Gazeta Krakowska » Fakty24 » Ginka jako narzeczona Karola Wojtyły

Ginka jako narzeczona Karola Wojtyły

Data dodania: 2012-01-29 10:00:02 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-01-30 11:59:30

2KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Ginka jako narzeczona Karola Wojtyły

Oryginalne zdjęcie z przedstawienia

Znana i zasłużona krakowska aktorka i koleżanka Karola Wojtyły Halina Kwiatkowska w wydanej właśnie książce pt. "Nie ma takiej świętej" opisuje niezwykłą historię pewnego zdjęcia, które zrobiono w teatrze gimnazjalnym w Wadowicach w 1936 roku. Fotografia przedstawia scenę ze "Ślubów panieńskich". Po blisko pół wieku zdjęcie zaczęło żyć swoim życiem za sprawą pewnego niechlubnego retuszu.

Czytaj także: Mazowsze zaśpiewa najpiękniejsze kolędy w Krakowie



Nie ma takiej świętej" to pasjonujące wspomnienia znakomitej krakowskiej aktorki, przyjaciółki Karola Wojtyły, później papieża Jana Pawła II - Haliny Kwiatkowskiej. Za zgodą wydawnictwa "Kwadrat" drukujemy jeden z rozdziałów wydanej właśnie książki.
∨ Czytaj dalej

Rozdział ten nosi tytuł "Fotografia".

Niedługo po wyborze Karola Wojtyły na papieża wybrałam się prywatnie do Watykanu. Jerzy Hordyński, który od lat mieszkał w Rzymie na stałe, załatwił mi lokum w domu Corda Cordi. Domem dla pielgrzymów z Polski zarządzał dominikanin ojciec Konrad Hejmo. Niestety, od początku nie darzył sympatią koleżanki Ojca Świętego z Wadowic.

W Rzymie panował nieznośny upał, Jan Paweł II przebywał w Castel Gandolfo, dni mijały, a ja się z nim w ogóle nie widziałam. Zwiedziłam więc Rzym, trochę na głodno, gdyż miałam bardzo niewielką sumkę dolarów wymienionych na liry. Pamiętam, jak po jednym z powrotów do pokoju zjadłam całą puszkę tłustych sardynek przywiezioną z Polski, bez żadnego pieczywa, i pyszną mimo panującego upału.

Ile sił w gardle wrzasnęłam: "Wadowice!"

We wtorek przed środową audiencją zgłosiłam się do ojca Hejmy po bilet wstępu na plac, ale mi odmówił, mimo że przy mnie rozdawał je innym turystom. "Trudno", pomyślałam i następnego dnia udałam się bardzo wcześnie na plac Świętego Piotra. Stanęłam w pierwszym rzędzie, tuż przy barierze.
Ale ojciec Hejmo zobaczył mnie i stamtąd wyrzucił. Stałam daleko, kiedy nadleciał helikopter z Ojcem Świętym. Za chwilę papież szedł już wzdłuż bariery, zatrzymując się przy niektórych pielgrzymach. Stanęłam na krześle i ile sił w gardle wrzasnęłam: "Wadowice!". On drgnął, usłyszał, zobaczył mnie z daleka i kiwnął głową uspokajającym gestem, że mnie widzi.

Wieczorem ojciec Hejmo zawiadomił mnie oschle, że jeśli chcę, to mogę z grupką turystów pojechać minibusem do Castel Gandolfo na mszę dla Polaków. Nie spałam całą noc, żeby się nie spóźnić.
Ubrałam się jak najładniej, ale stosownie, i o 5 rano pierwsza usiadłam za szoferem. I znowu dominikanin wyrzucił mnie stamtąd i kazał usiąść z tyłu autobusiku.

Kiedy przed zamkiem w Castel Gandolfo zobaczyłam ogromnie długą kolejkę oczekujących Polaków i znalazłam się na jej końcu, byłam zrozpaczona. Wstąpiła jednak we mnie jakaś energia, przemknęłam przed zamkniętą jeszcze bramę, gdzie stali biskupi i infułaci, którzy popatrzyli na mnie przyjaźnie.
Gdy otwarto bramę, ujrzałam księdza Dziwisza witającego owych księży. Znałam go dobrze z krakowskiej kurii. Podeszłam i zapytałam, czy mam jakiekolwiek szanse, aby wreszcie spotkać się z papieżem. Odpowiedział: "Owszem, nawet dzisiaj".

