Nadzieja Kościoła. Biskup, co świata się nie boi

    Nadzieja Kościoła. Biskup, co świata się nie boi

    Marek Bartosik

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Nadzieja Kościoła. Biskup, co świata się nie boi

    ©fot. Adam Wojnar

    Wielu widzi w nim nadzieję krakowskiego i polskiego Kościoła. Nie boi się wyzwań dzisiejszego świata. Kilka dni temu poprowadził ulicami Krakowa i na stadion Cracovii kilka tysięcy katolików, w tym wielu wątpiących, poszukujących. Jest mądrym, a przy tym zanurzonym w wierze człowiekiem. I skromnym kapłanem - pisze Marek Bartosik.
    Nadzieja Kościoła. Biskup, co świata się nie boi

    ©fot. Adam Wojnar


    Kiedy ostatnio pojawił się ksiądz, w którym widziano by nadzieję Kościoła krakowskiego i polskiego? Może ponad pół wieku temu, gdy zaczynała się biskupia droga Karola Wojtyły. Teraz tak o biskupie Grzegorzu Rysiu mówią ci, którzy go znają od lat. Ale co do jego przyszłości jednego tylko są pewni: czeka go bardzo trudne życie.

    W weekend tydzień temu księdza Rysia, biskupa pomocniczego kardynała Dziwisza w archidiecezji krakowskiej mógł szerzej poznać Kraków.

    Wyszedł na ulice szukać zbłąkanych owieczek
    Młody jak na biskupa, poprowadził na ulice Krakowa i stadion Cracovii zorganizowane grupy katolików. Ale nie po to, by domagać się miejsca na cyfrowym multipleksie dla telewizji Trwam czy krzyżem walczyć o swoją prawdę o Smoleńsku. Katolicy z wielu wspólnot religijnych wyszli z biskupem do tych, którzy są rozczarowani Kościołem, odeszli od niego i od wiary.

    I działo się to w tym samym czasie, kiedy w Watykanie biskupi z całego świata na synodzie dyskutują o nowej ewangelizacji.
    Wielka akcja ewangelizacyjna zaskoczyła miasto rozmachem, sprawnością organizacyjną, nastrojem, świeżością pomysłów. Pokazała sposób myślenia biskupa o miejscu Kościoła we współczesnym świecie. Sposób myślenia doskonale znany w środowiskach, w których bp Ryś zdążył już zapracować na miano nadziei Kościoła.

    Biskup, który jeździ na rowerze

    Biskupem ks. Ryś został w lipcu ubiegłego roku. Stało się to, gdy miał 48 lat. O tym, że może i powinien objąć taką funkcję, mówiono jednak już 8 lat temu, przy okazji poprzedniego biskupiego rozdania w Krakowie, kiedy sakry otrzymali biskupi Józef Guzdek i Jan Zając.

    Ks. Ryś miał już wtedy wszystkie potrzebne atuty, ale jak na biskupa okazał się za młody. Niemal pewne, że wkrótce zostanie hierarchą, stało się, gdy kardynał Dziwisz mianował go rektorem krakowskiego seminarium.

    W ubiegłym roku, zaraz po wawelskiej konsekracji, w której uczestniczyli kardynałowie Macharski, Dziwisz i Ryłko, biskup Ryś został przewodniczącym zespołu do spraw nowej ewangelizacji episkopatu.

    - Kardynał Dziwisz na niego postawił, bo zdaje sobie sprawę, że sam należy już do epoki odchodzącej, a Kościołowi potrzebni są ludzie, którzy rozumieją współczesność. A Grzegorz ten dzisiejszy świat rozumie bardzo dobrze - tłumaczy jeden z krakowskich księży.

    Ks. Grzegorz Ryś na posiedzeniach episkopatu zwraca podobno uwagę tym, że jako jeden z nielicznych nie zakłada na głowę purpurowej piuski.

    W Krakowie łatwo go zobaczyć pedałującego na rowerze. Gdy jedzie na wizytacje biskupie, to spędza w danej parafii 3-4 dni. - To jednak, co jest według mnie najważniejsze dla biskupa pomocniczego, to po prostu bycie w parafiach, z ludźmi: jeździć, nawiedzać, wizytować, bierzmować, być z młodymi ludźmi, zwłaszcza wśród rozmaitych ruchów, wspólnot kościelnych, których tu w Krakowie zawsze było i jest dużo i za to chwała Bogu. Nie myślę zatem o jakichś planach duszpasterskich, ale po prostu o byciu z ludźmi i towarzyszeniu im w ich wierze, tam gdzie się spotykają, gdzie się gromadzą, gdzie się modlą - to wydaje mi się istotne - tak tłumaczył publicznie swoje rozumienie biskupstwa.

