Gazeta Krakowska » Fakty24 » Ewelina Kobryn, Marcin Gortat: życie na dwutakcie

Ewelina Kobryn, Marcin Gortat: życie na dwutakcie

Data dodania: 2012-01-28 18:00:02 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-01-31 12:11:31

PrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Ewelina Kobryn, Marcin Gortat: życie na dwutakcie

Ewelina Gortat (© Jan Hubrich)

Z nią, najlepszą środkową w Polsce, o tym jak opuściła parkiety WNBA i zadomowiła się w Krakowie, rozmawiają Anna Górska i Katarzyna Kachel. Z nim, o koszykówce w USA, wierności gwiazd, i sąsiedzie, byłym kandydacie na prezydenta Stanów Zjednoczonych w rozmowie z Magdą Kossecką-Rawicz.

Ewelina Kobryn


Podobno na początku nie umiałaś dwutaktu.
(śmiech). Tak było.

A co to w ogóle jest?
No, kiedy złapiesz piłkę, to nie możesz zrobić więcej niż dwa kroki.

A jak zrobisz trzy?
Tracisz piłkę.

To takie trudne?
Tak, bo przecież nie chodzi o to, czy umiesz liczyć do dwóch czy trzech, ale o koordynację ruchów. Dostajesz piłkę, gdy jesteś w biegu, wszystko rozgrywa się bardzo szybko.
∨ Czytaj dalej
Niełatwo tak od razu wyhamować.

Ty już potrafisz.

Po tygodniu miałam dwutakt w małym paluszku. Dwa kroki i basta.

Ale za to jakie! Jeden twój krok ma chyba z dwa metry.
Nie przesadzajmy. Ale metr chyba ma, może więcej.

Nawet robimy specjalne ćwiczenia, które mogą go wydłużyć.


W wywiadach mówisz, że gdy zaczynałaś grać w kosza, już byłaś stara.
Byłam, miałam 17 lat.

To co robiłaś wcześniej?
Często zmienialiśmy z rodzicami miejsce zamieszkania, podróżowaliśmy po całej Polsce. Ta sytuacja powodowała, że nie mogłam rozpocząć na dobre przygody ze sportem. Gdy na stałe osiedliliśmy się w Krakowie, mama wpadła na pomysł, bym spróbowała grać w kosza.

Chciałaś?
Tak, zawsze byłam ruchliwa, choć całkiem duża. Lubiłam aktywnie spędzać czas i nigdy nie siedziałam przed telewizorem.

Urodziłaś się taka wielka?
O, tak! Wszyscy mówili, że wyglądam na noworodka, który ma dwa miesiące. Ważyłam 4,700 kg i miałam 60 cm wzrostu.

I rosłaś?
Jak na drożdżach.

Miałaś z tego powodu kompleksy?
Nigdy. Nie garbiłam się, nie siedziałam w kącie czy ostatnich ławkach. Byłam nawet zła, że na występach ustawiają mnie z tyłu, bym nikogo nie zasłaniała. A ja zawsze chciałam stać z przodu!

Którą ławkę sobie wywalczyłaś w szkole?
Drugą, bo zawsze miałam malutkie koleżanki. I tak jest i teraz. W drużynie przyjaźnię się z najmniejszymi.

Mówili: o Boże, jaka wysoka!
Pewnie. I próbowali tym chyba wpędzić mnie w kompleksy. Słyszałam: a gdzie ty sobie męża znajdziesz, a gdzie kupisz kurtkę? Ze spodniami też masz problem, prawda? Kompleksy pojawiają się, bo wmawiają je nam inni ludzie. Ja nie przeżywałam tego tak, jak te przejęte moim wzrostem panie.

Ale w przedszkolu rządziłaś, przyznaj się?
Nie całkiem, ale jak na sali był jeden wózek, to był mój. No bo jak bawić lalkę bez wózka?

Herszt bandy?
Choć wyglądam, wcale tak nie było. Nigdy nie chciałam być Robin Hoodem.

To kim?
Wszyscy mówili, że mam predyspozycje, by zostać nauczycielką. Babcia twierdziła, że mam podejście do dzieci. Tata z kolei widział mnie jako farmaceutkę. I nic z tego.

Płaczesz na boisku?
Gdy coś mi nie wychodzi, złoszczę się albo płaczę. Z bólu potrafię rozpłakać się od razu. Nie czekam do końca spotkania.

A po przegranym meczu?
Przychodzę do domu i gdzieś to schodzi ze mnie. Dziś płaczę rzadziej niż dawniej, kiedy umiejętności było mniej, a ambicje sięgały zenitu.

Klniesz,gdy coś idzie nie tak?

Wszystkie klniemy, bo się denerwujemy i chcemy rozładować wielkie emocje. Zwłaszcza jeśli to mecz na szczycie.

Bycie najlepszą środkową zobowiązuje?
Gdy powinie się noga, od razu wszyscy wytykają i piszą w gazetach: Ewelina rozkojarzona, ma słabszy dzień.

I Ty to czytasz?
No, ale nie tak jak kiedyś. Bo kiedyś to ja tym żyłam. Razem z mamą, która po każdym meczu kupowała w sklepie wszystkie gazety, zbierała wycinki i wklejała w album.

A internet?
Też rzadko, nie to co kiedyś.

Koszykówka jest zaborcza, da się ją oszukać?
Nie bardzo. Sport zawodowy bierze każdą wolną chwilę. To nie znaczy, że nie mam takich momentów, kiedy próbuję się regenerować, wyciszyć, odseparować od koszykówki.

Co wtedy robisz?
Spotykam się z przyjaciółmi, idę do kina, grilluję. Byczenie przed telewizorem też mi się czasem zdarza.

Masz przyjaciół spoza boiska?
Mam ze szkoły. To najpiękniejsze przyjaźnie, bo nigdy nie rozmawiamy o koszykówce. Moich koleżanek to za bardzo nie interesuje.

Masz swój fanklub?

Mam, mam. Powstał na facebooku. To na pewno sprawka tej młodszej, najbardziej zagorzałej części widzów. To miłe.

Są szczerzy?
Aż do bólu. I to nie tylko w internecie. Moja znajoma pracuje w sklepie, gdzie często robi zakupy zagorzały kibic "Wisły". Gdy przegrywamy, przychodzi do niej z wielkimi pretensjami i pyta: Co one zagrały te dziewczyny? Wstrząśnij tą Ewką, co ona tak gra?
1 2 3 »

Komentarze

przejdź na forum

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Rozrywka

Gazeta Krakowska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Krakowska", piątek 18.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

PRENUMERATA



31-548 Kraków, al. Pokoju 3
012 688 81 36, bezpłatny 0 800 603 906
prenumerata@gk.pl

Zamów prenumeratę

Kontakt z redakcją:

Polska Gazeta Krakowska



Polskapresse, Oddział Prasa Krakowska
Redakcja: 31-548 Kraków, al. Pokoju 3
tel. 12 688 81 00, faks 12 688 81 09

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy w Krakowie powinno powstać metro?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.