"Halinko, jak się cieszę, że cię widzę"

Usiadłam blisko, w czasie mszy ksiądz Stanisław Dziwisz skinął na mnie i przeczytałam tak zwaną Lekcję. Po mszy grupy Polaków fotografowały się z Ojcem Świętym - górnicy, nauczyciele, piekarze. Wyczytywał ich nazwiska przez tubę ojciec Hejmo, a po wykonaniu zdjęć natychmiast opuszczali dziedziniec.

Zostało nas parę osób, kiedy usłyszałam: "Teraz prywatni". Poderwałam się i stanęłam w grupie obok Ojca Świętego, który powiedział: "Halinko, jak się cieszę, że cię widzę". Fotograf pstryknął zdjęcie, usłyszałam przez tubę "Prywatni wychodzą!" - i to było tyle. Łzy mnie dławiły, gdy wolnym krokiem szłam z powrotem na dół, do autobusiku. Widziałam po drodze prześliczne jezioro Albano, wstąpiłam na chwilę do starego kościółka. Przed samochodem stał rozsierdzony ojciec Hejmo. Krzyknął: "Gdzie pani się podziewa? Ojciec Święty czeka na panią ze śniadaniem!".

Jak przez mgłę pamiętam, że wsiadłam z nim do podstawionego mercedesa i w sekundę byliśmy z powrotem na dziedzińcu, potem w windzie i wreszcie w jadalni, przy stole z Janem Pawłem II. I nie przełknęłam ani kawy, ani nie uszczknęłam niczego ze wspaniale zastawionego stołu. Mówiłam Ojcu Świętemu fragment poezji Norwida, który się łączył z treścią usłyszanej przed chwilą Ewangelii. Rozmawialiśmy bardzo długo, lecz niczego nie pamiętam.

"To zdjęcie to sobie wezmę"
Na koniec wyjęłam jedyną, jaka mi po wojnie pozostała, oryginalną fotografię z przedstawienia "Ślubów panieńskich", granego w wadowickim gimnazjum. Jest na niej wielu aktorów, On jako Gucio, ja - Aniela i reszta. Ojciec Święty przyjrzał się tej fotografii i powiedział: "To zdjęcie to sobie wezmę". I wyszedł.
Muszę przyznać, że trochę żal mi się zrobiło tej pamiątki, starego zdjęcia, wykonanego jeszcze z zastosowaniem magnezji, jedynego, jakie ocalało sprzed wojny, mającego już ponad czterdzieści lat. Teraz miał je papież, ale cieszyłam się, że zrobiłam mu przyjemność.

Ojciec Hejmo czekał na mnie, byłam rozdygotana. Zaprosił mnie do małej kawiarenki na kawę, był już całkiem inny. Zapowiedział, że od tej chwili będę trzy razy dziennie spożywała posiłki razem z księżmi w jadalni na parterze domu Corda Cordi.
1 2 »

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

P. Hejmo

zgłoś +2 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

yaro5000 (gość), 29.01.12, 13:50:11

Pan Hejmo jest b. kapusiem bezpieki. trudno, żeby lubił Polaków.

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 2

Nie: 0

skomentuj

Wspaniała

zgłoś +3 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Drobna (gość), 29.01.12, 11:11:43

historia, która pokazuje doskonale genezę wielu mitów, które potem długo żyją własnym życiem. Nawet ich obiektywne obalenie nie dociera potem do publicznej świadomości. Wolimy bajki od prawdy. Prawda bowiem zazwyczaj obnaża nasze wyobrażenia i tęsknoty. Stając w jej obliczu czujemy się tacy mali i bezbronni, pozbawieni ochronnego kokonu z urojonej świadomości.

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 3

Nie: 0

skomentuj

Rozrywka

Gazeta Krakowska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Krakowska", piątek 18.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

PRENUMERATA



31-548 Kraków, al. Pokoju 3
012 688 81 36, bezpłatny 0 800 603 906
prenumerata@gk.pl

Zamów prenumeratę

Kontakt z redakcją:

Polska Gazeta Krakowska



Polskapresse, Oddział Prasa Krakowska
Redakcja: 31-548 Kraków, al. Pokoju 3
tel. 12 688 81 00, faks 12 688 81 09

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy w Krakowie powinno powstać metro?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.