Kierowcy w całym kraju nie mogą się pogodzić, że na wielu stacjach paliw ceny benzyny czy oleju napędowego sięgają już 6 zł za litr. W ramach buntu zapowiadają protesty. Skrzykują się w grupy na forach dyskusyjnych, na Facebooku i na stronie Forumbrzeg.pl. Spontaniczna akcja zatacza coraz szersze kręgi, do wczorajszego popołudnia deklaracje napłynęły z ponad 40 miast.
W niektórych miastach pierwsze akcje już się odbyły. Na przykład w Warszawie w poniedziałek grupa niezadowolonych z poziomu cen kierowców przejechała bardzo powoli obok budynku kancelarii premiera, spowalniając ruch. We wtorek do protestów doszło m.in. w Łodzi. Kierowcy jechali wolno wybranymi ulicami miasta, całymi grupami zajeżdżali na stacje benzynowe, gdzie kupowali niewielkie ilości benzyny, niektórzy na kwotę zaledwie kilkunastu czy kilkudziesięciu groszy, a potem szli do kasy po fakturę.
Niektórzy maksymalnie przedłużali pobyt na stacji: pili kawę, jedli hot dogi, starannie myli szybę przy dystrybutorze.
Największa fala protestów sparaliżuje jednak kraj 28 stycznia. Jeśli wierzyć zapowiedziom internautów, właśnie w sobotę w południe protesty odbędą się w co najmniej kilkudziesięciu miastach.
I tak na przykład w okolicach Brzegu kierowcy planują zablokować autostradę A4 na odcinku Opole - Wrocław oraz autostradową obwodnicę Wrocławia. "Protest będzie polegał na poruszaniu się autostradą z prędkością 40 km/godz." - czytamy na stronie organizatora protestu. W Poznaniu kierowcy spotkają się o godz. 12 przy stacji paliw obok dworca autobusowego Górczyn, następnie wspólnie wyruszą na trasę szybkiego ruchu w stronę Auchan Komorniki i pojadą nią z prędkością 20-30 km na godz.
Największe protesty kierowców zapowiadane są na 28 stycznia. Rząd raczej się nie ugnieW Olkuszu kierowcy wyjadą spod Carrefoura i będą blokować drogę łączącą Katowice z tym miastem. Podobnie będzie w Łodzi, Gdyni, Tychach, Ostrołęce, Ostrowie Wielkopolskim i kilkudziesięciu innych miastach. Wszędzie protest będzie polegał na jeździe z minimalną prędkością, najczęściej 20-30 km na godzinę. "Chcemy ostrzec rząd, że jeżeli nie zainteresuje się problemem, zablokujemy autostrady podczas Euro 2012" - piszą pod każdym wezwaniem internauci.
Na forach cały czas pojawiają się deklaracje kolejnych uczestników z kolejnych miast.
Kierowcy domagają się od rządu obniżenia podatku akcyzowego. Podatek akcyzowy stanowi ok. 29 proc. ceny benzyny oraz ok. 19 proc. ceny oleju napędowego, kolejne 23 proc. - podatek VAT. Rząd, obniżając podatek, mógłby doprowadzić do obniżki cen. A te wprawdzie w tym tygodniu już przestały tak szybko rosnąć jak w pierwszych tygodniach roku, ale na wielu stacjach wciąż sięgają 6 zł. Zdaniem ekspertów na spadek cen nie ma co liczyć. Jak wynika z wyliczeń firmy e-petrol monitorującej polski rynek paliw przeciętna cena benzyny w kraju wynosiła w ubiegłym tygodniu prawie 5,6 zł, a oleju napędowego 5,79 zł.
We wtorek protestujących kierowców wsparło Prawo i Sprawiedliwość i zaproponowało, aby rząd Donalda Tuska zwrócił się do UE z wnioskiem o obniżenie akcyzy na paliwa.
We wtorek Ministerstwo Finansów odpowiedziało jednak, podobnie jak premier w ubiegłym tygodniu, że na obniżki akcyzy nie ma co liczyć.
Artykuł 19 dyrektywy Rady 2003/96/WE, na podstawie którego są możliwe tego typu obniżki podatku akcyzowego, wskazuje, że Komisja, badając wniosek, bierze pod uwagę m.in. prawidłowe funkcjonowanie rynku wewnętrznego i konieczność zapewnienia uczciwej konkurencji. W praktyce oznacza to możliwość obniżki stawek akcyzy tylko do minimów funkcjonujących we wszystkich krajach unijnych - twierdzi Małgorzata Brzoza, rzecznik prasowy Ministerstwa Finansów.
Joanna Pieńczykowska