Menu Region

Reality Shopka Szoł 2009: Politycy denerwują się za kulisami

Reality Shopka Szoł 2009: Politycy denerwują się za kulisami

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Gazeta Krakowska

Joanna Weryńska

Prześlij Drukuj
Zajrzeliśmy do szopkowej garderoby. Janusz Palikot pocieszał Jana Rokitę.
1/2
Reality Shopka Szoł 2009: Politycy denerwują się za kulisami

Amor czyli... Piotr Gadzinowski

(© Andrzej Banaś)

Jedni gorączkowo powtarzali swoje role, inni, jak posłanka Joanna Senyszyn, cierpliwie poddawali się charakteryzacji. Niesforny poseł Janusz Palikot, nie zważając na polityczną rozbieżność poglądów, pocieszał Jana Marię Rokitę, który po niefortunnej przygodzie z Lufthansą "smutną miał twarz".

Tymczasem zadumany prezydent Jacek Majchrowski, nie zwracając uwagi na panujący wokół niego chaos, ze skupieniem ćwiczył swoją kwestię. - Tremę mam, ale to bardzo fajnie przebrać się za kwiatuszka. Oczywiście, pod warunkiem, że nikt mnie nie zerwie - żartował prezydent, który wystąpił jako...stokrotka.

Mieszane uczucia co do swojego stroju pokutnika miał szopkowy debiutant, Janusz Palikot.
- Ta włosienica strasznie szczypie, tym bardziej że założyłem ją na gołe ciało - wyjaśniał poseł. - Bardzo
tu jest fajnie, myślę, że dobrym pomysłem byłoby przekształcić sejm w taką szopkę.

Do gustu przypadły Palikotowi zwłaszcza jego sceniczne towarzyszki w skąpych strojach z sexshopu.
- Dziewczyny są po prostu bomba. Spisały się na medal - mówił zachwycony.

Jedynym nieprzebranym przedstawicielem władz podczas szalonej nocy w teatrze był Jan Rokita.
- Wywalczyłem sobie prawo grania samego siebie - wyjaśnił z dumą szopkowy weteran. - Gdyby to ode mnie zależało, zakazałbym w szopce szydzenia z politycznej konkurencji. Każdy powinien śmiać się
z samego siebie - sugerował Rokita, którego nawet w garderobie na krok nie odstępowała małżonka, Nelli.

Poseł Eugeniusz Kłopotek był tego wieczoru nastrojony wyjątkowo romatycznie w stosunku do... Julii Pitery. - Są walentynki, więc jako Romeo zaśpiewam specjalnie dla mojej ukochanej pani minister. Wytrzymam dla niej nawet to, że jest mi za gorąco w tym kostiumie - dodał. Nieco zawiedziony swoim strojem był Janusz Sepioł. - Największą atrakcją szopki jest przebieranie się, a ja znów mam na sobie ten lekarski kitel - żalił się polityk, który wzorem poprzedniego roku grał patologa sądowego.

Jak ryba w wodzie czuł się za to na scenie i poza nią Jerzy Fedorowicz, poseł i aktor. - Ja i Szwarcenegger mamy pewien problem. Musimy się specjalnie przygotowywać, bo wszyscy wiedzą, że jesteśmy aktorami - mówił poseł.

Posłanka Beata Kempa w roli Marleny Dietrich poczuła się młodziej, ale była mocno zestresowana. - Boję się, że źle mi pójdzie. Nie miałam czasu na próby, a piosenka jest dość trudna - wyznała. Otuchy dodawał jej Jerzy Wenderlich. - Patrzę na kobietę i odkrywam ją na nowo - kokietował.

Także Paweł Graś przechadzał się nerwowo po garderobie. - Mam wielką tremę, ale cieszę się, że gram samuraja. Ten strój jest taki męski, tylko nie mogę w nim siadać. Przeszkadza mi miecz - zdradził poseł. Nieco inne zdanie na temat jego kostiumu miał poseł Palikot, który cały czas bacznie mu się przyglądał. - Paweł Graś jako gejsza japońska robi fantastyczne wrażenie. Kto wie, czy w ten sposób nie odnalazł części swojej prawdziwej osobowości -zastanawiał się niesforny polityk.

Wszystkich zaskoczył Janusz Korwin-Mikke. Pojawił się bowiem w teatrze bez muszki, powtarzając ciągle - bezpieczeństwo przede wszystkim. Co ciekawe, jego przebranie kosztowało całe... 3 złote. - Dwa złote to cena mojego kombinezonu po dofinansowaniu z dotacji unijnych. Do niego mam foliowe pantofle ze szpitala naprzeciwko za 1 zł - zdradził nam tuż przed wejściem na scenę.
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama