Nikt jej nie widział, nikt jej nie słyszał, ale potwierdzamy sensacyjną informację, która zelektryzowała polskie media: Angelina Jolie była kilka dni temu w Oświęcimiu. Nie wiemy jednak, czy spodoba wam się powód wizyty hollywoodzkiej megagwiazdy. My spotkaliśmy ją w jednym z oświęcimskich dyskontów spożywczych, gdzie przy okazji robiła już zapasy na zimę.
- Pani Andżelino, co oprócz zakupów sprowadziło panią do Polski?
- Jak pan zapewne wie, jestem Ambasadorem Dobrej Woli Unesco. Często odwiedzam miejsca dotknięte klęskami żywiołowymi, epidemiami czy problemem głodu. Które śledzie lepsze: po kaszubsku czy po marynarsku?
- Te pierwsze. Ale co to ma z nami wspólnego?
- Śledzie? Słyszałam, że to jeden z przysmaków waszej kuchni.
- Ależ nie śledzie!
Głód, pani Andżelino, głód.
- A tak, tak. Nic chcę straszyć pańskich rodaków, ale kryzys puka do waszych drzwi i z Unesco już szykujemy dla was pomoc humanitarną. Poza tym razem z Bradem (Pittem, życiowym partnerem pani Jolie - przyp. red.) chcemy adoptować kilkoro polskich dzieci, żeby na starość miał nam kto podać przysłowiową szklankę wody. Sam pan rozumie, mamy tych domów kilkanaście i w każdym przydałoby się mieć jakąś opiekę.
- Racja, ale wróćmy do Polski. Jest aż tak źle?
- Pilnie śledzę wzrost długu publicznego Polski, analizuję kroki ministra Rostowskiego w kontekście rychłego krachu strefy euro i nie widzę tego różowo. Wiem co mówię, bo znam się na ekonomii. Kilka razy oglądałam "Wall Street".
- Jak więc żyć, pani Andżelino?
- Jak się nie ma miliona dolarów w złocie? Trzeba żyć w zgodzie. Ze sobą i z innymi. Bardzo martwi mnie na przykład rozłam w największej polskiej partii opozycyjnej.
- Jest pani ziobrystką? Od A do Zet?
- Od A do Jot. Ale nie tylko. Jestem Ziobrą, jestem Schetyną, jestem Napieralskim. Zawsze staję po stronie wykluczanych. Tak samo jak po stronie krzyża. Nie mogę inaczej, bo jeden mam wytatuowany na podbrzuszu. O tu.
- Pani nie pokazuje, bo się spłoszę. Dużo pani wie o Polsce.
- Codziennie czytam "Krakowską" w internecie. Mamy też prenumeratę na adres naszego domu na Bali, ale gazeta nie dochodzi. Nie zapytałby pan w kolportażu, dlaczego?
- Nie omieszkam. Ale jak pani nas czyta? Rozumie pani po polsku?
- Niedawno adoptowaliśmy z Bradem już jedną sierotę z Polski i ona nam wszystko tłumaczy. Potrafię też powiedzieć: ciąć bźmi w ćcinie.
- Chrząszcz brzmi w trzcinie! Brawo.
- Nauczył mnie Daniel Olbrychski, z którym grałam w filmie "Salt". Chodził za mną po planie i mówił: "say: ciąć bźmi w ćcinie, say: ciąć bźmi w ćcinie". Ech ten Daniel. Stary flirciarz.
-
Lubi pani Polaków?
- Och, mogłabym ich jeść łyżkami. Zwłaszcza w polskiej polityce widzę paru rasowych facetów. Sławka Nowaka, z tą jego umięśnioną klatą, to w ogóle chciałabym namówić na udział w thrillerze erotycznym "Bunga-bunga". To ma być pikantny obraz o kulisach współczesnej polityki. Niesiołowski urodził się dla horrorów o demonach atakujących na oddziałach zamkniętych, a ten z rumieńcami z PiS-u, jak mu tam, Mularczyk, to wymarzony amant w ekranizacjach powieści Jane Austen. No i jeszcze Gowin... Taki magnetyzm w spojrzeniu to miał tylko Bogart. Teraz pierwszy raz zobaczyłam też Biedronia, ale on mógłby co najwyżej zagrać licealistę w Beverly Hills 90210. Tylko musiałby zafarbować włosy.
- Pani Andżelino, na koniec poproszę jeszcze o autograf dla naszych czytelników.
- Proszę uprzejmie.
Angelina Jolie
- Ładny ma pani charakter pisma, przypomina komputerową czcionkę.
- Długo ćwiczyłam ten podpis na klawiaturze.
Academy(c) Awards. Plebiscyt na najlepszy akademik Krakowa!
Wybieramy najpiękniejszy rynek w Małopolsce! Weź udział w plebiscycie i oddaj głos!
Mieszkania Kraków. Sprawdź nowy serwis
Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!