To będzie opowieść o tym, jak kwiat - a przynajmniej jego część - krakowskiego dziennikarstwa mordował się nawzajem, jeno tym razem wcale nie słowem. Walono do siebie nie złośliwymi polemikami tylko jak najbardziej ordynarnie z karabinów maszynowych G36. Kule fruwały, umierający podle klęli, pot lał się strumieniami, a i krwi nie zabrakło. Ile razy w środę zginąłem ani ilu ludzi zabiłem - nie zliczę.
Do niedawna skrót ASG mówił mi niewiele, teraz wiem, że to coś, co nawet takich jak ja pacyfistów przerabia na żądnych wrażeń marines. Air Soft Gun. Rzecz podobna trochę do paintballa, ale tu zamiast pocisków z farbą są małe plastikowe kuleczki, które wystrzeliwuje się z replik prawdziwej broni. Krótko mówiąc, realistyczna zabawa w wojnę. Dla dużych chłopców. I dziewczyn też, żeby nie było, żem seksista.
W Polsce moda na to trwa już od jakiegoś czasu, w Krakowie również, ale całkiem niedawno w Bieżanowie w dość niezwykłym budynku po starej drożdżowni otworzono nową halę ASG. Ktoś sobie tam słusznie umyślił, że reklama dźwignią handlu i sprosił dziennikarzy na mały pokaz uczestniczący.
Wiadomo, dziennikarz też człowiek i darmowej rozrywki nie przepuści. No, tośmy pojechali.
W tym miejscu zaczyna się wojenna historia, pełna dramatów, epickich zgonów i cudownych wskrzeszeń, siniaków i kul lecących znikąd. Pierwsze mrożące krew w żyłach wydarzenia rozegrały się już w przebieralni, bo niektórym ciężko było się zmieścić do kombinezonów - demobilowego spadku po żołnierzach Bundeswehry. Były nerwy i niepewne uśmiechy. Ktoś musiał do toalety. Jak to w armii przed szturmem. Dochodziło też do sytuacji zaskakujących. Wystarczyło, że kilkunastu chłopa wcisnęło się w moro i od razu posypały się homoseksualne skojarzenia i dowcipasy. Nie wiem, czy uznać to za oznakę postępu i otwartości, czy wręcz przeciwnie.
W kombinezonach, w maskach i z bronią (oczywiście od razu ktoś strzelił sobie w nogę) wyglądaliśmy nieźle. Dokładnie tak jak powinni wyglądać terroryści nagrywający swoje żądania. Na przykład takie: "Premierze Tusk, jeśli zlikwidujecie 50-procentowe koszty uzyskania przychodu to...". I tak dalej. W końcu jednak żarty ustały. Podzieleni na dwie drużyny poszliśmy w bój.
Biegając w półmroku po dwupoziomowej hali, wśród rur i starych fabrycznych urządzeń, czołgając się między skrzyniami po amunicji i wrakami samochodów, kryjąc się za oponami i metalowymi beczkami, człowiek ma wrażenie jakby go wessało do gry komputerowej. Emocje są duże, realizm - tak nam się zdawało - też, choć oczywiście wcześniej nikt z nas nie atakował sali zajętej przez terrorystów. A nie jest to, wyobraźcie sobie, sprawa łatwa.
U nas zawiodło rozpoznanie i bohaterski szturm został przerwany kanonadą z okna, którego nikt nie zauważył. Poległa połowa oddziału, a musicie wiedzieć, że umieranie jest w tej zabawie najbardziej męczące. Kto zostanie postrzelony - trzeba się do tego przyznać, bo kulki poza małymi sińcami nie zostawiają innych śladów - musi cofnąć się do bazy, a czasem to daleko i można się zasapać. Pewnie dlatego niektórzy nie byli skorzy zauważyć nawet jednej czwartej magazynka dziurawiącej im brzuch.
Mieliśmy też jeden przypadek - ani chybi - stresu bitewnego, bo zanim gra na dobre się rozpoczęła, jeden z uczestników, a tak się przez przypadek składa, że fotoreporter "Krakowskiej", pogubił się nieco i wybił większość swoich towarzyszy. Tłumaczył później, że nie wiedział kto swój, a kto wróg. Było to frapujące wyjaśnienie, bo przeciwnicy nie zdążyli jeszcze nawet zejść na nasz poziom. Nic jednak w przyrodzie nie ginie - chwilę później postrzelono go w ucho, aż siknęła posoka. Nie wiadomo przy tym, czy nie dostał od swojego - w ciemnościach zdarzało nam się walić na oślep do wszystkiego co się rusza.
I wiecie co? Tylu rozradowanych gąb naraz nie widziałem już od dawna.
Miss Polonia z dawnych lat. Zobacz galerię najpiękniejszych kandydatek!
Academy(c) Awards. Plebiscyt na najlepszy akademik Krakowa!
Mieszkania Kraków. Sprawdź nowy serwis
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!