Poprosiłam Ojca o wywiad na temat śmierci. Ale tak szczerze, to mam z tym problem.
To zupełnie normalne, że nie chcesz rozmawiać o śmierci. To instynkt samozachowawczy, siła życia. Masz marzenia, cele do zrealizowania. Nie chcesz ani myśleć o niej, ani mówić. Boisz się.
Ojciec też?
Czasem mi się wydaje, że się jej nie boję. Ale od razu wtedy do głowy przychodzi myśl, że teraz bym jednak nie chciał umierać, bo mam zrobić to i to, sporo spraw pozałatwiać, że komuś coś obiecałem itd.
Ta lista zawsze będzie długa. I wówczas zaczynam się śmiać: stary, mimo wszystko ty tej śmierci się boisz. Podświadomy strach przed nią nie znika. A wiesz, co mi starsze schorowane kobiety odpowiadają, gdy pytam, czy się boją śmierci?
Że są na nią przygotowane?
Tak, i patrzą na mnie dziwnym wzrokiem. Bo wcale się nie boją. Tłumaczą mi, że to ostatnia rzecz, którą jeszcze muszą tu zrobić. Są schorowane, mają 80 lat... Wszystko w życiu już przeszły, na nic nie czekają. Wiedzą jedno, że ostatni krok to spotkanie ze śmiercią. Dla nich z wiekiem ona staje się zupełnie naturalna i normalna.
A dla Ojca? Ojciec jest kapelanem już siedemnaście lat. Da się do śmierci przyzwyczaić?
Nie. Przez te siedemnaście lat pracy było kilkanaście tysięcy błogosławieństw, znaków krzyża nad umierającymi, namaszczeń odchodzących. Ale za każdym razem, gdy modlę się nad pacjentem i słyszę "piii" w aparaturze medycznej, co oznacza, że właśnie ktoś odszedł, zimny pot mnie oblewa.
Przestaje Ojciec wówczas się modlić?
Modlę się cały czas. Chciałem tylko powiedzieć, że widziałem jak umierają ludzie tysiące razy, ale nie jestem ze śmiercią obyty. Nie mogę się przyzwyczaić do odgłosów sprzętu, do tego, że dzień wcześniej z babciami z sali nr 1 i 2 się śmiałem, a dziś ich już nie ma.
Babcie wyczuwają nadchodzący koniec?
Najczęściej tak. Babcie w ogóle rzadko się mylą. Mówią mi, że chcą się wyspowiadać. I jest to bardzo ważne, gdyż to ich ostatnia spowiedź.
A Ojciec co na to?
Staram się mimo wszystko żartować. Pytam, skąd one takie mądre i wszystko wiedzą. Podczas spowiedzi zdarzają się też zabawne sytuacje.
Brzmi dziwnie.
Wiem, ale często świadomość u ludzi, zwłaszcza tych z wiosek, że śmierć wygląda zza rogu, ma charakter pragmatyczny.
To już całkiem dziwnie.
Ludzie zaskakują mnie swoim... Nawet nie wiem, jak to określić. Zaskakują mnie swoim biurokratycznym podejściem do sprawy.
Jak to?
Czasem słyszę coś takiego: "Proszę ojca kapelana, mam w najbliższe dni umrzeć, a więc proszę mi załatwić ostatnią spowiedź i namaszczenie. I jeszcze proszę wystawić zaświadczenie pisemne o tym, że wyspowiadałam się, bo proboszcz może mnie nie pochować".
I co robić w takiej sytuacji, wystawiać zaświadczenie?
A dajcież mi spokój z tymi papierami. Staram się, by każda rozmowa była ciepła. Nie wiele słów. Bo cóż tu można powiedzieć, kiedy człowiek umiera.
Umierający potrzebują rozmowy, towarzystwa czy chcą być sami?
Nie ma reguły. Każdy ma inny pogląd, inaczej odbiera śmierć, czego innego potrzebuje. Pewien młody mężczyzna nie chciał mnie nawet widzieć. Walczył ze swoją śmiercią fizycznie i moralnie. To był straszny opór. Miał raka płuc i kilka dni życia przed sobą. Moja obecność dla niego oznaczała koniec, więc mi powiedział: Nie chcę ciebie, Boga, twojej modlitwy, spowiedzi, daj mi spokój. Umierał biedak i nie zgadzał się na to.
A św. Franciszek nazywał śmierć siostrzyczką.
Wstrząsnęło kiedyś mną to stwierdzenie. Siostrzyczka śmierć? Jak to!? A jednak zgadzam się. Jest siostrzyczką.
Dlaczego?
Obserwuję tysiące umierających ludzi. Najpierw walczą z całej siły, organizm też się nie poddaje. Chory ma nieregularny ciężki oddech, dreszcze, twarz i ciało napięte, wykrzywione przez elektrowstrząsy. I nagle, za moment, pacjent ma już oddech regularny, pogodną twarz, jest zrelaksowany, łagodny. Odchodzi. To widać.
Czyli śmierć nie boli?
Nie boli, jeśli człowiek jest z nią pogodzony. Myślę, że tego mężczyznę, który do końca stawiał jej opór, jednak bolała. Ale to jedyny raz, gdy widziałem ten ból.
Większość umiera pogodzona ze śmiercią?
Tak. Pewien mężczyzna zawołał mnie do siebie w środku nocy. Powiedział: Pomóż mi umrzeć. Zaproponowałem mu modlitwę. Nie chciał. Spowiedź? Też nie. Tłumaczył, że wszystko, co trzeba, już zrobił. Teraz chce, bym pomógł mu umrzeć. Zgłupiałem, bo nie wiedziałem jak.
I?
Poprosił, żebym wziął go za rękę. Trzymałem ją długo w swojej dłoni. Aż mocno zasnął. Wyszedłem. Rano zajrzałem do niego. Łóżko było już puste. Pielęgniarka powiedziała mi, że zmarł we śnie, nie cierpiał, nawet się nie obudził.
Chyba Ojciec mu pomógł?
Mam nadzieję. Zmarł między drugą a czwartą w nocy. W szpitalach ludzie najczęściej umierają między drugą a czwartą. Wtedy mamy najgłębszy sen.
Academy(c) Awards. Plebiscyt na najlepszy akademik Krakowa!
Wybieramy najpiękniejszy rynek w Małopolsce! Weź udział w plebiscycie i oddaj głos!
Mieszkania Kraków. Sprawdź nowy serwis
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!