Syryjczycy wyjadą, gdy wojna się skończy

Syryjczycy wyjadą, gdy wojna się skończy

Maria Mazurek

Gazeta Krakowska

Aktualizacja:

Gazeta Krakowska

Ali Issa-Darwich: Moje miasto w Syrii jest zrównane z ziemią

Ali Issa-Darwich: Moje miasto w Syrii jest zrównane z ziemią ©fot. Michał Gąciarz

To nie są emigranci zarobkowi. Ludzie uciekają przed wojną, śmiercią, cierpieniem - mówi Ali Issa-Darwich, Syryjczyk, obywatel Polski, ordynator Oddziału Ratunkowego w zakopiańskim szpitalu.
Ali Issa-Darwich: Moje miasto w Syrii jest zrównane z ziemią

Ali Issa-Darwich: Moje miasto w Syrii jest zrównane z ziemią ©fot. Michał Gąciarz

Pan jest Syryjczykiem, lekarzem, żyjącym w Polsce od 30 lat. Więc zapytam: przyjmować uchodźców z Syrii czy nie?
Cała Europa zastanawia się, czy przyjmować uchodźców. Ale to debata nad skutkami, nie przyczynami. A ci ludzie uciekają przed wojną, śmiercią, cierpieniem. I na tym należy się skupić. Nad zlikwidowaniem przyczyny. Zapewniam panią, że tylko jak wojna się skończy, Syryjczycy do kraju wrócą.
Mówi się: to imigranci zarobkowi. Zapewniam panią, że nie. Jeśli każdego dnia walczy się o życie, nie zastanawia się, gdzie jest dobry socjal. Ucieka się po prostu w bezpieczne miejsce. Nie wiadomo, o co chodzi w tej wojnie, kto z kim walczy, a kto za tym stoi. Mamy z jednej strony Assada, a z drugiej Państwo Islamskie, Bractwo Muzułmańskie, mnóstwo różnych organizacji, i jeszcze ludzi z zewnątrz: Turków, Czeczenów, Amerykanów, Irańczyków. Wie pani, o co chodzi w tej wojnie? Ja nie wiem. Jednego dnia w ataku chemicznym zginęło dwa tysiące dzieci i do dziś nie wiadomo, kto za tym zamachem stał. Zachód jakoś wcale nie kwapi się, żeby to wyjaśnić. Więc jeśli ktoś pyta mnie: czemu uchodźcy uciekają do Europy, a nie zostają i walczą o swój kraj, to ja pytam: a z kim mają walczyć? Kto jest tym wrogiem? W Syrii jest chaos. Nie wiadomo, komu ufać, a kto chce cię zabić. A świat, Europa na to patrzą. I budzą się dopiero, jak mają u siebie falę uchodźców.

Kiedy ostatni raz był Pan w Syrii?
Pięć lat temu. Kilka miesięcy przed początkiem wojny. Zjechałem cały kraj samochodem. Kupiłem dom w Zabadani. To moja rodzinna miejscowość, w górach, niedaleko Damaszku. Teraz tego domu już nie ma. Kolega mówił mi przez telefon: nie poznasz tego miasta, nie ma już żadnych domów. W 100-tysięcznej miejscowości! Moje Zabadani jest zrównane z ziemią. Jak wiele miejscowości w Syrii. Nie mogę do dziś uwierzyć w to, co tam się dzieje. Wszystko przecież było w porządku.

Nie spodziewał się Pan wojny?
Nikt się jej nie spodziewał i nikt jej nie rozumie. Było spokojnie, ludziom w miarę dobrze się żyło. Myślałem o powrocie do kraju. O Assadzie można mówić różne rzeczy, ale głodu, śmierci, cierpienia w Syrii nie było. To był spokojny, otwarty, tolerancyjny naród. Wielowyznaniowy. Syryjczycy lubili turystów, sporo Polaków spędzało tam urlop. Jestem muzułmaninem, ale miałem kolegów chrześcijan i żydów. Obok siebie stały meczety i kościoły. Przecież w Damaszku jest grób Jana Chrzciciela. Wszyscy dobrze żyli.

