Gazeta Krakowska » Fakty24 » Zuzanna Kurtyka: moje życie po Januszu

Zuzanna Kurtyka: moje życie po Januszu

Data dodania: 2011-09-23 14:08:45 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2012-03-19 14:11:43

Gazeta Krakowska

Marek Bartosik

48KomentarzyPrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Zuzanna Kurtyka: moje życie po Januszu

Zuzanna Kurtyka (© Wojciech Matusik)

Z Zuzanną Kurtyką, krakowską kandydatką do Senatu popieraną przez PiS, żoną prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, który zginął w katastrofie lotniczej samolotu prezydenckiego w Smoleńsku - rozmawia Marek Bartosik

Czytaj także: Zabrałem ojca do PRL-u



Czyta Pani internetowe opinie na temat swego wejścia do polityki?
Od czasu do czasu tak.

Co w nich Panią cieszy?
Przede wszystkim wyrazy poparcia i taka ciepła akceptacja tego co robię.

A coś w tych komentarzach boli?
A tak. Jest wiele opinii bardzo złośliwych, obrażających mnie. Bolesne są te, których autorzy uznają mnie za nienormalną, niepoczytalną.

Na czym polega przemiana, jaką Pani przeszła od 10 kwietnia 2010 r.? Ma ona jakieś pozytywne aspekty?
Nie.
∨ Czytaj dalej
Prawdę mówiąc ta przemiana jest totalna. Przed katastrofą moje życie sprowadzało się do pracy i rodziny. Po katastrofie takie moje życie przestało istnieć. Po prostu.

Rodzina została...
Ale to już jest rodzina okaleczona. Dla mnie i dla Janusza miała bardzo dużą wartość. To, co się stało, generuje we mnie tylko głęboki ból.

A odnalazła Pani teraz w sobie coś, czego się Pani przed tą datą w sobie nie spodziewała?
Tak. Zawsze wydawało mi się i mówiłam to bardzo często, że nie będę mogła istnieć w momencie gdy mąż umrze, albo go przy mnie zabraknie. Stanowił fundament mojego funkcjonowania w świecie. Znaliśmy się ponad 30 lat, zawsze byliśmy z sobą i odkąd go znam dawał mi podstawowe poczucie bezpieczeństwa. Można się było na nim w stu procentach oprzeć. Mogłam być pewna jego reakcji, zachowań, wsparcia duchowego. Czułam się przy nim całkowicie bezpieczna. Bałam się, że jak stracę to poczucie bezpieczeństwa, to absolutnie nie poradzę sobie z dalszym życiem. Ale okazało się, że sobie radzę...

A nadzieja na to, że życie może jeszcze dać Pani radość, przyszła?
Jeżeli chodzi o życie osobiste, to nie.

O to nie ośmieliłbym się pytać. Chodzi mi o wiarę w sens życia.
Znalazłam sobie formułę funkcjonowania przez wyznaczanie sobie i spełnianie kolejnych, konkretnych zadań. To jest metoda na przetrwanie. Ale nadziei na to, że będzie dobrze, miło, wesoło nie mam.

Na rok przed Smoleńskiem w mediach ukazała się informacja o romansie Pani męża. Rozumiem, że jego śmierć przyszła w trudnym okresie waszego małżeństwa, które przedstawia Pani teraz jako olbrzymią wartość. Jak tamta historia z romansem wpłynęła na przeżywanie odejścia męża?
Nie wpłynęła w żaden sposób. Historia romansu Janusza została spreparowana, by go skompromitować. Tylko i wyłącznie po to.

Od początku w to Pani uwierzyła?
Od początku.

Teraz próbuje Pani mężowi coś udowodnić?
Udowodnić? Nie...

Jest Pani pewnie teraz taka, jakiej nigdy nie znał?
Myślę, że znał.

Taką energiczną, bezkompromisową, zawziętą?
Tak. Jestem pewna, że nie jest zdziwiony moim zachowaniem.

Jest Pani teraz niesłychanie aktywna publicznie. Czy sprawność, jaką Pani przy okazji wykazuje, zaskakuje także Panią?
Tak, choć mojej aktywności nie nazwałabym niesłychaną. Ale swoją odwagą i uporem jestem zdziwiona.

Łapie się Pani czasem na złych emocjach? Myśli Pani źle o innych ludziach?
Nie nazwałabym tego uczucia złością, wielu ludzi raczej sprawia mi przykrość. Nie mam wyidealizowanej wizji ludzi, wiele dobrego się po nich nie spodziewam. Zdaję sobie sprawę z ich wad i wiem, że warunki, w jakich żyją, sprawiają, że mało kto jest zdolny wyzwolić się spod życiowych konieczności czy nacisków otoczenia. Jestem w stanie to zrozumieć i staram się nikomu nie szkodzić.

Co Pani myśli o ludziach, którzy teraz, czyli po katastrofie smoleńskiej, zagłosują na PO?
Padną ofiarą braku informacji albo dezinformacji - o tym, co się w naszym kraju naprawdę dzieje.

