Bea Ihnatowicz: marionetki dzięki rysom twarzy i oczom...

    Bea Ihnatowicz: marionetki dzięki rysom twarzy i oczom ożywają

    Marta Paluch

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Marionetki i lalki robi od dziecka. Zawsze to lubiła. A 10 lat temu zaczęła je tworzyć profesjonalnie, czyli tak, by móc się utrzymać. Na razie jej się udaje. Bea Ihnatowicz, krakowska malarka i artystka, ma na swoim koncie ponad 50 takich postaci. Zawsze pracuje samodzielnie. Nad jedną postacią pracuje średnio miesiąc. To tzw. lalki OOAK (one of a kind) - unikalne egzemplarze, każdy inny.
    Bea Ihnatowicz z jedną ze swoich marionetek

    Bea Ihnatowicz z jedną ze swoich marionetek ©fot. archiwum prywatne

    - Przy każdym lalkowym teatrze jest mała manufaktura takich lalek. Kto inny sporządza szkielet, kto inny lepi z masy "ciało", jest też krawcowa, która szyje im ubrania i buty. Ja jestem nimi wszystkimi naraz, o ile mi wiadomo, jedynym takim szaleńcem w kraju - śmieje się artystka. Bea jest samoukiem. - Pierwszą marionetkę zrobiłam dla babci. To była gejsza w kimonie, zrobiłam jej wachlarz i perukę - wspomina. Miała wtedy osiem lat. Potem studiowała scenografię na ASP i produkcję w katowickiej szkole filmowej. Ale miłość do marionetek została.

    - One mnie fascynują, mają specyficzny urok. Potrafią wyrażać różnorakie emocje, wzruszać, bawić. Wiem, że robią na ludziach orgomne wrażenie, czy to na scenie, czy w czyimś mieszkaniu jako ozdoba, pamiątka - tłumaczy Ihnatowicz.
    Najbardziej lubi moment, kiedy lalka wyłania się z bezkształtnej masy papierowej.

    - Gdy dostaje rysy twarzy, zwłaszcza oczy - ożywa. Od tego momentu staje się małą osóbką - mówi artystka. Marzy o robieniu scenografii w teatrze lalek. Pierwszy krok już zrobiła. W spektaklu "Beatrix Cenci" w Teatrze im. Słowackiego jej lalki grały ważną rolę - sobowtórów głównych postaci. Ihnatowicz stworzyła też postaci do niezależnych filmów w USA - "Tree of life" i "David and Dee".

    Najwięcej jednak lalek tworzy na prywatne zamówienia. Kupują je kolekcjonerzy z Polski, USA, a nawet Australii i Japonii. Trafiają do niej przez stronę internetową i fanpage (www.beatissima.com, facebook.com/Beatissima.Art). Jedne - to miniaturki słynnych ludzi. Ostatni to podobizna Franka Zappy. - Prezent gwiazdkowy. Pewna dziewczyna kupiła go ojcu, wielbicielowi muzyki Zappy - tłumaczy artystka. Są też lalki, które przedstawiają czyichś znajomych, członków rodziny oraz postaci zupełnie fantazyjne.

    - Zostają mi tylko ich zdjęcia, bo wszystkie sprzedaję. A ponieważ miewam propozycje wystawowe - zaczęłam tworzyć grupę lalek przeznaczonych na ten cel. Będą to m.in. Edward Norton, Penelope Cruz, Frida Kahlo i Maria Callas. - Postacie, nad którymi pracuję, zazwyczaj są znane i często imponują mi ich życiowe osiągnięcia. To ciut paradoksalne, że ich ostateczny kształt w moim warsztacie to... marionetka na sznurkach - kwituje ze śmiechem.


    Moda w przedwojennym Krakowie [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]



    Możesz wiedzieć więcej! Kliknij, zarejestruj się i korzystaj już dziś!



    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

    "Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Niezwykła sztuka

      Radomińsk (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 68 / 72

      Widziałem prace tej Pani w internecie. Niesamowite i piękne... wow! Polecam

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama