo po studiach, z entuzjazmem. Kiedy w rozmowie wyszło, że mam wizę amerykańską, zapytała: „Jak mnie pani przekona, że zostanie pani w kraju, nie zajdzie pani w ciążę i poświęci się pracy?”. To była połowa lat 90. Takie pytania były normą - wspomina. Wtedy w jej głowie pojawił się błysk, że to nie jest droga dla niej, że nie chce stać się kimś takim, osobą zmęczoną swoim zawodem. - Niemal z miejsca wstałam i wyszłam! - mówi. Do dziś nie żałuje, że tamta rozmowa skutecznie zniechęciła ją do uczenia w szkole. Dziś jednak uczy - szkoli innych z tego, czemu poświęciła niemal dwadzieścia lat życia: specyfiki służby w Straży Granicznej i zawiłości polskiego prawa imigracyjnego.

    Zaczęło się w Bieszczadach

    Co poprowadziło młodą polonistkę do kariery w mundurze? - Po feralnej rozmowie kwalifikacyjnej w szkole, zadzwonił kolega z czasów harcerskich. Słysząc, że szukam pracy powiedział: „Spróbuj u nas, w Straży Granicznej”. Rzuciłam wtedy: „Coś ty, nie będę jeździć na przejście graniczne w Chyżnem czy na inny koniec świata” . Zaczął się śmiać ze mnie. „Przecież >granica< jest w Krakowie, na lotnisku!” -wspomina tamtą rozmowę. Dziś wie, że wielu myśli podobnie o Straży Granicznej. - Pamiętam, jak podczas dyskusji na temat bezpieczeństwa na jednym z uniwersytetów, w której brałam udział, ktoś powiedział: „Kto widział w Krakowie Straż Graniczną?”. Wtedy uświadomiłam rozmówcę, że jest w takim błędzie, w jakim sama kiedyś byłam - mówi. Dziś strażnicy pracują nie tylko na lotnisku. - Naszą strefą działania jest cały kraj. W przypadku mojej placówki to teren sześciu powiatów wokół Krakowa - objaśnia.

    Katarzyna Jurkowska swoją przygodę ze Strażą Graniczną zaczynała w 1996 roku. Straż otwierała się wówczas na kobiety, co wcale nie oznaczało „taryfy ulgowej” na zachętę. Testy i rozmowy trwały dziewięć miesięcy. Sprawdzano jej predyspozycje do wykonywania zawodu. Były rozmowy, badania lekarskie, wielogodzinne testy psychologiczne, psychiatryczne...

    - To było trudne doświadczenie. Nigdy nie ma pewności, że po testach i rozmowach zadzwoni telefon z propozycją pracy. Jako przyszły nauczyciel przechodziłam różne testy, ale te były zupełną nowością. Postawiłam jednak wszystko na jedną kartę. Wierzyłam, że się uda - opowiada Katarzyna Jurkowska.

    Wbrew pozorom, mundur nie był jej obcy. Życie w rodzinnych Starachowicach płynęło jej rytmem harcerskim. Harcerski mundur zakładała na obozy w Bieszczadach w Wołosatem. Tam miała kontakt z ówczesnymi Wojskami Ochrony Pogranicza i mogła poznać specyfikę pracy na granicy.

    - Organizowali nam czas, podchody, zabawy. Teraz już wiem, że to nie zawsze były zabawy - wspomina.

    Dziś mówi, że tym, co ceni w służbie są - podobnie jak w harcerstwie - jasne reguły. - Mundur wymusza pewne zachowania. Podobało mi się to - tłumaczy. Lubi też wchodzić w role, które są wyzwaniem.

    - Moja praca magisterska dotyczyła imion zakonnic. Chodziłam do klasztorów, wertowałam dokumentację na temat poszczególnych sióstr. To były personalne informacje: jakie imię miały przychodząc do klasztoru i w jaki sposób nadawano im nowe po ślubach. Tłumaczyłam językoznawczo koleje tych przemian - wyjaśnia. Promotor nie chciał zaakceptować jej tematu. Kilka lat wcześniej jego studentka zaproponowała podobny temat, ale nie udało jej się zdobyć zaufania sióstr zakonnych. - Mnie się udało. Chyba byłam przekonująca i zagadałam je na śmierć - uśmiecha się.

    Na placówce w Balicach była trzecią kobietą na około trzydziestu mężczyzn. Dyplomowana polonistka została szybko skierowana na kurs oficerski. - Byłam pierwszą kobietą oficer na placówce... Baba z oficerskimi gwiazdkami i do tego humanistka - śmieje się, ale zaraz dodaje, że służby mundurowe tworzą wszechstronnie wykształceni ludzie. - Leśnik, matematyk, psycholog, absolwenci resocjalizacji. Każdy ma też jakieś hobby. Jest tu wielu ciekawych ludzi - mówi podpułkownik z Balic.

    Polska krówka i czujne oko strażniczki

    Anegdot, które spotkały samą Jurkowską nie brak. Podpułkownik wspomina historię, kiedy arabski szejk zaproponował jej... małżeństwo. Wszystko zaczęło się z powodu tradycyjnych polskich słodyczy, krówek.

    - Był niesamowicie zabawny. Pytał mnie, czy umiem robić „polish krowka” - wspomina. Zafascynowany łakociami Arab (Jurkowska pracowała wtedy na kontroli paszportowej) rzucił jej na biurko garść krówek z pytaniem, czy potrafi takie zrobić.

    - Odpowiedziałam, że owszem. Jak każda Polka potrafi zrobić bigos, tak i krówki jej niestraszne. A on, niewiele się zastanawiając „Zostań moją żoną!”. Pytam więc: „Ale którą żoną?”. Odpowiedział, że siódmą, co oznaczało niezły wynik. „Będziesz miała służbę, wielki dom, tylko krówki będziesz robić” - śmieje się.

    W Straży Granicznej procentowo jest jednak najwięcej kobiet w polskich służbach mundurowych. Sprawdzają się tu najlepiej, są bardziej spostrzegawcze na kontroli paszportowej. Niedawno funkcjonariuszka z Balic złapała podczas kontroli mężczyznę, który używał paszportu swojego brata bliźniaka. Strażniczka graniczna była pewna, że mężczyzna na zdjęciu nie jest właścicielem dokumentu. Okazało się, że rzeczywiście ma brata bliźniaka. Policja pojechała do domu obu mężczyzn. Drugi brat był wtedy w domu z matką.

    - Kobieta zapytała policjantów: „Skąd wiecie, że to nie jest jego paszport?”. Wyjaśniono jej, że mężczyzna wpadł na lotnisku w Balicach. Matka na to: „Panie, tych bliźniaków w całej wsi to tylko ja rozpoznaję”. A funkcjonariusz na to: „To jest i druga, na Balicach, która też rozpoznaje!” - opowiada Jurkowska. To pokazuje, jak czujne na szczegóły są kobiety.

    Bywają jednak sytuacje, kiedy funkcjonariuszkom daleko do śmiechu.

    - Ktoś poprosił o rozmowę z przełożonym i został przyprowadzony do mojego pokoju. Zapytałam, jak mogę pomóc, a on na to: „Ja czekam na komendanta”. Odpowiedziałam, że komendantem jest kobieta, co go oburzyło. Pocztę do mnie wielokrotnie adresowano „pan komendant” - mówi Jurkowska. W Polsce w Straży Granicznej na tak wysokim stanowisku, jak Jurkowska pracują jeszcze dwie kobiety.

    Służba w mundurze nie lubi planowania

    Jakie plany ma dziś podpułkownik Jurkowska? - Specjalizuję się w prawie migracyjnym. Lubiłam mieć kontakt z cudzoziemcami, doskonalić języki obce. Teraz bardziej pochłaniają mnie sprawy administracyjne. Skupiam się na zbliżających się mistrzostwach Europy w piłce ręcznej, Światowych Dniach Młodzieży. Koncentruję się na tym, co jest blisko. Tutaj życie służbowe nie lubi planów - tłumaczy Jurkowska. Śmieje się, gdy na menedżerskich kursach uczy się, że dobry kierownik ma zaplanowany dzień co do godziny. - Pozostaje mi tylko zaprosić zainteresowanych na lotnisko, żeby zobaczyli dzień pracy służby granicznej. Nigdy nie wiadomo, kiedy mgła nie siądzie na lotnisku w Katowicach czy Warszawie - wyjaśnia. Tak było ze słynnym lądowaniem kapitana Wrony, które sprawiło, że cały ruch z warszawskiego lotniska przekierowano do Krakowa.

    Znajomi mówią jej, że powinna napisać książkę. - „Wspomnienia funkcjonariuszki” to pomysł na emeryturę - śmieje się. Na razie, gdy ma czas, jedzie z mężem odpocząć w ukochanych Bieszczadach. Tam nabiera energii do nowych wyzwań.

    Kobiety w mundurach bohaterkami dokumentu

    Podpułkownik Katarzyna Jurkowska jest bohaterką jednego z odcinków serii dokumentalnej „Kobiety w mundurach”, wyprodukowanej dla Canal + Discovery, która pokazuje życie kobiet wykonujących pracę w zawodach zdominowanych przez mężczyzn.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    OSOBOWOŚĆ ROKU 2016 [KONIEC GŁOSOWANIA]

    OSOBOWOŚĆ ROKU 2016 [KONIEC GŁOSOWANIA]

    Wybieramy najlepsze stacje narciarskie [GŁOSOWANIE]

    Wybieramy najlepsze stacje narciarskie [GŁOSOWANIE]

    Pokochaj wygodę i oszczędności z Orange Love (materiał informacyjny Orange)

    Pokochaj wygodę i oszczędności z Orange Love (materiał informacyjny Orange)