Gazeta Krakowska » Blogi » Przemek Franczak » Marihuana rośnie w polskich domach

Marihuana rośnie w polskich domach

Data dodania: 2011-10-22 12:28:40 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2011-10-22 12:30:51

Gazeta Krakowska

Przemek Franczak

3KomentarzePrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka

Nie byłem świadkiem wielu cudów, w zasadzie jakby się tak głębiej zastanowić, to na własne oczy nie widziałem ani jednego (no może poza cudem narodzin, choć niekoniecznie zgadzam się, by tak określać 10-centymetrowe rozwarcie; cuda jednak nie powinny boleć). To znaczy nie widziałem aż do ostatniej niedzieli.

Marihuana rośnie w polskich domach
Podczas rutynowej wizyty u rodziców, zjedzeniu zupy, drugiego i deseru, na parapecie za kuchennym oknem dostrzegłem roślinę łudząco podobną do krzewu konopi indyjskich, czyli - tłumacząc na polski - krzaku marihuany (mama co prawda prosiła mnie, żebym nie pisał, że to u niej, ale drastycznie ucierpiałby na tym dramatyzm historii).

Co to takiego? Tutaj zobaczysz zdjęcie krzewu



Nie wyrósł wysoki, był raczej zabiedzony i nadszarpnięty przez wiatr, ale zielenił się tą zielenią, która u rastafarianina wywołuje na twarzy błogi uśmiech.
∨ Czytaj dalej
Ekspertem nie jestem, ale swoje wiem. Zrobiłem telefonem zdjęcie i rozesłałem znajomym. Szybko odpisali: podejrzanie przypomina trawkę. Skąd się wzięła? Ano tego nie wiedział nikt. Skąd ona tutaj, akurat w tym miejscu, w bloku, na wysokim piętrze? Na dodatek zakiełkowała po ocienionej stronie, na grudce ziemi, no i przede wszystkim jaki cudem - ano właśnie! - się tu znalazła? Przyfrunęła? Sąsiad z góry zgubił? Przyniósł ją gołąb-narkoman?

Do śledztwa przystąpiłem z inkwizycyjnym zapałem. Nie dlatego jednak, że jestem wrogiem marihuany, bo w zasadzie jest wręcz przeciwnie (kiedyś już publicznie ogłosiłem, że miękkimi narkotykami umilę sobie niedolę emerytury i nadal mam szczery zamiar tak zrobić).

Teraz nie palę, źle mi to robi na cerę, za to ostatnio stałem się wyznawcą poglądu, że marihuana łagodzi obyczaje. Od kiedy młodzież z mojego bloku przerzuciła się z alkoholu na gandzię, to na klatce schodowej ustały awantury, nie walają się już butelki i zaprzestano wypisywania na ścianach apeli o mordowanie psów i żydów.

Co więcej, unoszący się czasem zapach słodkawego dymu stanowi interesujący kontrapunkt dla aromatu gotowanych tu i ówdzie podrobów.

Sprawa samosiejki wymagała jednak pilnego zbadania, no bo grzechem byłoby nie zająć się tak fascynującym przypadkiem. Rodzice, zwani na czas przesłuchań właścicielami nieruchomości, na terenie której doszło do samowolnego zapylenia nielegalną rośliną, wyparli się wszystkiego. Uwierzyłem im od razu, nie dlatego jednak, że to krew z krwi, jeno z bardziej prozaicznych powodów.

Znam ich dobrze - właścicielka brzydzi się używkami wszelakimi, trawki nie odróżniłaby od trawy żubrówki, a właściciel jest konserwatystą ślepo oddanym polskiej tradycji. Znaczy się z używek gotów jest stosować jedynie zbożowo-ziemniaczane destylaty. Zasugerowałem im jedynie, by - jeśli tylko chcą poczuć pocałunek sławy - zgłosili się do redakcji "Faktu", gdzie wydrukują ich zdjęcie z krzaczkiem na całą stronę gazety i okraszą je wielgachnym tytułem: "W domu wyrosła nam marihuana". Byłby to hit na miarę informacji, że piorun zniszczył mieszkanie Krzysztofa Ibisza.

Zrezygnowali, jeno poprosili, bym zajął się utylizacją rośliny, na co - kręcąc nieco nosem - przystałem. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, ilu chętnych zgłosi się do pomocy.

Przyczyn frapującego samosiewu niestety nie udało się ustalić. Nie było poszlak, nie było podejrzanych, więc utknąłem na mieliźnie detektywistycznego, a może botanicznego nieuctwa. Bardzo podobała mi się szalona hipoteza z wytresowanymi ptakami, które w dziobach roznoszą nasiona i rozrzucają po krakowskich osiedlach, ale musiałbym wypalić niejednego skręta, żeby uznać ją za prawdziwą. Aha, była jeszcze jedna, może nawet lepsza, o kontrabandzie ukrytej w ziemi doniczkowej, która przez przypadek trafiła do sprzedaży i w niepowołane ręce.

Jest oczywiście jeszcze jedna możliwość - to wcale nie były konopie i żaden cud się nie zdarzył.

A może jednak?

Konkurs fotograficzny "Mamo, tato, zrób mi portret". Weź udział i zgarnij nagrody!

Wybieramy najpiękniejszy rynek w Małopolsce! Weź udział w plebiscycie i oddaj głos!

Wielka galeria! Zobacz archiwalne zdjęcia strojów Wisły Kraków z ostatnich stu lat!

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ceem (gość), 24.10.11, 15:22:27

bardzo lubię Twoje artykuły pozdrawiam

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 1

Nie: 0

skomentuj
Autor komentarza nie dodał zdjęcia

drPi (gość), 24.10.11, 14:54:38

Jak w rolnictwo ekologiczne uderzasz, w miejsce polityki, to od razu Pulitzer za krzaka marychy wygląda. Bardzo miłe :-).

odpowiedzi (0)

skomentuj
Autor komentarza nie dodał zdjęcia

dinx (gość), 23.10.11, 23:50:03

Genialny artykuł :-) Pozdro.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Rozrywka

Gazeta Krakowska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Krakowska", piątek 18.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

PRENUMERATA



31-548 Kraków, al. Pokoju 3
012 688 81 36, bezpłatny 0 800 603 906
prenumerata@gk.pl

Zamów prenumeratę

Kontakt z redakcją:

Polska Gazeta Krakowska



Polskapresse, Oddział Prasa Krakowska
Redakcja: 31-548 Kraków, al. Pokoju 3
tel. 12 688 81 00, faks 12 688 81 09

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Czy w Krakowie powinno powstać metro?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.