Cztery i pół roku temu ludzie wyszli jednak na ulice, twierdząc, że żyje im się źle. Od tego się wojna zaczęła.
Nie wiem, kto wyszedł na ulice i kto za tymi ludźmi stał. Byłem tam dosłownie chwilę wcześniej - zresztą jeździłem do ojczyzny regularnie, każdego roku - i nie widziałem, żeby tworzył się jakiś bunt, narastająca niechęć do reżimu Assada. Nie chcę go bronić, ale przykład krajów arabskich, zupełnie innych cywilizacyjnie od zachodu, pokazuje, że demokracji nie da się wprowadzić z dnia na dzień, od razu. Zachód rozniecił demonstracyjne nastroje, pchnął Syryjczyków do takich działań, a potem zostawił. Jestem pewny, że Syryjczycy sami nie zgotowaliby sobie takiego losu. Znam swój naród.

Tęskni Pan za Syrią?
Jestem już w Polsce dłużej niż byłem w Syrii - przyjechałem tu jako młody chłopak, na studia medyczne. Był 1985 rok. Polska jest moim krajem, ale zawsze tym drugim. Mimo że od 30 lat mieszkam poza Syrią ,to wciąż jest moja ojczyzna. Cały czas, odkąd skończyłem studia, chciałem tam wrócić. Ale w Polsce miałem znajomych, ożeniłem się, urodziła się mi córka. Była jedna praca, potem druga, trzecia. Cały czas przekładałem powrót do ojczyzny na później. Ostatni raz myślałem o tym przed wojną, kupując pięć lat temu ten dom. Dziś wiem, że pewnie już nie wrócę - nie wydaje się, że ta tragedia, która tam się dzieje, prędko się skończy. A nawet, jeśli się skończy, to Syria latami będzie się po niej dźwigać.

Czemu akurat do Polski Pan przyjechał na studia?
Między naszymi krajami były podpisane umowy o stypendia. Dużo nas, Syryjczyków, tu jest. Po medycynie, po politechnice, po wszystkich kierunkach. Przyjeżdżaliśmy na studia i często zostawaliśmy.

Nie wolał Pan jechać na Zachód?
Na Zachód nigdy mnie nie ciągnęło.

Muzułmanin, Arab dobrze odnalazł się w chrześcijańskiej, jednolitej rasowo i kulturowo Polsce?
Dobrze. Ja lubię Polskę. Dobrze mi tu. Wcale nie czuję, żeby to był nietolerancyjny, zamknięty naród. Wręcz przeciwnie.

Rodzina została w kraju?
Część rodzeństwa podczas wojny uciekła do Stanów, do Libanu, do Niemiec. W Syrii wciąż są rodziny moich dwóch sióstr i dwóch braci. Rozmawiam z nimi codziennie, wiem, jak trudna jest sytuacja. Nie ma wody, prądu, brakuje jedzenia. Jedna siostra jest w Libanie, a jej mąż został w Zabadani, skąd teraz nie może się wydostać, bo miasto jest otoczone wojskiem. Boją się. Brat rok temu został postrzelony przez snajperów. Wyszedł z domu na spacer i dostał dwie kule. Z Polski załatwiałem mu operację w Damaszku, żeby przeżył.

Kto go postrzelił? Wojsko, ludzie z Państwa Islamskiego?
Przecież nie wiadomo. To jest tak, jakby pani wyszła na ulicę, a na dachach stali snajperzy celujący do pani. Nie wie pani, kim oni są i dlaczego chcą panią zabić.

Nie chce Pan ściągnąć rodziny do Polski?
Chcę. Wydzwaniam do ambasady, sprawdzam wszystkie możliwości. Ale prawo jest tak skonstruowane, że aby dostać status uchodźcy, trzeba najpierw dostać się do danego kraju. Ja, jako obywatel Polski, nie mam żadnej możliwości, aby sprowadzić do siebie rodzinę, za którą bym odpowiadał, której zapewniłbym do końca wojny mieszkanie i utrzymanie. A zapewniam panią, że po wojnie oni by wrócili do Syrii. W Turcji działa to inaczej. Tam uchodźcy są przyjmowani na zaproszenie tureckiego obywatela, który zostaje ich "gwarantem" i za nich ponosi odpowiedzialność. Uważam, że tu powinno być podobnie. Nie mogę odpowiadać za wszystkich Syryjczyków, tak jak pani nie może odpowiadać za wszystkich Polaków. Ale mogę odpowiadać za swoją rodzinę i mam możliwości, by do końca wojny zapewnić im środki do życia w Polsce. Zamiast przyjmować ludzi, których tożsamości nie weryfikujemy, powinniśmy mieć możliwość legalnie, samolotem sprowadzić swoje rodziny, za które będziemy poświadczać. To nie tylko moje zdanie, ale i wielu moich syryjskich kolegów w Polsce. Jesteśmy w stanie pomóc. Ale nikt nas nie słucha.

Polacy są dość negatywnie nastawieni do przyjmowania uchodźców.
Nie odbieram tego w ten sposób. Kolega ze Śląska obiecał, że odstąpi Syryjczykom cały hotel. Zewsząd słyszę słowa otuchy.

A ja słyszę, żeby ich nie przyjmować. Że nas na to nie stać.
Nie stać nas na przyjęcie dwóch tysięcy Syryjczyków? To jest jeden blok. A ja zapewniam panią, że nikt tu luksusów nie szuka. Niektórzy ekonomiści straszą, że to imigranci ekonomiczni, że chodzi im o socjal. To nieprawda. Oni uciekają przed śmiercią. A jak ktoś ucieka przed śmiercią, nie myśli o zasiłkach. Chcę uspokoić tych Polaków, którzy mają wątpliwości, że Syryjczycy będą im zabierać pracę, pieniądze. Nie będą. Ci ludzie będą chcieli wracać do swojej ojczyzny, bo tam jest ich dom. Poza tym to są wykształceni ludzie, którzy żyli jeszcze niedawno na dość wysokim poziomie. Mieli swoje firmy albo byli inżynierami. Tak przynajmniej jest z moją rodziną, która musiała uciekać, i z moimi znajomymi. Poza tym proszę nie mieć obaw: ci ludzie wcale nie chcą być w Polsce. Wolą jechać do Niemiec. Pamięta pani, jak w sierpniu Straż Graniczna zatrzymała tuż za granicą w Chyżnem busa z kilkunastoma syryjskimi uchodźcami? Byłem w sądzie tłumaczem. I wie pani, ilu z nich zdecydowało się na to, żeby zostać w Polsce? Jeden. I to dlatego, że go przekonałem, żeby został, powiedziałem mu: ja uważam, że w Polsce żyje się lepiej niż w Niemczech. Reszta wolała wrócić się przez Słowację na Węgry i znów próbować do Niemiec.

Bo Niemcy początkowo witali uchodźców z otwartymi ramionami.
A teraz się wycofują. Wystraszyli się, że przesadzili, że nie dadzą rady. Ale Polsce to nie grozi.

Boimy się też, kim ci ludzie są. Czy nie ma wśród nich terrorystów.
Ja pani nie mogę zagwarantować, że na tysiące ludzi nie znajdą się wśród nich przestępcy czy członkowie radykalnych organizacji. Dlatego uważam, że tożsamość uchodźców powinna być weryfikowana.

Polacy czują też strach przed islamizacją Europy.
Niektórzy mają błędne przekonanie o islamie. Sądzą, że Koran mówi, że za religię trzeba zabijać. To nieprawda. Islam jest religią taką jak chrześcijaństwo. Istnieją jego radykalne odłamy, ale większość muzułmanów z nimi się nie utożsamia. Syria nie była państwem wyznaniowym. Już wspomniałem, że obok siebie żyli żydzi, chrześcijanie, muzułmanie. Nikt nie oceniał ludzi na podstawie ich wiary. Tym bardziej boję się Państwa Islamskiego i innych radykalnych organizacji islamskich. Dla mnie religia to jedno, a państwo to drugie. I nie powinno być ze sobą mieszane. Nie chcę poza tym, żeby Syrią rządzili ludzie, którzy jednym ruchem potrafią zniszczyć miejsca z historią sięgającą czasów starożytnych. A ISIS pokazało, że jest do tego zdolne.

Jakie jest rozwiązanie?
Twarda ręka, stanowcza interwencja ONZ, rozmowy Rosji ze Stanami. Bo jak na razie codziennie w Syrii giną ludzie, głodują, nie mają wody, a świat nie traktuje tego poważnie. Gdyby Ameryka i Europa faktycznie chciały pomóc Syrii, gdyby rzeczywiście zależało im na pokoju, już dawno by to zrobili. A gdyby w Syrii wrócił pokój, nikt do Europy by nie uciekał.

***

Ali Issa-Darwich jest Syryjczykiem. Studiował w Polsce medycynę. Jest chirurgiem, specjalistą medycyny ratunkowej i ordynatorem na Oddziale Ratunkowym Szpitala Powiatowego im. dr. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem.

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Syryjczycy wyjadą, gdy wojna się skończy

Sara (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

Nigdy nie będą chcieć wyjechać,,Cyba ze zostaną deportowani. tak jak było z była Jugoslawia .Wszyscy musieli opuscic nNiemcy.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo