Tancerki brzucha, śpiewacy, tancerze, mimowie, każdy, dosłownie każdy, kto ma jakiś talent, stawił się we wtorek przed Teatrem Słowackiego. Casting do programu TVN "Mam Talent" zgromadził tłumy.
Uczestnicy przez godzinę skandowali hasła: mam talent, Kraków ma talent, skakali, krzyczeli, piszczeli. Cierpliwie powtarzai duble. Dopiero kiedy lunęło jak z ceba, zaczęli uciekać do środka, by ratować makijaże i kreacje.
Każdy chciał przecież jak najlepiej wypaść przed jury.
Marta Humka, Asia Godlewska i Paulina Chochulska z zespołu Clube Elite przyjechały do Krakowa z Łodzi. Dziewczyny musiały wstać o 2 w nocy, ale są przekonane, że było warto. - Będziemy tańczyć mieszankę modern jazzu z hip-hopem - mówią. - Chcemy pokazać, że młodzi ludzie mają energię i potrafią się tańcem bawić. Dla każdego tancerza popularność jest ważna, ale wielkiego parcia na szkło nie mamy - przekonywały zgodnie.
Klarnety, akordeon, kontrabas i perkusja - to Klezmer Band z Rzeszowa. Chłopaki znają się ze szkoły muzycznej. Grają razem od siedmiu lat. - Znajomi nas namówili, żeby tu przyjechać - opowiada Wojtek Jajuga. - A w końcu próba nie strzelba, więc daliśmy się przekonać. Niczego nie oczekujemy, nie liczymy na popularność. Muzyka to nasze hobby - mówi.
59-letni Zygmunt Pyzik z Gorlic nie był pewien, jaki talent chce zaprezentować. - Można powiedzieć, że muzyczny, albo talent do zdobywania środków, by uprawiać trudną sztukę przetrwania - wyjaśniał filozoficznie. - Gram na harmonijce, gitarze i zestawie perkusyjnym, jestem człwoiek-orkiestra.
Chodzę z tym po targach, jarmarkach, kurortach. Gdybym tak wygrał? - zastanawia się przez chwilę. - Dużo dziur jest do załatania. Zastanowiłbym się po mału. Może jakiś interes malutki. Z przemyśleniem bym inwestował. Nie, żeby kredyty pobrać, a później zbankrutować.
Roman Lelko z Rzeszowa od 10 lat zajmuje się sztuką mimiki i gestu. Na codzień studiuje turystykę i rekreację. - W każdej sztuce 1 proc. to talent, a 99 proc. to ciężka praca - mówi. - Chciałem pokazać, na co mnie stać. Nie boję się krytyki, choć każdy artysta ją przeżywa.
Byli i tacy, którzy do występu podchodzili bardziej pragmatycznie. Jakub Bochenek z Krakowa ma sklep z mydlanymi bańkami. - I właśnie bańki będę puszczał przed jury - mówi. - Trzy razy już byłem w programie. Nie liczę na wygraną, raczej na promocję. Żeby tylko wszystko się udało, bo inaczej będzie antypromocja - dodaje.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie GazetaKrakowska.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.