    Od lat pielgrzymuje na Jasną Górę, razem z klerykami seminarium poszedł szlakiem św. Jakuba do Santiago di Compostela. Ale to wszystko powierzchowne ciekawostki, które nie oddają tego, co w osobowości biskupa najważniejsze.

    Otwarty, mądry, pozytywny człowiek

    - On jest niezwykle mądrym, a przy tym zanurzonym w wierze i modlitwie człowiekiem. Pokornym, skromnym kapłanem, który autentycznie przeżywa Ewangelię i jest pozytywnie nastawiony do świata - mówi Marcin Przeciszewski, szef Katolickiej Agencji Informacyjnej.

    Przez wiele lat ks. Ryś prowadził życie duchownego-intelektualisty. Ale równocześnie stale służył pewnej mało znanej wspólnocie rodzin i osób niepełnosprawnych Namarka. I zawsze podkreślał, jak wiele się od tych ludzi uczy.

    - Znam go od 20 lat. Zawsze zwracał uwagę swoją inteligencją, ciekawością świata, umiejętnością słuchania i głębokością wiary. Widziałem - i wciąż widzę - jak on "rośnie": intelektualnie i duchowo. Co jakiś czas słucham jego znakomitych homilii i kazań. Są one głębokie, pozostają w pamięci, często poruszają w człowieku jakąś ważną strunę - opowiada publicysta Janusz Poniewierski, świetny znawca pontyfikatu Jana Pawła II.

    Za kim jest biskup? Za Garbarnią

    Ks. Grzegorz Ryś jest kibicem Garbarni. Musiało mu to zostać z dzieciństwa, które spędził na bliskim klubowi os. Podwawelskim, gdzie mieszkała jego inteligencka rodzina. Należy do pokolenia księży, które wstąpieniem do seminarium odpowiedziało na stan wojenny.

    - Seminarium dobrze wspominam. Z wdzięcznością myślę też o kryzysach, jakie w tamtym czasie mnie spotykały. To one otwierały mnie na rozumienie powołania. Przychodziłem do seminarium, bo w tym kierunku logicznie układało mi się życie, ale nie wiedziałem wtedy, ile w tym wszystkim zależy od Pana Boga. Na to, żeby odczuć jak człowiek jest od Niego zależny, trzeba przeżyć kryzys powołania. Miałem ich wiele - opowiadał nam niedawno.

    - W tym samym czasie byliśmy klerykami, razem chodziliśmy na seminarium z historii Kościoła do ks.prof. Jana Kracika - mówi ks. Kazimierz Sowa. - Grzegorz nigdy nie był duszą towarzystwa. Jednak był lubiany, bo umiał słuchać, był pozytywnie nastawiony do człowieka.

    Bp Ryś jest przede wszystkim historykiem średniowiecznego Kościoła. Po studiach tylko krótko był wikariuszem w Kętach, ale w 1989 roku wyjechał do Londynu.

    - Zbierałem tam materiały do doktoratu, ale świadomie wybrałem pobyt w angielskiej parafii w centrum miasta - opowiadał.
    Nie bójmy się świata, bójmy się o świat

    Zaznał tam zupełnie odmiennych niż polskie warunków, w jakich działa Kościół. Przyznaje, że ten pobyt wywarł na niego duży wpływ. "Nie bójmy się świata, bójmy się o świat" - takie jego słowa, w których odbijają się jego doświadczenia, zapadły głęboko w pamięć np. znanego krakowskiego kaznodziei, dominikanina o. Józefa Puciłowskiego.

    Ks. Ryś nie boi się świata

    Zaraz po powołaniu na szefa zespołu ds. nowej ewangelizacji jej kongres urządził w Kostrzyniu. Uczestnicy spotykali się z młodzieżą uczestniczącą w odbywającym się obok przystanku Woodstock.

    - Nowa ewangelizacja jest możliwa tylko wtedy, gdy mamy obok siebie wspólnoty ludzi świeckich, którzy mają bliższy kontakt z tymi, do których my jako duchowni nie mamy żadnych możliwości dotarcia - mówił wtedy biskup.

    Sam ma znakomite stosunki z trzema kardynałami. - Ale z każdym ma osobne relacje, na innej płaszczyźnie - podkreśla ksiądz dobrze znający stosunki w krakowskiej kurii. Kardynał Macharski odkrył format intelektualny ks. Rysia. Ma do niego olbrzymie zaufanie. Powierzał mu papieskie liturgie na Błoniach.

    To na telefon ks. Rysia dotarł od kardynała z Watykanu słynny SMS ("Jestem z Wami przy świętym Piotrze. Tu i tam Wasz") do tysięcy ludzi, jacy na Błoniach dziękowali za pontyfikat Jana Pawła II zaraz po jego śmierci.

    Dzisiejszy metropolita warszawski kardynał Kazimierz Nycz też w specjalny sposób wybrał ks. Rysia. Kiedy jeszcze w krakowskich czasach zostawał biskupem, obawiał się, że ludzie onieśmieleni purpurą już nie będą wobec niego tak otwarci jak dawniej. Poprosił młodego wówczas ks. Rysia, by on mówił mu jak jest.

    - Ich łączy wielki obustronny szacunek - mówi jeden ze znanych w Krakowie duchownych o stosunkach kardynał Dziwisz - bp Ryś. - Może się okazać, że postawienie na Grzegorza Rysia będzie największym dokonaniem kardynała w Krakowie - dodaje.
    Ks. Ryś od lat pisuje w Tygodniku Powszechnym. Po śmierci abpa Józefa Życińskiego objął pozostawioną przez niego rubrykę poświęconą komentowaniu Pisma Świętego. Od lat jest również autorem miesięcznika Znak.

    Unika okazywania politycznych sympatii. Nie ukrywa tylko, że ceni Jarosława Gowina, z którym zna się ze środowiska Tygodnika i Znaku.

    - Wiedza historyczna daje mu dystans do teraźniejszości. Potrafi tak odwołać się do historii, że nasze bieżące kryzysy natychmiast bledną, otrzymują właściwe proporcje - mówi Michał Okoński, który od lat redaguje teksty obecnego biskupa w Tygodniku.

    Duże wrażenie przed kilkoma laty zrobiła książka "Celibat", w której ks. Ryś opisał historyczne tło powstania instytucji, która budzi tyle emocji w Kościele.

    - Ma mnóstwo zalet, ale to nie znaczy, że nie ma wrogów, albo niechętnych. Pokazały to niedawne wybory do rady stałej episkopatu przedstawiciela biskupów pomocniczych. Jego kandydaturę promował kardynał Nycz. Jednak bp Ryś przegrał ze znanym z sympatii radiomaryjnych biskupem Lepą - opowiada ks. Kazimierz Sowa.

    Wielu z naszych rozmówców z pewną obawą mówi o biskupie Rysiu. Boją się, że pochwałami mu zaszkodzą. - Jemu nie da się zaszkodzić - uśmiecha się Michał Okoński. - Jest mocny wiarą. Wie, co to znaczy służyć innym, i że tego nie da się sprowadzić do tzw. kościelnej kariery.

    Czytaj także

      Komentarze (4)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      ha ha ha ciemnogrod

      wacek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 39 / 27

      CO TO ZA NADZIEJA JAK NIE CHLA WODKI, MACA MINISTRANTOW , DUP..CZY KLERYKOW.
      TO WBREW KANONOM WIARY WSROD WYZSZEGO KLERU

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      szanuję tego duchownego

      Los Lokos (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 53 / 48

      ks. Ryś rzeczywiście jest nadzieją krakowskiego kościoła, życzę ks. Rysiowi wiele sił!

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Nie prawda

      Mediewista (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 34 / 44

      Ja pisałem do niego w pewnych merytorycznych kwestiach związanych z epoka średniowiecza i do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi. Czy tak wygląda skromność; to chyba zarozumiałość.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Osąd człowieka musi być trzeźwy i obiektywny.....

      Ruppert (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 53 / 38

      Jeżeli ktoś wybiera zajęcie duchownego, to wiadomym jest iż będzie się on parał rozpowszechnianiem metafizyki a więc głoszeniem czegoś, co wymyka się racjonalnemu obrazowi świata. Tak więc "dobry"...rozwiń całość

      Jeżeli ktoś wybiera zajęcie duchownego, to wiadomym jest iż będzie się on parał rozpowszechnianiem metafizyki a więc głoszeniem czegoś, co wymyka się racjonalnemu obrazowi świata. Tak więc "dobry" duchowny, to taki który będzie przestrzegał kanonów swojej religii. która dla wielu jest kompletnie nie do przyjęcia. Dla agnostyka i ateisty taki duchowny, to osoba, która cofa światopogląd ludzi do ślepej wiary w bóstwa i zdarzenia nadprzyrodzone, które po prostu nie istniały nigdy i nadal nie istnieją.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama