O ks. Charamsie, zakochaniu i odmóżdżeniu

O ks. Charamsie, zakochaniu i odmóżdżeniu

Marta Paluch

Gazeta Krakowska

Aktualizacja:

Gazeta Krakowska

O. Paweł GużyńskiKaznodzieja, rekolekcjonista, wieloletni duszpasterz akademicki. Zajmuje się teologią liturgii. Były piłkarz Elany Toruń,  kibic Juventusu

O. Paweł Gużyński Kaznodzieja, rekolekcjonista, wieloletni duszpasterz akademicki. Zajmuje się teologią liturgii. Były piłkarz Elany Toruń, kibic Juventusu Turyn. Do legendy przeszło jego określenie: „sakralizacja głupoty” - używa go, kiedy ktoś próbuje pobożnością usprawiedliwiać absurdy. ©Fot.Szymczak Krzysztof / Polska Press

Znany kaznodzieja, o. Paweł Gużyński mówi nam o akcji ks. Krzysztofa Charamsy i wyzwaniach stojących przed trwającym synodem o rodzinie
O. Paweł GużyńskiKaznodzieja, rekolekcjonista, wieloletni duszpasterz akademicki. Zajmuje się teologią liturgii. Były piłkarz Elany Toruń,  kibic Juventusu

O. Paweł Gużyński Kaznodzieja, rekolekcjonista, wieloletni duszpasterz akademicki. Zajmuje się teologią liturgii. Były piłkarz Elany Toruń, kibic Juventusu Turyn. Do legendy przeszło jego określenie: „sakralizacja głupoty” - używa go, kiedy ktoś próbuje pobożnością usprawiedliwiać absurdy. ©Fot.Szymczak Krzysztof / Polska Press

Gdy pierwszy raz zobaczył Ojciec filmik, w którym ks. Charamsa oświadcza, że jest gejem i szeroko się uśmiecha, to…
W skali pięciu czerwonych lampek, trzy zapaliły mi się na czerwono.

Lampki żenady, wstydu czy wręcz przeciwnie?
Alarmujące, że to nie wszystko. Że będzie ciąg dalszy. Uderzyła mnie teatralność i ładunek emocjonalny, który temu towarzyszył. Ładunek, który, zamieniony w energię elektryczną, przez trzy dni mógłby oświetlić Chicago. Czułem, że on nas jeszcze zaskoczy. Czekałem, co będzie dalej.

Czekał 18 lat, więc może te emocje się w nim skumulowały…
Tak, ale inaczej wyrażamy te emocje, gdy one przez lata się gromadzą i wybuchają. To naturalny, spontaniczny proces pt. przelało się. Ale inaczej jest, gdy towarzyszy temu nienaturalna teatralność. Mamy wtedy poczucie, że to nie jest do końca szczere. Że albo ks. Charamsa sobie nie do końca radzi z tym wszystkim, albo to jakaś gra.

I doczekał się ojciec: były zdjęcia z partnerem księdza, zapowiedź książki…
Na łamach „Tygodnika Powszechnego” ks. Charamsa skrytykował księdza Dariusza Oko za jego homofobiczny język, a dzień później wyznał, że jest gejem. Potem dowiedzieliśmy się, że ma partnera. Tym sposobem pogrzebał swoje wcześniejsze argumenty. Wręczył księdzu Oko maczugę do okładania samego siebie. Ks. Charamsa chciał kopnąć w głowę adwersarza, a trafił we własną: najpierw przedstawił się jako rzetelny krytyk homofobów, a następnie dokonał coming outu, aby oddalić się z partnerem w z góry ustalonym kierunku. Zatem jego argumenty lądują w koszu. W momencie gdy udzielał jednego z wielu „ekskluzywnych” wywiadów, powinien od razu powiedzieć, kim jest i dlaczego ten problem go boli.

Był nieuczciwy?
To, że „Tygodnikowi” tego nie powiedział, było z gruntu nieuczciwe. Tym bardziej że przygotowywał sobie całą akcję dużo wcześniej. Sugerowanie, że jego coming out to wynik reakcji na hejt po jego wywiadzie dla TP, to widoczna gołym okiem konfabulacja. A pamiętajmy, że na jaw zaczęły wychodzić kolejne fakty: że korzystał z usług firmy PR, że był sponsorowany przez „tęczowe rodziny”.

Jest tak głupi czy tak próżny?
Na pewno starał się o rozgłos. Ale wydaje mi się, że najważniejszym powodem było to, że jest zakochany… Proszę przypomnieć sobie inne podobne przypadki i stopień odmóżdżenia, który wówczas z reguły występuje…

Premier Marcinkiewicz?
Zakochanie pozbawia rozsądku. Nie jest przypadkiem, że Eros jest bogiem. On przemawia jak Bóg: pokonamy wszystkie przeciwności. Uda nam się to, co nikomu się nie udało. A potem wiadomo jak jest… Jednak niezależnie od szaleństw miłości, ks. Charamsa poruszył kilka godnych uwagi spraw. M.in. to, że w Kościele o homoseksualizmie księży zasadniczo nie wolno mówić, tak jakby nie istniał. Chociaż i to nie do końca prawda.

Nie?
Taki stosunek do homoseksualizmu w Kościele oczywiście istnieje, ale to tylko jedna z postaw i pewnie jakoś dominująca. Niemniej ks. Charamsa jest solidnie wykształconym księdzem, więc nie powinien upraszczać złożonych kwestii. Tak jednoznaczne postawienie problemu, jak on to zrobił, jest przynajmniej tendencyjne, bo wybiórcze.

Ale gdyby powiedział: jestem gejem, ale żyję w celibacie - czyli zgodnie z nauką Kościoła, który samej orientacji nie uważa za grzech, byłby mniejszy skandal?
Na pewno byłby jakościowo inny. Gdyby ks. Charamsa pokazał, że jest homoseksualistą, ale żyje według Ewangelii i pokazał, jak sobie z tym radzi, to… To byłaby bomba, za pomocą której mógłby wysadzić w powietrze księdza Oko i jemu podobnych. I pokazać: jestem gejem, ale to nie przeszkadza mi być uczciwym, rzetelnym księdzem. To byłby coming out w bardzo pozytywnym sensie. Homofobi byliby skonfundowani i to by otworzyło drzwi do dyskusji. Jakkolwiek z pewnością spotkałby się z podejrzliwością typu: co prawda powiedział, że nie praktykuje, ale my wiemy, że… Publikowane byłyby niewybredne komentarze. Ale to by był pewnego rodzaju margines.

Margines? Ojciec naprawdę w to wierzy?
Hierarchowie musieliby sobie z tym poradzić, lepiej lub gorzej. Pewnie byłoby przy tym dużo nieporadności. Ale nikt z hierarchów nie ośmieliłby się publicznie zaprzeczyć nauce Kościoła, że sama orientacja homoseksualna nie wyklucza kogoś z Kościoła.

Nie? Przecież oni otwarcie, także w Polsce, krytykują w mediach nawet posunięcia papieża…
To inna półka.

A wiejski ksiądz na kazaniu… Nikt by nie protestował, gdyby mówił, że Kościół uznaje homoseksualizm za grzech.
To zupełnie inna sprawa. Podczas takiej mszy często można usłyszeć wiele osobliwych wypowiedzi.

Ta cała sprawa wpłynie na trwający właśnie synod biskupów z udziałem papieża?
Próby tych, którzy chcieliby przekonać do otwarcia się na ten problem, raczej spalą na panewce. Ks. Charamsa zrobił coś fatalnego. Jego historia nie będzie żadnym wskazaniem dla synodu. Choć będą tam biskupi, którzy na pewno kwestie dotyczące osób homoseksualnych będą omawiać. Takie dyskusje już miały miejsce wcześniej. Część hierarchów zaczyna zauważać , że istnieje przepaść między doktryną i sytuacją zastaną. Człowieka zawsze spotykamy w jakimś miejscu jego życia, z jego grzechami i dylematami, co nie przystaje do doktryny mówiącej, jak powinno być. Biskupi nareszcie zadają sobie pytanie, jak spotkać człowieka w miejscu, w którym on jest i jak krok po kroku, cierpliwie, dochodzić do pełni, o którą Kościołowi chodzi.

Kardynał Marx jest jednym z tych, którzy tak do tego podchodzą. Ale czy on i jemu podobni będą w stanie zrównoważyć wpływ konserwatywnych duchownych w typie kard. Raymonda Burke, który krytykuje papieża za liberalizm?
Patrząc w perspektywie historycznej, zawsze mieliśmy do czynienia z cierpliwym przesuwanie granicy w tę sensowniejszą, ewangeliczną stronę. Zaczynało się od mniejszości, która zwraca uwagę na jakiś problem. Przez 20-50 lat są tłamszeni, a potem sprawa dojrzewa do tego, by się nią zająć. Natomiast przestrzegałbym przed używaniem schematu: liberalny-konserwatywny, bo to bardzo spłaszczające.

Może zamknięci-otwarci?
Już lepiej. Ale tu bardziej chodzi o tych, którzy pewne problemy dostrzegają, a inni nie. Kapitalnym przykładem jest episkopat USA, który jako pierwszy systemowo zabrał się za problem pedofilii. Najpierw biskupi, którzy głosili zasadę zera tolerancji, byli w mniejszości. Aż do momentu, kiedy cały amerykański episkopat przez trzy dni słuchał ofiar pedofilów. No i przestano zamiatać sprawę pod dywan.

Może homoseksualistów lub rozwodników zaprosić na synod?
Oni tam są. W podgrupach, komisjach takie rozmowy się toczyły przez poprzedni rok.

Papież na rozpoczęcie synodu mówił o miłosierdziu, które „nie wytyka palcem”. Czy grupa „widzących problemy” biskupów, mając takie poparcie u papieża, jest w stanie przeforsować na synodzie istotne zmiany? Np. krok w stronę umożliwienia komunii rozwodnikom, którzy są w nowych związkach.

Paru istotnych zmian się spodziewam. Np. zmiany filozofii duszpasterstwa względem małżeństw niesakramentalnych. To powoli zaczyna się dziać. Do tej pory istniało ciche napięcie miedzy parami, które są w związku kościelnym, którym się „udało” i rozwodnikami, którym się „nie udało”. Trzeba to uregulować. Żeby tych drugich nie odpychać od Kościoła, ale też żeby tych pierwszych nie zniechęcić. No bo jeśli Kościół przytula także rozwodników, to po co się starać? Widać, że papieżowi zależy na włączeniu w duszpasterską opiekę grup wykluczonych. Natomiast nie uważam, że sytuację uleczy zezwolenie na przyjmowanie komunii rozwodnikom. Mówiąc prosto: łaska Boża nie jest sformatowana i ograniczona do faktu przyjmowania komunii.

Ale to nie sama komunia. Przed nią musi być spowiedź, refleksja, żal za grzechy. To cały rytuał.
Tak, ale wiele z tych rzeczy, krok po kroku, można osiągnąć codzienną pracą. Spotykam się z wieloma osobami na zasadzie presakramentu. Modlimy się wspólnie, oni wyznają grzechy i mówią, że od niektórych jeszcze nie potrafią się odwrócić. Błogosławię ich na czas dorastania do pełnej decyzji. I to jest normalne. Oni muszą mieć przestrzeń, by rozwiązywać swoje dylematy. Nie może być biało-czarno: ci, którzy żyją w małżeństwie sakramentalnym i spełniają warunki dobrego katolika, i ci, którzy żyją w innych związkach i ich nie spełniają. To uproszczenie. Jak mamy nawracać grzeszących, mówiąc im przede wszystkim, że za swoje grzechy pójdą do piekła?

Jakbym słyszała terapeutę.
To pedagogika Jezusa, który mówił: większą wiarę znalazłem u pogan niźli u prawowiernego Żyda. Tu widać, że sprowadzanie wszystkiego do formatu komunii jest błędne.

Mimo wszystko to możliwe, że komunia będzie dostępna dla rozwodników po tym synodzie?
Nie sądzę.

A wyobraża sobie Ojciec w najbliższej przyszłości sytuację, gdzie ksiądz mówi: jestem gejem i hierarchowie oraz parafianie nie mają z tym problemu?
Nie. Tak samo jak nie jesteśmy gotowi na to - ani wierni, ani duchowni, by celibat stał się kwestią wyboru księży. Gdyby parafianie się dowiedzieli, że oprócz księdza muszą utrzymywać jego żonę i dzieci, to dopiero byłaby historia…


Fot. PIOTR BłAWICKI /DDTVN/ EAST NEWS
O. Paweł Gużyński, Kaznodzieja, rekolekcjonista, wieloletni duszpasterz akademicki. Zajmuje się teologią liturgii. Były piłkarz Elany Toruń, kibic Juventusu Turyn. Do legendy przeszło jego określenie: „sakralizacja głupoty” - używa go, kiedy ktoś próbuje pobożnością usprawiedliwiać absurdy.

