Z Janem Wojdakiem, o orderach i Rolling Stones'ach, rozmawia Piotr Rąpalski
Kołysał Pan swój los na huśtawce?
To słowa piosenki "Wiem już teraz" z mojej najnowszej płyty, którą nagrałem z zespołem Wawele. Kołysałem swój los, bo będąc na scenie blisko 40 lat wiem, że bywa różnie. Raz pojechaliśmy z zespołem do klubu Cardinal w Chicago i mieliśmy problemy, żeby wrócić w komplecie.
Może to było za komuny i koledzy nie chcieli wracać?
Już po. Pojechałem z całym zespołem, a w sumie wróciliśmy we dwójkę.
(śmiech) W klubie graliśmy w soboty i niedziele. Przychodziła cała Polonia. Tam koncertował też m.in. Czesław Niemen i Jerzy Połomski. Pierwsza liga tamtych czasów. Część zespołu zwodziła mnie, że już, już wrócimy, tylko jeszcze coś zarobimy. I mnie wystawili.
Czemu Pan wrócił? Tam to jest show-business...
Ja kocham ziemię, w której wyrosły me korzenie. Urodziłem się w Niepołomicach. Na zamku.
Jak książę.
Po wojnie był tam oddział położniczy. (śmiech)
W ciągu lat zespół strasznie często zmieniał skład. W tym zawodzie niektórzy zmieniają składy, ale nie mówią o tym. Na przykład Rolling Stones. Na estradzie grają inni, a pod nią inni.
Jak to?
Jedni robią muzykę za kulisami, a inni na scenie fikołki.
Nie boi się Pan tak mówić o słynnych Stones'ach?
Nie. Bo to jest prawda. Ale Mick Jagger to świetny wokalista. A ci pod sceną też potrafią fantastycznie zagrać.
Dużo jest dziś playbacku w muzyce?
Sporo, ale ja nie lubię śpiewać z playbacku, tylko na żywo, bo to szanowanie odbiorcy.
Po tym ambarasie w USA nie zbrzydły Panu Stany?
Nie. Wracałem, byłem zapraszany na koncerty i festyny. Ostatni raz zaprosił mnie klub Wisła Chicago. Bo jestem związany z Wisłą Kraków.
Jest Pan jej kibicem.
Jestem kibicem dobrej piłki. Niestety ubolewam nad tym, że nie mamy w Polsce klasowej drużyny. Napisałem kilka piosenek o Wiśle.
Śpiewa Pan "Kocham ten klub od kołyski aż po grób".
Pisałem tylko muzykę i zaśpiewałem piosenkę z kibicami na stulecie klubu.
A z jakiego meczu są urywki na teledysku?
Wisła - Celtic Glasgow. Chyba 2:1 czy 2:0 dla Wisły.
2:0. Inna Pana piosenka mnie przeraziła. "To twój świat". Na teledysku żebracy, menele pijący pod budką z piwem, szare ulice. I tekst: "po śmietniku biedak szuka" lub "jakiś facet z okna krzyczy, że mu kradną samochód". To o Krakowie?
Nie, ale o tym, co się będzie dziać niedługo. Kryzys nas nie oszczędzi. Ale tego też nie napisałem, tylko znakomity tekściarz Grzegorz Walczak.
Może to piosenka o czasach minionych?
Ma 10 lat, ale on po prostu to przewidział. 10 lat temu nie bałem się nocą przejść przez Planty. Teraz jest różnie. Nie bałem się chodzić na mecze. Teraz nie ma o czym mówić, a już na pewno o wzięciu wnuków na stadion.
Przeszkadza Panu, że wszyscy ściągają za darmo muzykę z sieci, a nie dają zarobić kupując płyty?
Ciągle wydaję płyty i się sprzedają. Co rok jeżdżę też na targi muzyczne do Cannes. Tam sporo mówi się o muzyce w internecie i o tym, że w końcu trzeba będzie za nią płacić. Stworzy się prawo, a piratów będzie łapać. To jak z gazetami. Mówiono, że internet je zlikwiduje, a jednak rozmawiamy. Do lamusa odeszły tylko kasety.
Raz na weselu słyszałem Pana piosenkę "Biały latawiec". To obciach, gdy grają Pana na biesiadach?
Gdy piosenka trafia pod strzechy, to wielkie osiągnięcie artysty. Jak ktoś sprzedaje mercedesy, to nie pyta czy będzie nimi jeździł robotnik, czy lekarz. Ja chcę, żeby moje piosenki trafiały do szerokiego grona. Piosenki grane na weselach i karaoke to właśnie są wielkie przeboje. Proszę zauważyć, że w radio gra się teraz często co innego niż utwory, przy których bawią się ludzie, i to młodzi.
Jak to było za komuny zakładać zespół? Od razu przychodził cenzor?
To w tej chwili firmy narzucają zespołom, co mają grać. Ja zawsze śpiewałem o miłości i nikt mnie nie ograniczał.
Prowadzi Pan Festiwal Tęczowej Piosenki. Laureaci często trafiają do "Szansy na sukces". Ale teraz króluje "Idol", "Mam Talent" itd.
Festiwal pomaga zdolnej młodzieży. Laureatów zapraszam do studia i nagrywamy piosenki. Te programy nie są robione dla młodzieży tylko dla oglądalności, młodzież jak mąka w piekarni służy tylko do produkcji. "Szansa na sukces" ma poziom i chyba jest jedynym takim polskim programem.
Jest Pan obwieszony medalami jak generał.
A ostatnio dostałem odznaczenie od ministra kultury.
Chodzi Pan z tymi odznaczeniami po ulicy?
Jeszcze nie. Poczekam aż trochę przybędzie. (śmiech)
Ciężko było wypić sok z cytryny przy odbieraniu Orderu Uśmiechu?
Z Anną Dymną jesteśmy jedynymi ludźmi, którzy odbierali go dwa raz. Raz w szpitalu w Prokocimiu, a drugi raz na potrzeby telewizji. Wtedy chłopiec, który szedł z sokiem potknął się i wylał. Soku już nie było i nalano nam wody. Ania zagrała świetnie, a ja patrzyłem na nią i próbowałem naśladować jej miny.
Miss Polonia z dawnych lat. Zobacz galerię najpiękniejszych kandydatek!
Academy(c) Awards. Plebiscyt na najlepszy akademik Krakowa!
Mieszkania Kraków. Sprawdź nowy serwis
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!