A co im przeszkadza, by uzyskać wiedzę taką, jaką ma Pani? Dysponuje Pani źródłami informacji niedostępnymi dla każdego z nas?
Nie mam takich źródeł. Ja tylko inaczej selekcjonuję wiedzę. To wymaga trochę pracy nad sobą. Trzeba przejrzeć dokładnie to, co się pojawia na portalach w internecie, poczytać więcej, spotykać się z ludźmi, czytać właściwe książki, a nie ograniczać się tylko do oglądania telewizji.

Nie boi się Pani, że ból, gorycz ograniczają Pani pola widzenia?
Nie rozumiemy się. Ja mówiłam o bólu czy smutku, ale to nie oznacza, że mam do kogoś pretensje. Przechodząc przez to osobiste nieszczęście wypracowałam sobie taki stosunek do spraw śmiesznych czy małych, że znacznie łatwiej mi się dystansować, bo patrzę na nie z oddali. Na przykład strona materialna istnienia człowieka nie ma dzisiaj dla mnie żadnej wartości. Cenię sobie za to kontakt z ludźmi, przyjaźnie, jakie przetrwały 10 kwietnia. Wszystko inne jest bez znaczenia.

Pani synowie dojrzewają. Nie obawia się Pani, że ten już trudny dla nich przez śmierć ojca moment, zostanie przedłużony, kiedy Pani działalność publiczna będzie ciągłym rozdrapywaniem tej rany?
Dlaczego spodziewa się pan rozdrapywania?

Przecież PiS domaga się ponownego zbadania katastrofy. Nie wyobrażam sobie, żeby Pani jako senator w tym nie uczestniczyła?
Dzieciom ofiar należy się prawda o śmierci rodziców. Moi chłopcy są tego świadomi. To mądre dzieci i bardzo w ostatnim roku wydorośleli.

Czy polityka zdążyła Panią już poparzyć?
Polityka to brzmi bardzo pejoratywnie. Dla mnie to praca na rzecz dobra wspólnego. Takiej polityki się nie obawiam.

Ale w realnej polityce, na jej wyidealizowaną postać miejsca jest bardzo mało.
Tak, ale przez całe życie starałam się dystansować od zakulisowych rozgrywek w pracy, plotek, obmów. Mam ogromną nadzieję, że jeśli uda mi się wejść do Senatu, to zdołam zachować się podobnie i stanąć obok tego, co mnie obraża, zniechęca.

A da się stanąć obok?
Jeżeli mi się to nie uda, to odejdę z polityki.

Czy były argumenty przeciwko kandydowaniu, które musiała Pani pokonać?
Zastanawiałam się jak ułożę sobie życie rodzinne. Bo muszę zająć się Krzysiem, czyli młodszym synem, który kończy podstawówkę. A po drugie, nie wyobrażam sobie bym mogła przestać być lekarzem. Chciałabym nadal leczyć dzieci chore na mukowiscydozę, bo jeśli je zostawię, to w Krakowie zostaną bez lekarza. Wszyscy mi mówią, że to skandal, że nadal pracuję, a nie biorę się za kampanię. Jednak do tej pory i z jednym, i z drugim nieźle sobie radzę. Ani praca, ani kampania na tym nie cierpią. Mam mniej czasu dla Krzysia, ale potem mu to wynagrodzę z nawiązką. Liczę, że gdyby mi się udało wygrać wybory, to będę mogła wiele mojej senackiej pracy wykonywać tutaj w Krakowie.

1 2 »

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

Zawsze słyszałem ....

zgłoś +1 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Niestety - też historyk ale o pewnych zasadach. (gość), 20.03.12, 09:20:22

Mój Ojciec był miedzy innymi - może niepotrzebnie z tyloma ukończonymi fakultetami - był historykiem i zawsze mi mówił: pamietaj synu, że nie ma gorszego zakłamania jak pisana przez wielu nierzetelnych specjalistów - h i s t o r i a . Pewnie dlatego pracę doktorską napisał z ksiażąt mazowieckich bo: 1) nie mogł im przez luki w materiale wyjściowym zaszkodzić i 2) nie dorabiając w/g swojego uznania niesprawdzonych faktów historycznych tworzyć nieprawdę. A teraz może troche jest lepiej bo dla potomnych są juz inne media, archiwa i dokumenty magraniowe - które trudno zfałszować. No ale te rodzinne - zwłaszcza sporządzane przez wdowy niewiernych mężów a znajdujacych się w zasięgu ręki to najlatwiej - tylko po co. Kazdy znał zasady moralne używane w pracy na rozkaz prezesunia. A zdrada małżeńska to poprostu mały pikuś. I jakie to wszystko wychodzi śliczne - co !!!

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 1

Nie: 0

skomentuj

kurtyka

zgłoś +1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Kasia (gość), 20.03.12, 08:10:24

jak możesz babo tak mówić świetnie o Januszu który puszczał cię kantem z K.Hejke to nie tajemnica że był z nią a ty bredzisz że dawał ci poczucie bezpieczeństwa???? Zakłamana jesteś. Ale te 250 kafli daje inny obraz ....

odpowiedzi (0)

ocena: 50%

Tak: 1

Nie: 1

skomentuj

Hipokrytka!

zgłoś +1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ala (gość), 09.01.12, 02:10:47

Kurtykowie byli tuż przed rozwodem - teraz hipokryzja p. Zuzanny sięga szczytu - wykorzystuje śp. o.m.c ex-męża jako trampoliny do kariery politycznej!

odpowiedzi (0)

ocena: 50%

Tak: 1

Nie: 1

skomentuj
Autor komentarza nie dodał zdjęcia

sert (gość), 10.10.11, 13:20:34

Pani Zuzanno-glosujemy na Pania!!!

odpowiedzi (0)

ocena: 50%

Tak: 2

Nie: 2

skomentuj

very good

zgłoś +1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

XXX (gość), 10.10.11, 13:15:56

Zuzanna Kurtyka jest b.dobrym lekarzem! Popieram!

odpowiedzi (0)

ocena: 50%

Tak: 1

Nie: 1

skomentuj

jestm z Pania

zgłoś +1 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Adela (gość), 10.10.11, 13:14:42

Brawo Zuzanna!!!!

odpowiedzi (0)

ocena: 100%

Tak: 1

Nie: 0

skomentuj
Autor komentarza nie dodał zdjęcia

darek (gość), 10.10.11, 13:06:48

Zuzanna jest bardzo inteligentna ,brawo ,glosuje na Pania!

odpowiedzi (0)

skomentuj

Browo PAni Doktor

zgłoś 0 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ERT (gość), 10.10.11, 12:59:24

Komentarze chamow ,do chamow wracaja! Ja popieram dzielna doktor Zuzanne Kurtyke!!!

odpowiedzi (0)

ocena: 0%

Tak: 0

Nie: 1

skomentuj

Swietna

zgłoś +1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Marta (gość), 10.10.11, 12:56:46

Zuzanno jestes piekna imadra,tak po prostu uwazam i jestem z Toba!

odpowiedzi (0)

ocena: 50%

Tak: 1

Nie: 1

skomentuj

Więcej skromności

zgłoś +2 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

POLKA (gość), 04.10.11, 23:17:20

Na początku moja tożsamość. Jestem z Pani okręgu wyborczego i będę na Panią głosowała. Nie pasjonuję się Gazetą Wyborczeą ani Wprost. Tak jak Pani jestem człowiekiem prostym, pracującym na rzecz zdrowia psychicznego wśród dzieci niepełnosprawnych. Jestem po lekturze książki o Pani. Z mieszanymi odczuciami odebrałam jej treść. Chciałam zobaczyć w niej między innymi Pani skromność i życiową pokorę. Zapewne nie potrafię interpretować podtekstów i to jest powód, dla którego szukanych cech charakteru nie znalazłam. Książka przedstawia Panią jako NAJ...... uczennicę, studentkę, żonę, matkę, piękną kobietę, jedynie kiepską kucharkę. Ale przecież senator nie musi być najlepszy od dzieciństwa i świecić urodą. Uważam,że ludzka skromność i ułomność dodaje senatorowi jeszcze więcej cech ludzkiej twarzy. czyni go bardziej naturalnym czym zbliża do ludzi, których problemy będzie rozwiązywał Tej zasadniczej skromności w książce nie znalazłam Czy tak przedstawiony wizerunek jest dobrze odbierany, nie wiem. Osobiście odbieram go jako pewien rodzaj megalomanii, ułomności, która nie pozwala czytelnikowi samodzielnie dojść do określonych wniosków. Skromność jest zawsze cechą WIELKICH LUDZI czego Pani serdecznie życzę. Na koniec pytanie. Dlaczego zamieszcza Pani na oficjalnej stronie tylko list od Pana Rokity popierający Panią, a nie zamieści Pani jakiegokolwiek listu z poparciem napisanego przez niemedialnego człowieka? O Takich listach Pani tylko mówi

odpowiedzi (0)

ocena: 50%

Tak: 2

Nie: 2

skomentuj
1 2 3 »

Rozrywka

Gazeta Krakowska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Gazeta Krakowska", czwartek 24.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

PRENUMERATA



31-548 Kraków, al. Pokoju 3
012 688 81 36, bezpłatny 0 800 603 906
prenumerata@gk.pl

Zamów prenumeratę

Kontakt z redakcją:

Polska Gazeta Krakowska



Polskapresse, Oddział Prasa Krakowska
Redakcja: 31-548 Kraków, al. Pokoju 3
tel. 12 688 81 00, faks 12 688 81 09

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Sonda

Gdyby Warszawa nie była stolicą, to które miasto powinno nią być?

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.