Komentarze (10)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
ks. Piotr Glas egzorcysta - Homoseksualne małżeństwa to sakrament satanistów.

lost (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1 / 2

ks. Piotr Glas egzorcysta - Homoseksualne małżeństwa to sakrament satanistów.

https://www.youtube.com/watch?v=xEHGoEWakbY

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
czarny wieprzek

WACEK (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3 / 7

A TY KOGO WALISZ WIEPRZKU JAK NIE KONFRAKTA TO PEWNIE KONIA


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
a wieprzek z biłgoraja

Paligłup (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 7

wali się sztucznym penisem

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
czarny wieprzek

WACEK (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3 / 6

A TY KOGO WALISZ WIEPRZKU JAK NIE KONFRAKTA TO PEWNIE KONIA


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
a wieporzek z Biłgoraja

paligłup (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 5

wali sie sztucznym penisem

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Fratello wywód do niczego!

św.NH (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 8 / 2

Miłuj bliźniego swego!
Czy można okładać się miłością po głowach?
Sodoma i Gomora z nim wani, bez św. Tomasza z Akwinu czort z wami!


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
DEIssTA AFa CO WIERZY W BOSSko KASA I POLACKIGO SSATANA

777 (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

Deizm

Deizm – nurt religijno-filozoficzny, którego wyznawcy wprawdzie wierzą w Boga, ale sądzą, że ma nas wszystkich w d****.
[edytuj] O co chodzi?

Deizm, jak wszytko inne, za co się zabrano w...rozwiń całość

Deizm

Deizm – nurt religijno-filozoficzny, którego wyznawcy wprawdzie wierzą w Boga, ale sądzą, że ma nas wszystkich w d****.
[edytuj] O co chodzi?

Deizm, jak wszytko inne, za co się zabrano w nowożytności, istniał już w starożytnej Grecji. Mimo to za pierwszego teoretyka tej filozofii uznaje się irlandzkiego pasterza z dyplomem Johna Tolanda. A chodzi tutaj o to, że Bóg stworzył świat… i na tym się właściwie kończy jego robota. Nurt ten znalazł sobie zwolenników wśród Amerykanów, którzy nie rozumieją Biblii, postkomunistów z katolickich krajów oraz wśród tych ateistów, którzy boją się wyprzeć Boga bo myślą, że ich zasroma po śmierci. Ponad 80% wyznawców deizmu nie wie, że są deistami.[1]
[edytuj] Jak zostać deistą?

Każdy szanujący się deista spełnia trzy warunki:

Nie chodzi do kościoła (głównie z lenistwa, albo nie czuje takiej potrzeby);
Nie zna Biblii (albo zna żeby się z nią nie zgadzać);
Jak przychodzi co do czego to składa ręce i klepie modlitwę.

Jeżeli zachowujesz się podobnie to możesz zostać deistą. zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
stopień odmóżdżenia...

Rafał deista (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 13 / 9

Czyli pan "męski mężczyzna" w sukience sugeruje że zakochani (włączając hetero) są odmóżdżeni tak???
To proszę sobie przeanalizować swój własny mózg, a raczej to co z niego pozostało po latach...rozwiń całość

Czyli pan "męski mężczyzna" w sukience sugeruje że zakochani (włączając hetero) są odmóżdżeni tak???
To proszę sobie przeanalizować swój własny mózg, a raczej to co z niego pozostało po latach indoktrynacji i prania mózgu chora ideologią religijną. Jeśli mam wybór zakochać się, założyć rodzinę i prowadzić normalne życie będąc "odmóżdżonym" albo zostać sfrustrowanym zgoszkniałym onanizerem ze spranym religijną ideologią móżdżkiem, to wybieram to pierwsze.
zwiń


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
BRAWO

czytelnik (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 15 / 4

Ująłeś to znakomicie. Najśmieszniejsze jest to, że tym wypranym móżdżkom w kieckach wydaje się, że mają monopol na wszystko i są jedynymi, niepodważalnymi autorytetami w każdej dziedzinie.


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Nie wysilaj się

zmanipulowana (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 3 / 1

To sekciarstwo jest tak wyszkolone, że żadne racjonalne argumenty do nich nie trafiają. To jest naczelna zasada sekciarstwa.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo